J

Jak pracować z domu i nie oszaleć (wskazówki od osoby, która tak pracuje od 5 lat)

W ciągu ostatnich kilku dni rozmawiałam ze znajomymi na temat zmian, jakie przyniósł ze sobą koronawirus. Niektórym z nich szefowie pozwolili na pracę z domu, ale wiele osób skarżyło się na trudy takiej zmiany. Tymczasem… u mnie niewiele się zmieniło. Tak wygląda moja codzienność od pięciu lat.

Już od dawna chciałam opisać, jak pracuję z domu, jak planuję sobie ten czas i jakie zasady sobie ustaliłam, żeby to wszystko działało. Ciągle jednak myślałam, że to strasznie oczywisty temat i wszyscy to wiedzą! Jak się okazało, wcale tak nie jest (widuję teraz w Internecie artykuły typu “10 najlepszych seriali do oglądania gdy pracujesz z domu” – no sorry, to nie jest to) i w końcu uświadomiłam sobie, że moje doświadczenie może komuś pomóc. Zwłaszcza teraz, gdy tak dużo ludzi znalazło się po raz pierwszy w takiej sytuacji i może się czuć zagubiona.

Razem z mężem pracujemy zdalnie od 2015 roku (a Miłosz od 2014). W tym czasie zaliczyliśmy całą gamę sukcesów i porażek, bo na początku, jak wiele osób, pracowaliśmy w piżamie i spaliśmy do oporu, by potem nadganiać do północy. Metodą prób i błędów oraz czytając dosłownie wszystko, co na temat produktywności napisano, znaleźliśmy swój rytm i sposób na to, by praca z domu przynosiła świetne rezultaty, satysfakcję i, co bardzo ważne, nie rządziła całą resztą życia.

Mam wrażenie, że wizerunek osoby pracującej z domu jest taki: wstaje po jedenastej, nie myje się, siedzi w łóżku w piżamie cały dzień i wcina czipsy, coś pisze na komputerze jednym okiem oglądając serial, a potem idzie spać po północy.
Nie wróżyłabym nic dobrego takiej osobie! Praca z domu wymaga zasad oraz ogromnej samodyscypliny, natomiast gdy już się ich nauczy, to efektywność bardzo wzrasta i można wiele osiągnąć. Poniżej to, czego się nauczyłam przez pięć lat.

Rytm dnia

To jest podstawa i najważniejsza część tego artykułu. Pracując z domu trzeba sobie porządnie ustalić rytm dnia.
W dni powszednie wstaję zawsze o tej samej godzinie i zaczynam pracować o tej samej godzinie. Gdy to się rozjeżdża, rozjeżdża się wszystko inne i jest tylko więcej stresu – jak dziś, gdy wstałam po dziewiątej i od rana próbuję nadrobić!
Jem obiad codziennie o tej samej godzinie oraz, co też okropnie ważne, kończę pracę o tej samej godzinie. Gdy słyszę, że ludzie cisną maile do północy, to robi mi się słabo – a kiedy jest czas na rodzinę, hobby, znajomych? W przypadku gdy pracodawca jest w innej strefie czasowej, również warto sobie ustalić kiedy się zaczyna, a kiedy kończy pracę.

Mnie również zdarza się posiedzieć trochę dłużej, ale o szóstej trzydzieści definitywnie kończę wszystko i zamykam komputer.

To jest plus chodzenia do pracy w biurze – trzeba przyjść na czas, później jest przerwa na lunch i wychodzi się mniej-więcej o tej samej godzinie. Jest pewien ustalony rytm i czas, którego się nie przekracza, oczywiście oprócz nielicznych przypadków. Dlatego również w domu dobrze jest sobie zastosować pewne zasady i granice czasowe.

“Rozpraszacze”

Gdy pracuję, to pracuję. Nie piszę wiadomości do znajomych, nie przeglądam Facebooka ani Onetu, nie oglądam seriali czy YouTube, nie gram w gry. Ale też nie gotuję i nie sprzątam. Siedzę i pracuję.
Mam wyłączone wszystkie powiadomienia oprócz kalendarza, telefon bardzo często jest w innym pokoju, nic mi nie brzęczy, wyłączam wszystkie zakładki, nie mam nawet włączonej aplikacji maila (niżej piszę jak i kiedy odpowiadam na wiadomości). Korzystałam kiedyś z wtyczek do Chrome blokujących niektóre strony (Facebook, Instagram itd), ale już i tak odzwyczaiłam się z nich korzystać. Nie pozwalam sobie też na robienie czegoś w domu, typu sprzątanie. Na wszystko jest czas później, dlatego tak ważny jest pierwszy punkt.

Te wszystkie “rozpraszacze” tylko przerywają pracę i czynią ją dużo mniej efektywną, dlatego wszystkie wyłączam. Po minucie na Messengerze przez dobre kilka minut nie umiem się skupić, bo głową jestem w innym miejscu. Mam przy tym oczywiście przerwy, podczas których robię, co chcę – o tym poniżej.

Właśnie jednak skupienie jest ogromnie ważne przy pracy z domu. Trzeba sobie zrobić odpowiednie warunki, w których myśli się wyłącznie o pracowaniu. Gdy porządnie się skupiam przez cały dzień, to mogę sobie pozwolić na kończenie o danej godzinie i nie przedłużanie pracowania do późna, bo wyrabiam się w te osiem lub dziewięć godzin.

Praca w blokach

Mam aplikację na komputer, która nazywa się “Focus” i mierzy mi czas metodą Pomodoro: 25 minut pracy, 5 minut odpoczynku i po czterech takich interwałach robię sobie dłuższą przerwę.
Na początku ta metoda nie brzmiała dla mnie produktywnie: 25 minut? Nie lepiej 45, a potem 10 odpoczynku? Albo po prostu popracować ostro osiem godzin i skończyć?

Wierzcie mi, próbowałam wszystkiego innego i gwarantuję, że metoda Pomodoro 25 + 5 jest najlepszym, co do tej pory wymyślono. W ciągu 25 minut skupiam się stuprocentowo na jednej rzeczy, którą chcę zrobić. A potem robię sobie krótką przerwę. Przy dłuższym czasie pracy dość łatwo jest stracić to żelazne skupienie, natomiast przy pracowaniu wiele godzin bez przerwy można się szybko wykończyć i wypalić. To może działać przez kilka tygodni lub miesięcy, ale po jakimś czasie przychodzi “zjazd”. Jeśli chcecie pracować efektywnie i regularnie, a przy tym mieć taki sam poziom energii, to tylko 25 + 5.

Wcześniej pisałam o tym, że nie mam żadnych powiadomień – oj wiem, że dużo osób pomyśli sobie “dobrze ci, że tak możesz”. Mam świadomość, że niektórzy szefowie wymagają szybkich odpowiedzi, ale tutaj również przydaje się zasada pracy w blokach: co 2-3 bloki można włączyć mail (albo komunikator), odpowiedzieć na co trzeba, a potem na godzinę wyłączyć mail. W ten sposób też można bardzo szybko odpowiedzieć na wszystko.

Przerwy

Jak pisałam wyżej, przerwy są kluczem do efektywnej pracy. I podczas przerw można niby robić co się chce, ale polecam obserwować na własnym przykładzie, jakiego rodzaju aktywności Wam służą, a co przeciwnie – obniża Wasz poziom energii.

Dla mnie przeglądanie social mediów w czasie przerw jest męczące. Patrzę na komputer cały dzień, a w przerwach jeszcze na ekran? Koszmar. Zamiast tego robię sobie herbatę, coś sprzątam w domu, czy nawet patrzę przez okno. Zawsze wtedy wpadają mi pomysły do głowy (na przykład ten artykuł).
A, no i też nie pracuję podczas przerw! Generalnie mogłabym dużo pisać o przerwach, ale skończmy tu na razie.

Przestrzeń na pracę, i przestrzeń gdzie nie pracuję

Mamy w domu pokój służący nam za biuro – za co jestem ogromnie wdzięczna. Nawet jednak na początku pracy zdalnej, gdy po prostu mieliśmy jedno biurko, to praca odbywała się przy tym biurku lub w najbliższych jego okolicach.
Przy pracowaniu z domu ważne jest, by praca nie “rozrastała się” na cały dom, nie zajmowała całej możliwej przestrzeni. Dom to miejsce, gdzie się odpoczywa, śpi, zajmuje swoim hobby… Dobrze jest więc zachować sobie miejsca na takie aktywności, inaczej każdy kąt w domu kojarzy się z pracą.

Owszem, w bardzo rzadkich sytuacjach pozwalam sobie na pracę z łóżka (na przykład gdy jestem chora), ale gdy tylko mam trochę więcej siły to “idę do biura”. Ważne, żeby takie sytuacje były wyjątkami, a nie regułą. A w weekendy praktycznie “do biura” nie wchodzimy.

Ubieram się jak do pracy, i tak się zachowuję

Nie pozwalam sobie nigdy na pracowanie w piżamie i w szlafroku. Nie ubieram się nawet “po domowemu”, czyli w bluzy i getry. Mam na sobie ubrania, w których poszłabym do biura. Ok, raczej stawiam na wygodę niż na elegancję, ale zawsze dbam o czystość i dobry wygląd.

Zawsze zanim zacznę pracować myję się, układam włosy, używam perfum, czasem robię delikatny makijaż. Siadam do swojego biurka w takim stanie, w jakim nie wstydziłabym się wejść do jakiejkolwiek pracy. Zdarza mi się nosić marynarki i spódnice.

Dla mnie jest to część określania pewnych granic pomiędzy pracą i nie-pracą. Nie czuję się profesjonalnie i nie traktuję siebie i pracy poważnie, gdy siedzę w szlafroku. Nie wątpię, że w szlafroku “da się” coś zrobić, ale ubrania określają pewien sposób bycia i sprawiają, że mamy szacunek do tego, co robimy. Eleganckie ubrania są dla mnie sygnałem, że “teraz pracuję” i pomagają w skupieniu się.

Spacery, znajomi i czas gdy się nie pracuje

Gdy pracuje się z domu, trzeba się pilnować i z tego domu wychodzić. Podkreślam słowo pilnować, bo wiem jak łatwo jest przyrosnąć do krzesła i stać się odludkiem! Zmuszam się (tak, zmuszam!) do spacerów, uprawiania aktywności fizycznej, do spotkań ze znajomymi, do zwiedzania najbliższej okolicy, choćby nawet do pracy w ogrodzie. W domu się po prostu gnuśnieje, zwłaszcza gdy ma się męża którego się kocha i z którym się chętnie spędza czas oglądając youtuberów z Chin.

Wiem, że z aktualną epidemią wychodzenie nie jest to wskazane, więc można choćby wietrzyć w domu, uprawiać aktywność fizyczną z YouTube, i dzwonić częściej do znajomych (zamiast pisać do nich wiadomości).

Poza tym trzeba się pilnować, by robić coś innego, niż praca. Myślę, że najgorsze co się może stać przy pracy zdalnej to “zlanie się” życia i pracy w jedno: trochę pracy, trochę seriali, trochę pracy, trochę Facebooka… I tak dzień po dniu. Nie wpływa to pozytywnie ani na ilość i jakość pracy, ani na samopoczucie, ani na zdrowie, ani na relacje.


Na początku pisałam o samodyscyplinie i stworzeniu sobie jasnych zasad swojej pracy z domu. Powyższe zasady mogą się zdawać nawet nieco drastyczne nawet, bo jednak pracowanie zdalne kojarzy się z pewnego rodzaju wolnością i elastycznością – jednak po latach doświadczenia muszę stwierdzić, że właśnie te żelazne zasady trzymają wszystko w ryzach i pozwalają na osiąganie najlepszych rezultatów. A przy tym sprawiają, że mam życie poza pracą.

Ważne jest to, żeby się nie poddawać i sprawdzać, co dobrze działa dla Waszego rodzaju pracy i dla Was osobiście. My z Miłoszem w ciągu tych lat porządnie poukładaliśmy sobie życie, by dobrze zgrało nam się z pracą (oraz wcześniej: z podróżami) – Wam również się uda.

Trzymam kciuki i dajcie znać, czy artykuł się przydał!

Bohaterem specjalnym wpisu jest mój kot Jenkins, który bardziej przeszkadza niż pomaga w pracy ;)

KategorieBez kategorii
Aleksandra Bogusławska

Dwa lata spędziłam w podróży, żyjąc na walizkach i co kilka tygodni zmieniając adres zamieszkania. Dziś mieszkam na stałe w domku na szkockiej wsi. Dużo spaceruję, gotuję wegańsko, spędzam czas w ogrodzie, doceniam małe przyjemności i spokojne życie.
Jestem autorką wszystkich tekstów i zdjęć na stronie.

  1. Irmina says:

    U mnie sprawdza się przede wszystkim rutyna i właśnie ubranie się. Jak od rana rozpocznę pracę w „pełnym rynsztunku” i według planu- wszystko idzie śpiewająco. Czuję, że jestem w pracy, mimo że w domu.

  2. Piotr says:

    Sytuacja się grubo komplikuję w sytuacji gdy posiada się dzieci, takiego poradnika jeszcze nie spotkałem, który by tę „zmienną” brał pod uwagę =]

  3. Zebrałaś w tekście wiedzę, do której powoli dochodzę próbując tak zaplanować swoje dni, żeby po etatowej pracy zmieścić jeszcze kawałek „etatu” związanego z pracą na blogu. U mnie połączenie wtyczki do Chrome z licznikiem Pomodoro i kilku narzędzi: Google Calendar, Evernote i Todoist robi niesamowitą robotę. Po kilku tygodniach z tymi aplikacjami widzę, że zaczynam panować na swoim czasem, zdarzają się coraz dłuższe sesje deep work – same plusy. Powodzenia w dalszej pracy! :)

  4. Telo says:

    ja też pracuję z domu i też uważam, że stałe pory pewnych obowiązków są kluczem do sukcesu :) mnie jeszcze rozpraszają fejsbuki i tego typu sprawy bo nie umiem z nich całkiem zrezygnować ale sama też widzę, jak długo się potem skupiam znowu i zabieram za dane sprawy także zdaję sobie sprawę, że to też nie powinno u mnie się pojawiać. może z czasem z tym powalczę.

    Przy okazji zapraszam też na http://www.corniatravel.pl/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *