O

Od 2,5 roku robię codziennie jogę. Jak to wyszło + jak zacząć

Gdyby 3 lata temu ktoś powiedział mi, że napiszę post o takim tytule, popukałabym się w głowę. Dziś sama przecieram oczy z niedowierzania: w połowie marca 2017 zaczęłam codziennie robić jogę. I dalej to robię!

Nie uważałam się nigdy za wysportowaną osobę. W sumie można raczej powiedzieć, że byłam troszkę „łamagą”: łatwo traciłam równowagę, miałam słabą kondycję, byłam nierozciągnięta. Zdarzało mi się uprawiać aktywność fizyczną, ale nieregularnie. Miałam momenty, kiedy codziennie chodziłam na siłownię lub biegałam, ale po kilku tygodniach miałam coraz mniejszą motywację do ćwiczeń, aż w końcu z nich rezygnowałam. Przy codziennym bieganiu byłam zbyt zmęczona, ale gdy ćwiczyłam co dwa dni – szybko przechodziło to w “co trzy dni”, potem w “co tydzień”, a potem zupełnie o tym zapominałam.

W życiu nie byłam też rozciągnięta, schylając się co najwyżej sięgałam sobie do kolan, miałam lata świetlne do szpagatu, nie byłam też w stanie usiedzieć z prostymi nogami i prostymi plecami.
Nie znałam żadnej pozycji jogi – kilka lat wcześniej próbowałam wprawdzie zacząć robić jogę, ale szybko przeszła mi ochota. Joga wydawała mi się dość nudna.

Moją największą motywacją do rozpoczęcia ćwiczeń był jednak ból kręgosłupa. Kilka miesięcy wcześniej wróciłam z długiej podróży, podczas której większość łóżek była niewygodna, a pracować musiałam schylona przy niskim stoliku (przez 8 godzin dziennie). Doszło do momentu, gdy przez ponad tydzień nie mogłam spać w nocy przez ból. Pracowałam jednak kiedyś w gabinecie leczenia kręgosłupa i wiedziałam, że uratują mnie ćwiczenia (dziękuję za lekcje, mamo!)

Pierwsze efekty były już po dwóch dniach: byłam mniej zestresowana, a mięśnie zaczęły się relaksować. Oczywiście od razu przestało mi się chcieć robić tę jogę, zrobiłam sobie jednodniową przerwę – i znowu nie mogłam spać. Nie miałam więc wyjścia, przez pierwszy miesiąc moje ciało samo zmuszało mnie do jogi. Kiedy jednak przyzwyczaiłam się do regularnych ćwiczeń, okazało się że nie mogę bez nich żyć! Rezultaty po pierwszym miesiącu były też dla mnie tak imponujące (lepszy sen, bardziej rozciągnięte mięśnie, rozluźnione plecy, większy spokój ducha…), że nie chciałam już przestawać – i tak mi już zostało.


Jak zacząć

Darmowa seria filmików 30 days of yoga with Adriene – ja zaczęłam od tego. Rok wcześniej czytałam o Adriene na blogu Park&Cube. Już wtedy próbowałam zacząć regularnie ćwiczyć jogę i już wtedy czułam rezultaty, ale z lenistwa szybko przeszła mi ochota. Kiedy jednak zaczęłam mieć poważne problemy z kręgosłupem wiedziałam, że najlepiej zadziała joga.
Adriene jest zwyczajną kobietą, bez nadęcia, prowadzi zajęcia na luzie i w domowej atmosferze, bez użycia jakichkolwiek “rekwizytów”. Dzięki temu nie porównuję się do nikogo, sama też jestem bardzo rozluźniona i pozytywnie nastawiona do ćwiczeń. Pomogło mi to szczególnie na początku, kiedy nie miałam pojęcia o jakich pozycjach ona mówi i miałam wrażenie, że wszystko robię źle. Chodząc na zajęcia grupowe czułabym się tym bardzo zestresowana i porównywałabym się do innych, ale dzięki domowej jodze miałam czas i przestrzeń na naukę, oraz po prostu bycie sobą.

Choć teraz czasem robię pojedyncze filmiki Adriene i innych osób, to dalej najbardziej cenię 30-dniowe serie Adriene bo są doskonale wyważone i bardziej intensywne dni przeplatają się z tymi spokojniejszymi. Wszystkie 30-dniowe serie Adriene:

Najwięcej czasu spędziłam właśnie z Adriene i jej seriami; Yoga Camp robiłam już chyba z siedem razy i znam na pamięć. Polecam wszystkie, choć chyba najlepiej zacząć od 30 days of yoga.

Inni jogis których oglądam na YouTube:

Joga po polsku:

(tworząc powyższe listy uświadomiłam sobie, że odstraszają mnie filmiki o idealnych pośladkach i brzuchu, i ja ich bym ich w życiu nie odpaliła. Natomiast może dla innych takie cele stanowią motywację, dlatego kanały z takimi filmikami również tu zamieszczam)


Sprzęt

Przysięgam, że joga jest najmniej wymagającym sprzętowo zajęciem fizycznym. Zaczęłam ją robić w piżamie, a moją matą był dywan, ręcznik lub koc. Dalej najwygodniej mi się robi jogę na wykładzinie, mimo tego że posiadam piękną matę.
Po dwóch tygodniach jogi kupiłam sobie najzwyklejsze getry i najzwyklejszą bawełnianą koszulkę. Mimo tego, że teraz mam przepiękne kolorowe getry, dalej najwygodniej mi się ćwiczy w tych pierwszych…

Kupiłam sobie też wtedy matę. Wybrałam sobie grubą matę do pilatesu bo byłam bardzo obolała i potrzebowałam czegoś miękkiego. Aktualnie rzadko jej używam bo w większości pomieszczeń mam wykładzinę, ale sprawdzała się przez wiele miesięcy.

Teraz mam piękną, kolorową i ciężką matę od Miamiko. Nie jestem w 100% zadowolona, jest dla mnie za śliska i muszę psikać ją wodą, żeby kleiły się do niej ręce i nogi. Natomiast jest bardzo ładna i gdy ją rozwijam, czuję się jak w domu. Wiem, że teraz będzie czas dla mnie!
Mam też lżejszą, podróżniczą matę którą często wkładam do walizki. Teraz jednak wybrałabym sobie jedną, zwykłą lepką matę do ćwiczeń (mój brat ma taką lepką matę z Decathlonu i świetnie mi się na niej ćwiczyło).

View this post on Instagram

Podróże są super, są ekscytujące i są piękne. Bywają też mega męczące. Jednym z moich gorszych momentów był pobyt w Singapurze, kiedy miałam za sobą dwa lata życia na walizce. W niej był cały dobytek, a reszta rzeczy znajdowała się wtedy w kartonowych pudłach, gdzieś w magazynie w Krakowie. I chociaż dookoła było pięknie, ja byłam wykończona. Nie miałam siły na zwiedzanie, na oglądanie, zachwycanie się, na próbowanie nowych rzeczy. Nie miałam siły podnieść aparatu. I byłam na siebie zła! Nie wiedziałam co się dzieje, panikowałam.⠀ ⠀ Dopiero kilka miesięcy poźniej odkryłam, że chodziło o balans. Teraz staram się robić jogę codziennie od 1,5 roku. W życiu bym nie pomyślała, że uda mi się tak długo wytrwać przy ćwiczeniach! A tu proszę. ⠀ ⠀ Są krótkie momenty, kiedy mam przerwę od jogi, na przykład w Benidorm. Po każdym intensywnym dniu przychodziłam do pokoju i padałam na łóżko, bo było po północy. Skutki czuć błyskawicznie. ⠀ Recepta: podwójna dawka balansu.⠀ ⠀ Nie dajcie się zajechać. Nic nie jest tego warte. Mówi to osoba, która się zajechała spełniając swoje marzenia na drugim końcu świata.⠀ ⠀ ⠀ Mata jest od @miamiko.official #miamiko #yoga #yogamat #yogagirl #love #yogachallenge #yogaeverydamnday #joga #morning #inspiracje #inspiration #motywacja #motivation #fitness #passion #workout #trening #training #lifestyle #yogawithadriene #ocean #balance

A post shared by Aleksandra 🌴 (@duzepodroze) on

Posiadam również bloki do jogi, rollery, piłki i taśmę do rozciągania. Korzystam z nich bardzo rzadko i zdają mi się trochę stratą kasy.


Czas

Na początku było mi bardzo trudno znaleźć czas. Gdy sobie teraz o tym myślę, to do tej pory bywa mi trudno mi znaleźć te pół godziny (bo tyle zazwyczaj robię jogę). A potem patrzę na telefon i okazuje się, że spędziłam dwie godziny na Whatsappie… W każdym razie, staram się nie mieć wyrzutów sumienia gdy wskakuję na matę dopiero późnym wieczorem, albo gdy udaje mi się znaleźć tylko 10 minut. Najważniejsza jest regularność i nie poddawanie się po małej porażce.

Przyznaję się też, że w ciągu tych 2,5 lat zdarzały mi się dni i tygodnie bez jogi. Najdłuższą przerwę miałam w zeszłym roku w Japonii, były to prawie dwa tygodnie, ale ponieważ byłam na wakacjach i większość czasu spędziłam odpoczywając, to wybaczam sobie taką przerwę. Gdy jestem poza domem cały dzień i po powrocie chcę się tylko zwalić do łóżka, to po prostu akceptuję ten fakt i albo joguję tylko chwilkę, albo ćwiczę następnego dnia, gdy mam więcej siły.


Co mi dała joga

Nie staję na głowie, nie robię nawet mostków i szpagatów – nie mam nic przeciwko tym pozycjom, ale nie mam też wyjątkowego „parcia” na osiągnięcie ich. Zakładam, że jeszcze kilka lat i przyjdą do mnie same. Moja joga ma też bardzo mało wspólnego ze zdjęciami jogi w Internecie. Jest dużo mniej sexy, mniej wysportowana, mniej umięśniona. Bardzo często robię ją na jednym metrze kwadratowym w pokoju hotelowym, albo w piżamie. Często robię ją w koszmarnym humorze, przewracam się, płaczę, robię ciągle przerwy i jestem bardzo daleko od stanu „błogości” i spokoju. Nie robię jednak jogi po to, by mieć gorące ciało na lato, jędrną pupę i żeby schudnąć.

Moja joga jest moja. To jest mój święty czas. W tym tkwi to, co najpiękniejsze w domowej, codziennej jodze: jest w 100% dla mnie.

Zajęcia, które na początku wydawały mi się nudne i nieprzydatne, stały się dla mnie oazą spokoju, wyrwaniem się z bieganiny codzienności. Dały mi chwilę refleksji oraz (w końcu) przestrzeń na bycie sobą. Dlatego też wybieram filmiki, które odpowiadają mi w danej chwili i nie zmuszam się do ciężkiego wysiłku, kiedy nie mam na niego ochoty. Są tygodnie gdy codziennie robię “power yoga”, a są tygodnie kiedy robię tylko yin, czyli skupiam się na oddechu i bardzo powolnym rozciąganiu. Czasem ćwiczę przed ponad godzinę, czasem 30 minut, a czasem 10. Nie muszę się przed nikim tłumaczyć i nie mam wyrzutów sumienia.

Można teraz pomyśleć, że z takim luźnym podejściem to w sumie nic nie osiągnęłam i tylko się bawię z jogą bo nie traktuję jej poważnie, nie?

Przede wszystkim, to co chciałam osiągnąć na początku czyli zdrowy kręgosłup i porządny sen w nocy – przyszło naprawdę szybko. Po miesiącu większość problemów ze snem minęło, a gdy teraz bywam niespokojna w nocy, to wystarczy następnego dnia trochę dłużej “jogować”.

Zaletą jogi jest również stałe pamiętanie o oddechu. Gdy jestem zestresowana, od razu wracam do myślenia o oddechu i jestem w stanie rozluźnić się dużo szybciej. Myślę, że dzięki Adriene udało mi się też uzyskać dużą akceptację stanu swojego ciała i swojego umysłu danego dnia, już nie denerwuję się na siebie że nie mam na coś siły, nie jestem w humorze na jogę albo nie udaje mi się utrzymać równowagi na jednej nodze.
Zaskakująco, zaczęłam też dużo myśleć o swojej diecie, trybie życia i o innych aspektach swojego zdrowia, co oczywiście bardzo pozytywnie wpłynęło na moje samopoczucie poza matą.

Ok, z takich bardziej klasycznych rezultatów ćwiczeń: nigdy w życiu nie byłam tak rozciągnięta jak teraz. Bez problemu dotykam podłogi palcami, sięgam stóp w siadzie prostym, długo utrzymuję pozycję “gołębia” – kiedyś to wszystko było dla mnie absolutnie nieosiągalne. Spokojnie trzymam pozycję deski przez dwie minuty, podnoszę nogi do góry bez problemu, mam dużą wytrzymałość w utrzymywaniu wszystkich pozycji oraz balansu, i co ciekawe: mam bardzo wyraźne mięśnie! Brzuch, nogi, ręce, plecy – niespodziewanie i niezauważenie dla mnie samej wyrzeźbiłam wszystkie partie ciała. A kiedy kilka miesięcy temu zaczęłam chodzić na kickboxing, 1,5 godziny intensywnych ćwiczeń nie było dla mnie ogromnym wyzwaniem.
Być może dla ćwiczących bardzo długo i regularnie na siłowni są to bardzo marne wyniki, ale zaczęłam od zupełnego zera i nawet nie zamierzałam żadnych wyników osiągnąć, więc jestem bardzo dumna!

I jeszcze raz: największą zaletą mojej jogi jest to, że jest dla mnie. To jest czas, który spędzam sama ze sobą i o którym ja decyduję. Nie mam nic nikomu do udowodnienia.

Właśnie dlatego udało mi się utrzymać regularność.

Aleksandra Bogusławska

Dwa lata spędziłam w podróży, żyjąc na walizkach i co kilka tygodni zmieniając adres zamieszkania. Dziś mieszkam na stałe w domku na szkockiej wsi. Dużo spaceruję, gotuję wegańsko, spędzam czas w ogrodzie, doceniam małe przyjemności i spokojne życie.
Jestem autorką wszystkich tekstów i zdjęć na stronie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *