Najpiękniejsze lato: o roadtripie po Małopolsce

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

W wielu środowiskach jeżdżenie po Polsce jest obciachem. Ba, jeżdżenie po Europie to obciach, a po swoim kraju jeżdżą jedynie ludzie którzy nie mają odwagi, pieniędzy lub czasu. Ja również przez wiele lat tak uważałam i rzadko pisałam o bliższych podróżach.

Dlatego właśnie w sierpniu postanowiłam pojeździć po Małopolsce, ale bynajmniej nie po miejscach które doskonale znam i kojarzę, na pewno też nie po miejscach które „koniecznie trzeba zobaczyć”. Pojechaliśmy tam, gdzie nigdy nie byłam, albo byłam tak dawno, że nie pamiętam jak tam jest. Dla Miłosza ten wyjazd też był ogromną nowością bo on nigdy po Małopolsce nie podróżował i po drodze okazało się, że nawet nie wiedział że są takie miejsca w Polsce. Mam nadzieję, że niektóre również dla Was będą miłą niespodzianką.

Zaczęliśmy od wynajęcia auta w serwisie Kayak! Nigdy nie jeździłam samochodem po Polsce (zresztą, rzadko w ogóle jeżdżę samochodem), więc dla mnie to była super nowość i atrakcja. Pisałam już wcześniej o wynajmowaniu aut, w Krakowie można było odebrać samochód w centrum lub na lotnisku. W tej drugiej opcji mieli dostępnego mojego ulubionego Fiata 500, więc zdecydowaliśmy się właśnie na Balice. Na pewno będę też korzystała z Kayaka w przyszłości we własnym zakresie, bo serwis jest bardzo łatwy w obsłudze i można bezproblemowo zaplanować tam całe swoje wakacje.


Dzień pierwszy: Ojcowski Park Narodowy i okolice

Zaczęliśmy nasz roadtrip od razu po wypożyczeniu samochodu. Lotnisko Balice jest na północy Krakowa, niedaleko Ojcowskiego Parku Narodowego. Ze „znanych” atrakcji wybraliśmy tylko zamek w Pieskowej Skale i Maczugę Herkulesa, natomiast całkiem sporo się zatrzymywaliśmy na krótkie spacery po drodze, bo dolinki i lasy Ojcowskiego PN są urocze. Spokojnie można tam też znaleźć ścieżki tylko dla siebie, nawet gdy w popularnych miejscach jest mnóstwo ludzi.

ojcowski-park-narodowy

Ważnymi punktami na naszym roadtripie były również budowle należące do Szlaku Architektury Drewnianej. W bliskich okolicach Ojcowskiego PN był dwa kościółki: w Racławicach i Paczółtowicach. Obydwa zrobiły na mnie ogromne wrażenie – uwielbiam prostotę i tajemniczą atmosferę tych kościołów.

Kolejnym przystankiem był zamek Tenczyn należący z kolei do Szlaku Orlich Gniazd. Znany jest też jako „zamek w którym widziałam ducha gdy miałam 10 lat”. Zameczek był wtedy w kompletnej ruinie, a ja zajrzałam do wieży przez okno i… zobaczyłam średniowiecznie ubranego faceta na jednej z wyższych kondygnacji. Nikt mi teraz oczywiście nie wierzy (zresztą sama nie wierzę przecież w duchy) ale albo ktoś mi zrobił okrutny żart, albo muszę przemyśleć mój światopogląd! Aktualnie Tenczyn jest w świetnym stanie, przeprowadzono tam remont i wydaje mi się, że wypędzili wszystkie duchy.

Dzień drugi: Zalipie i Jezioro Rożnowskie

Po noclegu w Krakowie pojechaliśmy do Zalipia. Dowiedziałam się o tym miejscu na którejś z zagranicznych stron i Zalipie opisane było jako „najpiękniejsza wioska w Europie”, dlatego ze zdziwieniem odkryłam, że jest całkiem blisko Krakowa. W Zalipiu od prawie 100 lat istnieje niezwykła tradycja ozdabiania gospodarstw przepięknymi kwiatowymi motywami. Maluje się tam nie tylko domy, ale również studnie, wiaderka, budy dla psa, drzewa itd. Będę jeszcze pisać dokładniej o Zalipiu, ale teraz wspomnę tylko, że jak najbardziej warto było jechać te 100 kilometrów.

Dalej trasa prowadziła na południe od Zalipia, nad jezioro Rożnowskie. Nie przypominam sobie, żebym tam kiedykolwiek była! Nocleg był tuż przy jeziorze, więc mieliśmy najpiękniejsze widoki o zachodzie.

Dzień trzeci: okolice Nowego Sącza oraz Pieniny

Rano następnego dnia leniwie błąkaliśmy się chwilę po bezdrożach w okolicach Nowego Sącza, po drodze szukaliśmy drewnianych kościółków, ale niestety wszystkie były wtedy zamknięte. Zatrzymaliśmy się też na spacer po lesie w Beskidzie Nowosądeckim i na szlaku nie było żadnych ludzi, za to mnóstwo saren! Mieliśmy plany jechać dalej na wschód, do Beskidu Niskiego, ale było już mocno po południu, więc odpuściliśmy sobie i wybraliśmy drogę na południe. Przejechaliśmy szybko przez Krynicę (strasznie dużo ludzi!) zjedliśmy obiad w Muszynie i już jechaliśmy dalej. Okolica słynie z uzdrowiskowych wód, w Krynicy jest zawsze tłum, ale spokój można znaleźć w pobliskich miejscowościach.

Strasznie podobała mi się droga prowadząca z Muszyny wzdłuż granicy ze Słowacją, idzie doliną rzeki Poprad i otaczają ją przepiękne góry. Dalej zdecydowaliśmy trochę oszukać i pojechaliśmy przez Słowację, bo było dużo bliżej niż jechać przez Małopolskę. Opłaciło się jednak, bo dojechaliśmy do Czerwonego Klasztoru i trafiliśmy na absolutnie najlepszy widok na Trzy Korony – nigdy nie widziałam tej góry z tego miejsca, w końcu wiem skąd się wzięła ta nazwa! Kupiliśmy też spory zapas Kofoli (znanej każdemu, kto choć raz był na Słowacji) i pojechaliśmy do hotelu niedaleko Niedzicy.

Dzień czwarty: Pieniny, Podhale

Najbardziej intensywny dzień wyjazdu! Zaczęliśmy go od zamku w Niedzicy i spaceru po zaporze. Potem, by nie opuszczać Pienin zbyt szybko, pojeździliśmy po pagórach otaczających jezioro Czorsztyńskie i odkryliśmy chyba najlepszy widok na nie: jest na bocznej drodze między Czorsztynem i Kluszkowcami. Zrobiliśmy tam sobie mały piknik w którym towarzyszyły nam owce, a potem pojechaliśmy do kościółka w pobliskim Dębnie. Budowla jest wpisana na listę UNESCO i nigdy nie widziałam piękniejszego kościoła – koniecznie jedźcie gdy następnym razem będziecie w Pieninach.

Kolejnym przystankiem była miejscowość Łopuszna, przez którą wielokrotnie przejeżdżałam, ale nie miałam pojęcia, że jest tam przepiękny dworek Tetmajerów. Tam poczułam się jak w innym, spokojniejszym świecie.

lopuszna-dwor
Dwór w Łopusznej
i

Ponieważ był weekend, a w Tatrach byłam wiele razy, odpuściliśmy sobie Zakopane i po prostu pobłąkać się po mniejszych drogach na Podhalu. Nie mogłam sobie jednak odpuścić Jurgowa i mojego ulubionego widoku na moją ulubioną część gór, czyli Tatry Bielskie. Potem skręciliśmy na Brzegi i szukaliśmy tam prawdziwego oscypka: udało się znaleźć w bacówce u Jancoka, gdzie oscypki kosztują 10 złotych i są dużo, dużo lepsze niż ich droższe podróbki z Krupówek.

Zazwyczaj jechałam Zakopianką prosto na Zakopane, ewentualnie Jurgów. A tu wynajęliśmy auto i powiedziałam „a nie ma, jedziemy bocznymi” i odkryłam zupełnie niesamowite widoki na Tatry, dosłownie za każdym zakrętem było coś ciekawego. Nie widziałam nigdy takiego Podhala, takich wiosek spokojnych, koników na drodze, ukrytych polan, stogów siana, takich chmur, takiego słońca.

Po wielu pięknych momentach w tej okolicy (i też sporej ilości czasu spędzonego w korkach) trafiliśmy na drugą stronę Podhala, do Chochołowa. Kilkakrotnie spędziłam tam kolonie gdy byłam mała, ale dopiero teraz naprawdę doceniłam to miejsce. To niezwykła wioska z drewna, i to nie kilka chat na krzyż, ale praktycznie cały Chochołów. Wrażenie robi ogromne. Widzieliśmy tam też piękny orszak weselny, w którym goście jechali powozami ciągniętymi przez konie, wszyscy ubrani w tradycyjny sposób.

Na zakończenie tego dnia w górach pojechaliśmy do Zawoi w Babiogórskim Parku Narodowym. Zjeżdżanie z przełęczy Krowiarki było dla mnie jako kierowcy zupełnie niesamowitym doświadczeniem, po raz pierwszy w życiu pokonałam na raz taką ilość zakrętów, ale bawiłam się wspaniale!

Dzień ostatni: Babiogórski Park Narodowy, Lanckorona

Poranek w Zawoi mieliśmy pochmurny, ale deszczu nie było więc jeździliśmy chwilę po okolicy. Przy okazji odkryliśmy też drugą bacówkę sprzedającą oscypki: mała chata tuż koło wyciągu na Mosorny Groń. Cena również była dużo niższa niż w Zakopanem, nigdy już nie kupię „łoscypka” ani „scypka” ani „serka górskiego” skoro prawdziwy oscypek kosztuje tylko 10 złotych.

Po pikniku i odpoczynku z widokami na Babią Górę pojechaliśmy do Lanckorony. Wiele dobrego słyszałam o tej miejscowości i w końcu udało mi ją odwiedzić. Wypiliśmy tam kawę, zjedliśmy co nieco i przyszedł czas na powrót.

Zarys naszej trasy możecie zobaczyć poniżej. Ja… szczerze jestem bez słów. W ciągu tych kilku dni raz po raz odbierało mi mowę ze zdumienia, jak piękna jest Małopolska. Dla mnie były to najlepsze wakacje, takie do których na pewno będę często wracać myślami.

Kilka dni po powrocie spakowaliśmy wszystkie swoje rzeczy do kartonów i wyprowadziliśmy się z mieszkania, w którym spędziłam 15 lat swojego życia. Po czym spakowałam resztę do walizki i pojechałam do Hong Kongu. Wiele dobrych rzeczy przed nami, ale po tym wyjeździe wszystko, co zostawiam za sobą przepełnia mnie dużo większą nostalgią. Z całego serca życzę Wam równie pięknych wspomnień.


Roadtrip powstał we współpracy z Kayak. Dziękuję za wspieranie firm, które wspierają Duże Podróże i dziękuję Kayakowi za cudowny wyjazd! Podsumowanie wyjazdów innych blogerów są już blogu Kayak, zaglądajcie!

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Jak na kilka dni, to zaplanowaliście sobie bardzo dużą wycieczkę. Nie było to męczące? Po przeczytaniu artykułu wiem, że muszę wrócić do zamku w Tenczynie, też pamiętam go jako kompletną ruinę, chociaż żadnych duchów nie udało mi się spotkać. Szkoda.
    Mnie w Małopolsce szczególnie podobają się okolice Tarnowa. Sam Tarnów jest piękny, ale wokół można znaleźć wiele miasteczek równie uroczych, jak Lanckorona i też zabudowanych domami podcieniowymi. Na krótki spacer przyrodniczy polecam Skalne Miasto na Pogórzu Ciężkowickim

    • To prawda, wycieczka była bardzo intensywna, trochę męcząca ale równocześnie odpoczęłam w jej trakcie :)
      Bardzo chętnie wrócę do miejsc o których wspominasz! Dzięki za polecenie!

  • Justyna

    Witaj Olu! Nad twoim blogiem i wszystkimi jego wspaniałościami mogłabym rozpływać się godzinami – jest po prostu genialny, a ja jestem wielką fanką twoich wypraw! Mam jednak jedno pytanie (być może gdzieś już pojawiła się na nie odpowiedź ale ją przeoczyłam) – jakiego sprzętu używasz? Chodzi mi zarówno o body jak i obiektyw. Z gory dziękuję za odpowiedź!

    • Dzięki! :) Używam Nikona D750 z obiektywami 50mm f/1.4 i 18-35mm f/3.5 ale nie polecam tego sprzętu bo waży tonę, trudno się robi zdjęcia na ulicy i najlepiej każdą fotę ustawiać dokładnie. Generalnie całe życie używałam tanich lustrzanek (do tysiąca złotych za wszystko), a ostatnio coraz częściej podkradam Fuji X100T mojemu mężowi ;)

  • Małopolska oferuje tyle atrakcji, że materiału starczy na kilka wycieczek, a ze swojej strony polecamy zwiedzanie rowerem i pieszo bo Małopolska jest do tego stworzona:) Województwo to ma 5 i 1/10 (Magurski) parków narodowych i drugie tyle parków krajobrazowych w tym tak ciekawe jak Dolinki Krakowskie czy Ciężkowicko-Rożnowski.