C

Co robiłam w Kopenhadze. Przewodnik alternatywny

Z moim mężem mamy taką małą tradycję: na urodziny zabieramy się w podróż-niespodziankę. Ja wzięłam go do Toskanii, on mnie do Prowansji, potem ja go na Arran… Za każdym razem druga osoba kompletnie nie wiedziała, gdzie jedzie lub leci (choć niestety dość łatwo palę tajemnice) – tym razem ja również nie wiedziałam co mnie czeka, póki na lotnisku Miłosz nie zaprowadził mnie do samolotu do Kopenhagi.

O podróży do Danii myśleliśmy od czasu odwiedzenia Skanii w Szwecji. Było idealnie i kusiła nas ponowna podróż w te okolice, no i tyle już słyszałam o Kopenhadze, że w końcu trzeba było pojechać.

Gdzie nocować w Kopenhadze

Spanie w Kopenhadze jest drogie, choć nieco taniej jest poza centrum miasta (miasto nie jest duże i wszędzie jest łatwy dojazd). Oprócz poniższych hoteli polecam również Airbnb – jeśli zarejestrujecie się z tego linku, to dostaniecie ok. 120zł zniżki na pierwszą podróż.


Poleciałam nieco nieprzygotowana, nie wiedziałam co mnie czeka, a na miejscu była pełna improwizacja. Byłam też w takim miejscu w życiu, że myślałam sobie “prędzej umrę, niż napiszę kolejny przewodnik na blogu”, więc kompletnie nie obchodziło mnie, co i jak zwiedzam i czy w ogóle odwiedzę jakiekolwiek atrakcje. Ale pół roku później jesteśmy tutaj i myślę sobie, że było bardzo fajnie więc napiszę co tam robiłam i może komuś się przyda.


Pływałam łódką

Po raz pierwszy w życiu byliśmy na na takim typowym, turystycznym rejsie łódką. Wiecie, takim gdzie się podłącza słuchawki do gniazdka i słucha się o historii mijanych miejsc.
Była cudowna pogoda, opalałam twarz, łódka spokojnie bujała się na wodzie i po tej godzinie czułam się odpoczęta jak nigdy w podróży. No cudo. I widziałam też Małą Syrenkę, choć tylko jej tył. Jest bardzo mała.


Spacerowałam

Ulice w centrum Kopenhagi (København K) są przepiękne. Kolorowe domy z drewnianymi ramami przeplatają się z poważnymi pałacami i kościołami, a między tym kanały… Pięknie tam jest.
Wielbicielom typowych turystycznych ulic ze sklepami polecam Strøget (bardzo ładne są uliczki odchodzące od Strøget przy jej wschodniej części). Jeśli lubicie małomiasteczkowe i rozluźnione uliczki, to polecam Larsbjørnsstræde. Værnedamsvej czy Blågårdsgade są dla hipsterów i tych, którzy kochają Nowy Jork. No i jest też Nyhavn, must-see w Kopenhadze.

Spacerowałam i jeździłam rowerem wzdłuż jezior na zachód od København K – te jeziora wyglądają jak rzeka albo kanał. Byłam w pięknym i dużym parku Frederiksberg.

Oglądałam sobie knajpki oraz przepiękne warzywa (!!!) na Torvehallerne. Było bardzo ciekawie.


Jeździłam na rowerze

Ok, w sumie bardziej “siedziałam na rowerze”. W Kopenhadze są do wypożyczenia rowery elektryczne, i takie rowery jadą same. Nic nie trzeba robić. Po pierwszym wypożyczeniu zaczęliśmy się przemieszczać nimi wszędzie i nie korzystaliśmy już z komunikacji miejskiej. Wszędzie w mieście są ścieżki rowerowe.

Rower elektryczny wypożycza się od Bycyklen – to oficjalny serwis miasta Kopenhaga. W wielu punktach miasta są stojaki na te rowery, które również ładują im baterie. Każdy rower ma wyświetlacz na którym trzeba się zalogować do swojego konta, a następnie stojak odblokowuje rower i można jechać. Konto zakłada się na oficjalnej stronie Bycyklen, proces jest szybki, podaje się tam kartę płatniczą i już można jechać. Cena to 12 Dkk za godzinę – koło 7 złotych. Baterie roweru starczają na kilka godzin jeżdżenia.

Niestety, w letni weekend w centrum miasta był duży problem z ilością rowerów, i sporo z nich było popsutych. Nie zepsuło to mi jednak wspomnień; jeździło się tak przyjemnie, że nie ma o czym mówić.


Jadłam wegańsko i dużo

Mam wrażenie, że wszystkie restauracje w Kopenhadze są wspaniałe. Mają gustowny wystrój, pyszne jedzenie i świetną obsługę. Ciężko trafić na słabe miejsce (może prócz knajpek wzdłuż Nyhavn). W Kopenhadze jadłam w:

  • Souls – dania typu “wysokiej jakości fast food”
  • 42 Raw – knajpka na śniadanie i brunch, bardzo dobre kanapki
  • Glo – organiczny fast food
  • Urten – niezwykłe dania wysokiej jakości, menu stale się zmienia
  • The Organic Boho – przepiękne, kolorowe jedzenie
  • Reffen – piszę o nim nieco niżej, jest to zbiorowisko różnych knajpek ze street-foodem

Robiłam zakupy w second-handach

Szmateksy w Kopenhadze mają status kultowych i jednych z najlepszych na świecie. Są rzeczywiście świetne, ale też… całkiem drogie. Tak dużo ludzi robi w nich zakupy, że wszyscy bardzo podnieśli ceny.
W Kopenhadze są second-handy nie tylko z ciuchami, ale też z wystrojem do domu czy meblami. Można też znaleźć sporo używanych ubrań marek skandynawskich. Kilka miejsc, które polecam:

  • Carmen Copenhagen – ubrania vintage z górnej półki. Cała ulica Larsbjørnssstræde jest pełna różnych second-handów
  • PRAG – mają kilka sklepów w mieście, jest to połączenie second-handu ze “zwykłym” sklepem.
  • Salvation Army – Armia Zbawienia ma w Kopenhadze sporo butików vintage
  • Rode Kors – sklepy Czerwonego Krzyża
  • Wasteland – jeśli lubicie stylówkę z lat 90, Wasteland to miejsce dla Was
  • Episode – wszystkie ubrania w Episode są bardzo dokładnie czyszczone i w razie potrzeby naprawiane, znajdziecie tam duży wybór klasycznych jeansów, Vansów i innych trampek, a także koszulki czy czapki w stylu lat 80 i 90.
  • KØBENHAVN K Secondhand – typowy szmateks, ale można znaleźć różne perełki

Inne listy second handów w Kopenhadze znajdziecie tutaj oraz tutaj.

To nie second-hand, ale polecam (bardzo!) Studio Arhoj z ceramiką – ich rzeczy są przepiękne.


Narzekałam na Christianię

Christiania to “miasteczko” w dzielnicy Christianshavn, założone przez hippisów na terenie byłych koszarów. Myślę, że początkowa idea takiego miasteczka była super: wolne miasto, działalność artystyczna, teatry, lekcje jogi itd. Żyło tam sporo artystów, ale też osób “niepasujących” do reszty społeczeństwa, którzy budowali sobie chatki albo żyli w budynkach koszarów. Generalnie było to takie miejsce, gdzie nikogo się nie ocenia – i w niektórych częściach Christianii dalej tak jest.

Z tym jednak niestety, że wraz z wzrostem ilości mieszkańców zaczęły się pojawiać różne problemy, głównie z narkotykami. Choć w Danii posiadanie i sprzedaż marihuany są nielegalne, na Pusher Street (Ulica Dealerów) w Christianii handel kwitnie w najlepsze i nikt tego nie kontroluje, choć duński rząd od lat próbuje coś z tym zrobić.

