S

Stres, ataki paniki, złość i smutek. Jak sobie radzić trudnych sytuacjach.

Długo zastanawiałam się, czy powinnam pisać tego rodzaju post. Po pierwsze dlatego, że boję się pisać o takim temacie i dawać wskazówki, o ile nie jestem psychologiem. Po drugie dlatego, że w pewnym sensie taki post wymaga ode mnie, bym napisała o tym, przez co sama przechodziłam.

Pomyślałam jednak, że teraz jesteśmy w czasie wyjątkowym i wiele osób może czuć się nieswojo, mieć w sobie lęk, czy po prostu nie do końca sobie radzić z tym, co dzieje się dookoła. Siedzimy w domu, izolujemy się od wszystkich, ale też docierają do nas doniesienia o tym, co dzieje się z koronawirusem.
Dlatego, jednak zdecydowałam się podzielić własnym doświadczeniem i praktykami, które mi bardzo pomogły, ponieważ sama jakiś czas temu miałam depresję i poważne ataki paniki. Wskazówki, o których dziś piszę tak naprawdę wyprowadziły mnie z tych “najgorszych” miejsc, pomagają mi do tej pory i działają teraz, w tych trudnych czasach. Są więc sprawdzone na własnej skórze.
Być może pomogą też komuś innemu, kto boryka się z niespotykanymi mu wcześniej uczuciami. Taką mam nadzieję :)

Akceptacja swoich emocji

Sytuacja z koronawirusem jest bardzo niepokojąca i to absolutnie normalne, jeśli odczuwasz dyskomfort, większą ilość stresu, a nawet panikę czy inne, równie silne uczucia. Generalnie wszystkie uczucia w tych (i każdych innych) okolicznościach są normalne – to jedna z pierwszych lekcji, jakich musiałam się nauczyć podczas terapii. Akceptacja własnych emocji, ich zmian i zrozumienie, że to wszystko jest w porządku.

Sama akceptacja swoich emocji nie jest łatwa, dlatego trzeba też nawet zaakceptować, że się nie umie tego od razu zrobić! Złość, smutek, lęk czy rozdrażnienie są odbierane przez większość osób jako “negatywne”, “złe” i “nienormalne” emocje, dlatego ludzie pokazujący takie emocje również są odbierani jako “nienormalni”. Tymczasem wszystkie emocje są normalne – i czasem są bardzo silne, a nawet przytłaczające. Gdy mówiłam ludziom (nawet bliskim) o swoim lęku, spotykałam się z bardzo różnym tego odbiorem. Tymczasem (według statystyk) około 20% wszystkich osób przeżywa objawy i zaburzenia lękowe – to naprawdę sporo. Nawet jeśli nie wszyscy mówią o tym jak się czują, pamiętaj że nie jesteś jedyną osobą która boryka się z tego typu objawami, a już na pewno nie można Cię określić jako kogoś “dziwnego” i “szalonego”.

Unikaj tego, co Ci nie służy

Trudno mi inaczej ująć ten podpunkt, ale już piszę o co chodzi.
Czasem czytając wskazówki jak sobie radzić z sytuacją w której jesteśmy napotykałam się na porady, by się czymś rozpraszać. Osobiście się z tym nie do końca zgadzam, bo rozpraszacze są bardzo różne i daleko nie wszystkie mi pomagają.

Na przykład social media przez wiele osób są uznawane za świetny “rozpraszacz”, a dla mnie były jednym z głównych sposobów na lęk. Do tego stopnia, że musiałam z nich zupełnie zrezygnować (między innymi dlatego przestałam korzystać z Instagrama). Powodowały we mnie dużo niepokojących emocji z którymi trudno było mi sobie radzić i uznałam, że zdrowiej będzie nie korzystać z social mediów wcale. Podobnie mam z filmikami na Youtube czy serialami – wśród fajnych i pozytywnych treści łatwo jest znaleźć coś pozornie ciekawego, ale powodującego silne emocje, które potem odbijają się na reszcie życia i mogą się pojawić w niespodziewanych momentach.
Znam też osoby, które bardzo dużo siedzą na czatach ze znajomymi – fajnie jeśli te wiadomości są pozytywne, ale jeśli jesteśmy zasypywani łańcuszkami czy toksycznością (na przykład politycznymi memami, albo ciągłą i nadmierną złością na jakąś grupę społeczną), to warto się zastanowić czy tego potrzebujemy w naszym życiu.

Z takich “uniwersalnych” wskazówek, które sugerowałabym każdemu: mniej wiadomości. Portale i gazety mają chyba jakiś konkurs o najbardziej emocjonalne, drastyczne, straszne nagłówki i treści. Rozumiem, że dobrze jest być poinformowanym, natomiast łatwo w dzisiejszych czasach być “przeinformowanym” – i bardzo przestraszonym tym, co się dzieje. Nie trzeba być strusiem i chować głowy do piasku: można sobie przecież wyznaczyć limity czasu na czytanie wiadomości i nie wykraczać poza nie. Pamiętaj też, że są inni ludzie dookoła Ciebie i na pewno powiedzą Ci, jeśli stanie się coś bardzo ważnego.

W tym punkcie chcę też dodać, że generalnie nauka słuchania siebie i swoich aktualnych potrzeb bardzo mi pomogła. Emocje, samopoczucie, potrzeby zmieniają się szybko, wielokrotnie w ciągu dnia i, choć trudno za nimi nadążyć, warto zadawać sobie pytanie czego w tej konkretnej chwili potrzebujemy i co nam służy (na przykład mnie w pewnym momencie bardzo przestało służyć picie dwóch kubków kawy dziennie, czy picie alkoholu). Jednego dnia rozmawianie z bliskimi może nas wspierać, a następnego odbierze nam siły – i to jest też w porządku, że jako ludzie jesteśmy skomplikowani i nie chcemy cały czas tego samego.

“Ujście” emocji

Niestety, po powiedzeniu komuś bliskiemu o lęku, stresie czy depresji, częstą reakcją mogą być słowa “zajmij się czymś” albo “idź pobiegać” (a nawet: “zrób sobie dziecko” – to straszne). Dalej w “powszechnym” rozumieniu depresja, a nawet lęk czy zwiększony niepokój dotykają osób, które mają za dużo czasu, brak hobby i ogólnie za dużo myśli. Żeby było więc jasne: nie uważam tak, tylko sugeruję świadome wybieranie zajęć, które nam służą i tylko jeśli jesteśmy w sytuacji, gdy te zajęcia nam służą (tutaj można poczytać świetny artykuł o depresji by zrozumieć, jak czuje się osoba z depresją i dlaczego „zajmij się czymś” nie jest najlepszą poradą).

Dla mnie świetnym i świadomym “ujściem” złości był kickboxing (kiedy można było jeszcze wychodzić na zewnątrz). Kilka lat temu moją główną emocją był smutek, ale rok temu zaczęłam być na wszystko wściekła, pomyślałam sobie “muszę to z siebie wyrzucać” – i zaczęłam chodzić na zajęcia u Asasynów z Edynburga (tak się serio nazywają). Gdy podczas kwarantanny jestem zła, idę pobiegać. Mój mąż za to rąbie drewno.

Znam osoby, które lubią włączyć swój ulubiony film i się przy nim wypłakać – super pomysł. Sama gdy jestem smutna, to nie trzymam tego w sobie tylko płaczę ile chcę. Gdy odczuwam lęk – medytuję. Trudno mi sugerować uniwersalne metody bo to wszystko zaczyna się od zrozumienia własnych uczuć i potrzeb – a to akurat można zacząć od zwykłej obserwacji i nawet notowania tego, co się czuje oraz czynności, które nam pomagają.
Nie trzeba też uczuć odpychać od siebie, a bardziej: zobaczyć je, odczuć, pozwolić im być i jednocześnie “nie być” nimi, nie krzywdzić o nie siebie ani osób dookoła.

Uff, bardzo ciężki do napisania paragraf, mam nadzieję że ma sens!

Joga i medytacja

Jest mi aż trudno opisać słowami, jak bardzo w życiu pomogła mi medytacja i joga. Jogę praktykuję codziennie korzystając z filmików na Youtube – o tym, jak zaczęłam to robić już pisałam. Tutaj chciałabym dodać, że gdy robię sobie przerwy z jogą, to czuję dużą różnicę w balansie swoich emocji i muszę jak najszybciej wskoczyć na matę. Moja praktyka jogi nie jest też zbyt intensywna, wielokrotnie wybieram spokojne i powolne filmiki , przy których się relaksuję i mogę się zwyczajnie uspokoić.

Medytacja natomiast jest niezastąpiona w pracy z oddechem (strasznie ważne!), uważności i “byciu w tu i teraz”. Ma również inne pozytywne skutki, na przykład lepsza koncentracja i poprawa jakości snu.

Joga jest dla mnie rodzajem medytacji, ale sporadycznie medytuję też poza matą, na przykład gdy jestem niespokojna, mam dużo myśli lub gdy czymś się bardzo stresuję. Ogromnie mi to pomaga i wspaniale wprowadza balans do mojego życia. Kiedyś chodziłam nawet na medytacje i trwały 1,5 godziny – jest to długo, ale przez wiele dni czułam się świetnie.

Jest sporo opinii i wyobrażeń na temat medytacji, ponieważ jest sporo szkół i sposobów (na przykład niektórzy wizualizują sobie coś, albo skupiają się na rozluźnianiu całego ciała) i sama na początku też nie wiedziałam, o co chodzi.

W najbardziej prostej formie (którą polecam) medytacja wygląda tak: trzeba wyłączyć wszystko co rozprasza, usiąść i skupić się na oddechu. Jeśli myśli idą gdzie indziej: w porządku, wracamy do oddechu. Nie trzeba zmieniać oddechu, tylko się na nim skupić. To tyle. Robimy to jak najdłużej.

Pomocne są też medytacje “prowadzone”, z polskich polecam:

Jeśli znasz dobrze angielski, to prócz filmików na Youtube istnieją aplikacje na telefon uczące podstaw medytacji, takie jak Headspace. W Wielkiej Brytanii zresztą ta aplikacja jest polecana przez wielu lekarzy w przychodniach.

W Internecie jest sporo filmów instruktażowych o tym jak zacząć jogę lub medytację i warto pamiętać, że są skierowane do różnych osób, z różnymi potrzebami, do osób znajdujących się w różnych miejscach w życiu. Jeśli więc nie spodoba Ci się któryś nauczyciel, nie ma co się poddawać, twierdzić że to głupie czy mówić, że dla Ciebie to nie działa. Jestem przekonana, że dla każdej osoby na świecie istnieje odpowiednia praktyka jogi i medytacji, i każdy znajdzie w nich coś wartościowego dla siebie. Trzeba tylko znaleźć odpowiedniego nauczyciela i odpowiedni sposób praktyki.

Rozmowy z ludźmi, którzy nas akceptują

Pierwszą reakcją na trudną dla nas sytuację jest schowanie się jak najdalej od wszystkiego. Miałam takie dni (i tygodnie), kiedy zwyczajnie szłam do łóżka, nakrywałam się kołdrą i nie chciałam mieć nic wspólnego ze światem i innymi ludźmi. I to również jest jak najbardziej w porządku, natomiast w pewnym momencie warto wyciągnąć rękę i zwyczajnie z kimś porozmawiać o tym, jak się czujemy. Podzielić się tym, przez co przechodzimy.

Ważne jest tylko to, żeby rozmawiać z ludźmi, którzy autentycznie Cię wspierają i w pełni akceptują. Którzy nie będą Cię oceniać i dawać Ci wskazówki typu “weź się czymś zajmij”. Z takimi, po rozmowie z którymi masz więcej sił, nie mniej – ponieważ oczywiście zdarzają się w naszym życiu relacje, które nam więcej odbierają, niż dają.

Wiem niestety, że nie każdy ma w życiu osoby, które go rzeczywiście w pełni wspierają, ale na szczęście mamy Internet i jeśli chcemy, możemy znaleźć takie osoby. Jednym z dobrych miejsc jest Grupa Wsparcia, gdzie anonimowo i bezpiecznie można porozmawiać o swoim samopoczuciu, są też podobne grupy na forach internetowych czy na Facebooku.

Terapia

W tej chwili całkiem lubię obserwować reakcje ludzi, gdy wspominam im, że jestem w terapii. Mam wrażenie, że wszyscy nagle zaczynają bardziej na mnie uważać, tak jakbym nagle stała się jajkiem wokół którego trzeba delikatnie stąpać, by go nie rozbić. Nie ma nic bardziej mylnego – dzięki terapii stałam się silniejsza, niż kiedykolwiek wcześniej.

W terapii nauczyłam się akceptować siebie i swoje uczucia. Wybaczać sobie i innym. Słuchać własnych potrzeb i kierować się nimi. Radzić sobie z trudnymi sytuacjami i strachem, ale też ulepszać swoje codzienne życie i kierować nim.
Terapia nie jest tylko dla osób, które przeżyły ciężką traumę czy mają poważne choroby psychiczne. Jest dla osób, które chcą się czegoś dowiedzieć o sobie, rozwijać się, budować pozytywne schematy w swoim życiu, pracować nad relacjami, mieć lepszą samoocenę czy zobaczyć, co ich powstrzymuje w osiąganiu swoich celi. Moim zdaniem jest jak najbardziej dla ludzi, którzy chcą w życiu czegoś więcej, niż aktualnie mają.

Dlatego nieważne, czy teraz mocno odczuwasz skutki odosobnienia w domu, czy masz w sobie lęk i złość, albo czy po prostu jest strefa życia, nad którą chcesz popracować – warto pomyśleć nad terapią. Nie ma się czego wstydzić.

Dobrą opcją terapii na czas kwarantanny są rozmowy przez Skype – z tego co się orientuję, to mnóstwo psychologów pracuje teraz w ten sposób (dlatego też nie będę wymieniać nikogo konkretnego). Jest to inne doświadczenie niż praca twarzą w twarz, ale równie pomocne i ważne.
Dla porządku wspomnę, że to nie jest to samo, co rozmowa ze znajomymi przy piwie. Psycholog lub psychoterapeuta to bardzo wysoko wykwalifikowana osoba z ogromnym doświadczeniem i wiedzą.

Kieruję też do kilku tekstów, w których możecie się więcej dowiedzieć o terapii:

Chcę też wspomnieć, że oprócz terapii robię również kursy samorozwoju z Landmark – to na nie jeździłam do Londynu. Zrobiły ogromną, trwałą zmianę w moim życiu i bardzo bardzo mi pomogły. Być może kiedyś odważę się napisać więcej o tym, jak bardzo mi to pomogło – ale ten post jest bardzo długi, więc pora kończyć :)


Mam wielką nadzieję, że zarówno moje doświadczenia, jak i wskazówki komuś pomogły. Jak pisałam na początku, jest to dla mnie trudny tekst i bardzo wstydziłam się go napisać, ale są to wyjątkowe czasy i chęć pomocy komuś jest dla mnie w tej chwili ważniejsza, niż mój wstyd.

Wszystkiego dobrego i ściskam mocno ❤️


KategorieBez kategorii
Aleksandra Bogusławska

Dwa lata spędziłam w podróży, żyjąc na walizkach i co kilka tygodni zmieniając adres zamieszkania. Dziś mieszkam na stałe w domku na szkockiej wsi. Dużo spaceruję, gotuję wegańsko, spędzam czas w ogrodzie, doceniam małe przyjemności i spokojne życie.
Jestem autorką wszystkich tekstów i zdjęć na stronie.

  1. Adi says:

    Dzięki za ten wpis, jestem w tej chwili właśnie w takiej fazie lęku i stresu – moja mama ma nawrot nowotworu.. napady paniki stają się codziennością… dziękuje za podzielenie się swoją historią, skorzystam z porad na pewno, pozdr cieplutko

  2. Adi says:

    Dzięki za ten wpis, jestem w tej chwili właśnie w takiej fazie lęku i stresu – moja mama ma nawrot nowotworu.. napady paniki stały się codziennością.. skorzystam z porad na pewno, pozdr cieplutko

    1. Natalia says:

      Cześć Aleksandra! Chciałabym Ci powiedzieć, że uważam, że prowadzisz tego bloga w świetny sposób. Nie bój się proszę, że zmiany, które wprowadzasz nam nie będą pasować bo jak można zauważyć, te zmiany tematów, poglądów, konwencji biorą z tego, że przede wszystkim TY się zmieniasz. :) Moim zdaniem jest to zupełnie naturalna rzecz, zwłaszcza dla osoby, która ma okazję poznać inne kultury, smaki i sposób postrzegania świata. Ba! Bałabym się bardzo o Ciebie gdybyś po tych wszystkich przygodach i doświadczeniach pozostała taka jak na początku – ja osobiście w tym doszukiwałabym się jakiejś fałszywej nuty.. Jesteś wspaniała, ciepła, mądrą i wrażliwą osobą i choć nie znam Cię osobiście to przenika się to wszędzie – w Twoich wpisach, zdjęciach. Trzymaj tak dalej proszę! Nie zastanawiaj się za bardzo co pomyślą inni, to Twoje życie, Twoja recepta na szczęście i prawdę. Z tym nikt nie może polemizować! My kobiety musimy mierzyć się z tym, że za podziwianą w nas wrażliwością i delikatnością idzie często również zbytnia niepewność bądź chęć analizowania i dogodzenia całemu światu. Zła wiadomość jest taka, że niestety to się nie uda. Dobra, że możemy skupić się na pozytywach i tworzyć dzięki temu piękne relacje, sztukę, życie… Pozdrawiam ciepło, z Twojego rodzinnego Krakowa, do którego przeniosłam się z mojej rodzinnej Warszawy za miłością. Chyba nie muszę mówić, że nie wszyscy byli tym faktem zachwyceni. :) Kibicuję Ci i czekam na kolejną dawkę pozytywnej energii i ciekawych wpisów! Natalia

      1. Aleksandra Bogusławska says:

        Natalia, czytam ten komentarz już wielokrotnie i jestem za każdym razem ogromnie za niego wdzięczna!
        Tak, zmieniam się cały czas i też uważam, że udawanie że jestem taką samą osobą jest nieszczere. Zgadzam się też w zupełności o tym, co napisałaś o niepewności i chęci dogodzeniu całemu światu – przez lata właśnie to próbowałam zrobić. Także teraz czas zacząć żyć po swojemu :)
        Chyba sobie wydrukuję Twój komentarz, żeby sobie czytać w złe momenty. Ściskam mocno, wszystkiego dobrego ze Szkocji!

  3. Dobrze, że poruszyłaś temat wpływu social mediów na zwykłe, analogowe życie. Polecam mocno nową książkę Cala Newporta (autora „Pracy głębokiej” – świetnej książki o produktywności, swoją drogą). Książka nazywa się „Cyfrowy minimalizm”.

    1. Aleksandra Bogusławska says:

      Czytałam tę książkę i nie podobała mi się ;) Trochę dlatego, że „siedzę” w temacie już od lat i jakoś nic nowego tam nie było, ale też podawane przez niego przykłady tego co można robić poza siedzeniem na telefonie były bardzo niesatysfakcjonujące. Natomiast sama idea cyfrowego minimalizmu jest w porządku i jak najbardziej w nią wierzę.

  4. Lidia says:

    Przeczytalam. Dziekuje Ci, ze sie tym podzielilas. Bardzo wspierajace tresci, ktore zamiescilas. Mysle, ze moga pomoc wielu osbom, a przynajmniej zmniejszyc tabu, aby o tym rozmawiac.

    1. Aleksandra Bogusławska says:

      Tak, niestety długo to już trwa i trudno powiedzieć, kiedy się skończy. Ale musimy się trzymać w nadziei i przetrzymać. Ślę internetowe pozdrowienia :)

  5. Agata says:

    To wspaniały, ciepły tekst! I cieszę się, że to napisałaś, na pewno pomoże wielu osobom! A aplikację headspace bardzo polecam!

    A co do wstydu – mną tknęło coś, żeby na swoim blogu napisać o depresji kilka lat temu. I choć czułam się z tym dziwnie, to jednocześnie miałam taką potrzebę, żeby o tym na głos powiedzieć. Moja strona jest niewielka, ale tamtego dnia wpis przeczytało wiele osób, a sporo z nich odezwało się do mnie w prywatnych wiadomościach, że po przeczytaniu tekstu dojrzeli w sobie potrzebę pójścia na terapię. I poczuli odwagę. I chyba nie napisałam nigdy wcześniej ani nigdy potem bardziej potrzebnego i pomocnego tekstu.

    Więc cieszę się ogromnie, że odważyłaś się o tym napisać, choć wiem że to niełatwe. Ściskam mocno <3

    1. Aleksandra Bogusławska says:

      Bardzo dziękuję za ciepłe słowa, Agata! :) Muszę przyznać, że fajnie się pisze o podróżach itd, ale również uważam że takie teksty mogą komuś poważnie pomóc, zwłaszcza odczarowujące terapię, depresję, lęki, ale też inne uczucia :)
      Ściskam mocno!

  6. Piękny wpis. Dziękuję ci za niego. Właśnie dzisiaj wstałam cała w nerwach myśląc o tym, co się dzieje w polityce teraz i o tych wszystkich negatywnych emocjach, którymi karmią nas media. Czas znowu się odciąć od tych komunikatów i twój wpis mnie w tym utwierdził.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *