Mauzoleum Niegosza i Boka Kotorska

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

O byłej stolicy Czarnogóry, Cetinje, mauzoleum Piotra II Niegoszy, fantastycznej zatoce Kotorskiej oraz dwóch wyspach przy uroczym miasteczku Perast.

Zobacz inne wpisy z Czarnogóry:

Siódmego dnia naszej wyprawy wyruszamy z campingu Maslina w mieście Petrovac i ponownie oddalamy się od morza. Dojeżdżamy najpierw do Budvy, a później krętą ścieżką zaczynamy piąć się coraz wyżej w górę, na miasto Cetinje – byłą stolicę Czarnogóry.

Po godzinie docieramy do Cetinje (Cetynii) i parkujemy przy jednej z głównych ulic miasta. Czuję się tu zupełnie inaczej niż nad morzem – prawie nie ma turystów, w centrum życie płynie spokojnie, a ludzie leniwie przechadzają się ulicami, jakby nie mieli co robić… Wiele budynków jest zniszczonych i popada w ruinę, jednak prowadzone są renowacje i główny deptak jest bardzo zadbany.

Cetynię założył w XV wieku Ivan Crnojević, licząc na to, że odległość od morza i otoczenie górami pozwolą jej bronić się przed najazdami tureckimi. Rzeczywiście, mimo tego że nie posiadała murów obronnych (!), długo opierała się atakom.

Miasto uważa się za centrum kulturalne Czarnogóry oraz jej kolebkę duchową. Najważniejszym zabytkiem jest XVIII wieczny monaster Narodzenia Matki Bożej, siedziba metropolity czarnogórskiego (w środku obowiązują surowe reguły dotyczące ubioru, dlatego nie udaje nam się wejść).

Prócz tego, w Cetynii można też zobaczyć tzw. Biljardę, czyli rezydencję Piotra Niegosza (o nim za chwilę), która nazwę wzięła od mieszczącego się w niej biliardu. W najbliższej okolicy są też liczne cerkwie (np. Vaska, na Ćipuru), muzea i teatry – miasto nie jest wielkie, ale oferuje wiele atrakcji. Gdybyśmy mieli więcej czasu, na pewno weszlibyśmy też na wzgórze Orlov Krs, wznoszące się nad starym miastem.

Tymczasem jedziemy dalej do mauzoleum Niegosza. Aby się tam dostać trzeba pokonać niesamowitą trasę przez park narodowy Lovćen, wjeżdżając w sam środek gór z których najwyższy szczyt ma 1749 m. Parkujemy na poboczu i zaczynamy krótką wspinaczkę na wzgórze (co to dla nas, byliśmy jeszcze niedawno w Durmitorze).

Mauzoleum Niegosza
Góry Lovćen, park narodowy oraz widoczna w dole Cetynia
i

Mauzoleum jest miejscem, hm, ekstraordynarnym. Jak sama nazwa wskazuje, jest to miejsce pochówku Piotra II Pietrovića Niegosza – poety, filozofa, biskupa, a przede wszystkim, ostatniego władcy absolutnego Czarnogóry. Jego ostatnim życzeniem było pochowanie go w kaplicy na szczycie góry Jezerski vrh (1656 m). Podczas I wojny światowej świątynia została zbombardowana, ale w latach 50 XX wieku na tym miejscu powstało socrealistyczne mauzoleum które można podziwiać do dziś 1.

Niegosz został ogłoszony świętym prawosławnym w maju 2013, a przez wielu ludzi jest uważany za najwybitniejszego Czarnogórzanina w historii tego państwa 2.

Trzeba przyznać, że cały kompleks budowany był z rozmachem, a widok całej okolicy jest niesamowity. Niestety, podczas naszego pobytu mauzoleum było w remoncie, co trochę psuło wrażenie…

Zjeżdżamy z góry i kierujemy się już w stronę Boki Kotorskiej (jedziemy na wschód, a nie z powrotem na południe skąd dziś przyjechaliśmy). Po drodze warto stanąć na parę minut żeby zobaczyć przepiękną zatokę, która swoim kształtem przypomina mi nieco fjordy w Norwegii. Z góry widać doskonale Kotor oraz Tivat z lotniskiem.

Zaczynamy zjeżdżać krętymi serpentynami na poziom morza… Do pokonania jest koło 20 zakrętów o 180 stopni (!) i po pewnym czasie zaczyna to być nużące – na początku jazdę uprzyjemniają widoki na Bokę, ale po chwili nie ma nic prócz niekończących się skrętów. W końcu dojeżdżamy do Tivat i postanawiamy jechać cały czas wzdłuż zatoki w kierunku Kotoru. Boka Kotorska otoczona jest ze wszystkich stron górami, a miasteczka położone wzdłuż niej są już typowo „włoskie” – jasny kamień, czerwone dachówki, ściany „schodzące” prosto do morza… po prostu uroczo.

Jedynym minusem drogi, zwanej szumnie Jadranską Magistralą, jest jej szerokość. Trzeba zwalniać gdy z drugiej strony nadjeżdża auto, nam zdarzyło się nawet, że szerszy samochód mijaliśmy dosłownie „na styk”.

W jednym z malowniczych miasteczek parkujemy samochód i wskakujemy do morza. Śmiało mogę powiedzieć, że to jedno z najlepszych miejsc w jakich pływałam, nawet mimo kamienistego brzegu. Woda spokojna jak w jeziorze, jest cicho i nie ma żadnych fal – z drugiej jednak strony cały czas wynosi do góry, jak to w morzu. To uczucie, połączone z niesamowitym widokiem gór i „włoskich” miast jest niepowtarzalne i gdybym jeszcze kiedyś jechała do Czarnogóry, to właśnie tam spędziłabym najwięcej czasu.

Jedziemy dalej brzegiem morza, jednak nie zatrzymujemy się w Kotorze. Może to błąd, ale tam są tłumy i wolimy znaleźć spokojne miejsce, gdzie będzie można przyjemnie pospacerować. Dlatego kierujemy się na północ i podziwiamy piękne widoki po drodze.

Po jakimś czasie zbliżamy się do pięknego Perast, naprzeciw którego są dwie wyspy. Stajemy tam na chwilę i postanawiamy wrócić gdy tylko znajdziemy w okolicy jakiś camping. Po 15 minutach zatrzymujemy się przy autocamp Naluka w Morinj i wracamy do Perastu.

Perast Czarnogóra
Po lewej wyspa św. Jerzego, po prawej Matki Boskiej na Skale
i

Perast jest malutkim miasteczkiem, w którym na stałe żyje tylko 350 ludzi. Większość budynków została zbudowana przez Wenecjan, do których Perast należał od XV do XVIII wieku. Największą ciekawostką są oczywiście wyspy.

Na pierwszej z nich, naturalnej, znajduje się klasztor benedyktynów pw. św. Jerzego oraz cmentarz. Z powodu rosnących na niej cyprysów nazywana jest często „Wyspą Umarłych”, bo przypomina obraz Arnolda Brocklina o tym samym tytule.

Natomiast druga, wyspa Matki Boskiej na Skale, powstała sztucznie z wraków statków oraz kamieni wrzucanych do wody. Legenda głosi, że marynarze po znalezieniu na morzu obrazu z Matką Boską zobowiązali się do wrzucania w to miejsce skał po każdym szczęśliwym powrocie do domu. Tradycja ta jest kontynuowana po dziś dzień: 22 lipca w Peraście obchodzi się święto fašinada, podczas którego miejscowi wrzucają do morza kolejne kamienie, by powiększyć wyspę.

Teraz znajduje się tam kościół Matki Boskiej na Skale oraz muzeum, w którego zbiorach można zobaczyć niespotykany arras. Autorka, Jacinta Kunić-Mijović z Perastu użyła własnych włosów by wyszywać postaci 3.

My tymczasem spacerujemy po Peraście i cieszymy naszym ostatnim dniem w Czarnogórze… Po różnych kombinacjach idziemy też do restauracji Armonia – niestety nie polecam. W przeciwieństwie do Włochów, Czarnogórzanie nie chodzą na kolacje do knajpy, dlatego też ceny są bardzo wysokie a potrawy nie najlepsze. Zapłaciliśmy 30 euro za dwie osoby, wcale się nie najedliśmy i ogólnie mogło być lepiej. Trzeba jednak spróbować wszystkiego, prawda?

Perast Czarnogóra

(Prawda.)


Zobacz kolejny wpis z tej wyprawy:

  1. źródło: Wikipedia
  2. źródło: Wikipedia
  3. źródło: Adriaticclub oraz Wikipedia

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • http://hotell-me-more.blogspot

    Piękne zdjęcia! Miałam okazję zwiedzić te rejony w 2012 roku i wiem że na pewno jeszcze tam wrócę. A rejs po zatoce był niezapomniany.

    Pozdrawiam

    http://hotell-me-more.blogspot.com/

  • http://hotell-me-more.blogspot

    Piękne zdjęcia! Miałam okazję zwiedzić te rejony w 2012 roku i wiem że na pewno jeszcze tam wrócę. A rejs po zatoce był niezapomniany.

    Pozdrawiam

    http://hotell-me-more.blogspot.com/

  • Kiedyś tam zamieszkam ;)

    • Jak kiedyś będę już mieć wszystko, to kupię sobie wyspę w Czarnogórze – i będę pożyczała na wakacje stałym czytelnikom :P

      • Mogę Ci jej pilnować :D

        • ok, załatwione! Teraz muszę tylko wymyślić jak na nią zarobić ;)

  • gniewko_syn_ryba

    Pominięcie Kotoru to był jednak błąd… ;)

    • Niestety już o tym wiem, widziałam zdjęcia w Internecie :D Mieliśmy mało czasu, mam nadzieję że kiedyś jeszcze uda się tam trafić :)

  • Czarnogóra jest przepiękna! Raz byłam i kiedyś koniecznie muszę wrócić. Ciekawostką jest zapomniane przez Boga miasteczko..raczej chyba wieś, znajdująca się pomiędzy Kotorem a Centyją. Nazwy teraz nie pamiętam, ale wjeżdżało się tam tymi serpentynami, na północ od monastyru.. Generalnie wioseczka jedyna w okolicy, „słynie” z produkcji szynki a’la parmeńskiej, własnych serów i rakiji. I dzięki temu mogą tam przeżyć, gdy zimą śnieg potrafi zasypać drogi dojazdowe do miast na kilka tygodni :)

    • Baaardzo bym chciała wrócić do Czarnogóry, chociażby po to żeby zobaczyć miejsce o którym piszesz… Ale jako że już tam byłam jest trochę niżej na liście planów podróżniczych, może kiedyś…

      • to jak i u mnie, chcę powrócić, ale najpierw co innego trzeba zobaczyć :)

  • Kasia

    czy mogłabyś podać jak nazywało się miasteczko, w którym „wskoczyliście do morza” :) szukamy jakiegoś urokliwego miejsca na cały dzień i jeden nocleg w Zatoce Kotorskiej (w drodze do Albanii), właśnie coś takiego jak na Twoich zdjęciach :)

    • To były okolice miasteczka Muo, zachodnia część Zatoki, było super! Może być też Prcanj obok. Na zachodnim wybrzeżu nie ma tam tak malowniczych miasteczek jak Kotor i Perast, ale jest chyba trochę spokojniej a na zwiedzanie zawsze możecie podjechać :) Życzę cudownych wakacji!