Aktualnie Christiania jest jednym z najchętniej odwiedzanych miejsc w Kopenhadze, ale na Pusher Street nie czułam się ani przyjemnie, ani nawet bezpiecznie, zwłaszcza po przeczytaniu artykułów o strzelaninach w tym miejscu. Pewnie spalenie sobie jointa jest jakąś tam atrakcją, ale dla mnie to miejsce jest raczej jak nieudany eksperyment i wolałabym tam nie wracać.


Oglądałam i jadłam w Reffen

Reffen to takie zbiorowisko street-foodu, gdzie restauracje są w przerobionych kontenerach, przyczepach itp. Gdy teraz o tym piszę, to nie wydaje się to powalającym pomysłem, ale w rzeczywistości wyszło im to całkiem fajnie, wybór knajpek jest duży, a wszystkie restauracje muszą “Redukować i używać ponownie”, czyli zmniejszać ilość śmieci, używać organicznych produktów itd. Reffen jest otwarte tylko w weekendy. Są tam również sklepiki, startupy, organizują też różnego rodzaju kursy czy koncerty. Ludzi jest tam ogrom.

Nie podobało mi się tylko, że Reffen jest daleko od miasta (trzeba jechać rowerem lub autobusem) i otoczone jest spustoszałymi i nieodnowionymi fabrykami. No i wszystko jest postawione na takiej jakiejś takiej suchej ziemi bez trawy, więc latem wszędzie fruwa tam pył, dlatego zapakowaliśmy jedzenie na rowery i pojechaliśmy gdzie indziej.


Jadłam jeżyny

Wyjechaliśmy z Reffen, potem pojechaliśmy Refshalevej i skręciliśmy w stronę morza, i tam było takie miejsce z jeżynami. Nic specjalnego, po prostu dobre wspomnienie.

Byłam też na plaży (Amager Strandpark), oglądałam Kopenhagę zza wody od strony Opery, odwiedzałam różne sklepiki i targi z pamiątkami czy jedzeniem. Spędziłam wspaniale czas i to był jeden z nielicznych wyjazdów, podczas których kompletnie się rozluźniłam. Polecam Kopenhagę. Chętnie bym wróciła.

KategoriePrzewodniki
Aleksandra Bogusławska

Dwa lata spędziłam w podróży, żyjąc na walizkach i co kilka tygodni zmieniając adres zamieszkania. Dziś mieszkam na stałe w domku na szkockiej wsi. Dużo spaceruję, gotuję wegańsko, spędzam czas w ogrodzie, doceniam małe przyjemności i spokojne życie.
Jestem autorką wszystkich tekstów i zdjęć na stronie.

  1. Agata says:

    Olu, chciałam tylko napisać, że w mojej ocenie nie ma w polskim Internecie lepszych wpisów podróżniczych niż Twoje- cieszę się, że wróciłaś :) ja marzę o Kopenhadze i jest na mojej liście od bardzo dawna!!! Jak będzie możliwość podróży, udam się tam i wykorzystam Twój przewodnik, dziękuję :)

  2. basia213 says:

    Bardzo ciekawy i fachowy blog. Myślę że Kopenhaga nie jest częstym celem wakacyjnych podróży wielu Polaków. W przyszłości chciałabym się jednak tam wybrać.

  3. Agnieszka says:

    Dla mnie to brzmiało jak idealny weekend. Zawsze chciałam jechać do Kopenhagi, ale po tym wpisie po prostu nie mogę usiedzieć na miejscu! Na szczęście jutro jadę na Mazury, może trochę rozładuję napięcie podróżnicze ;).

    1. Aleksandra Bogusławska says:

      Wydaje mi się, że dlatego że jest drogo ;) Generalnie jedno z najdroższych miejsc, w jakich byłam. Ale warto tak czy inaczej :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *