Jezioro Szkoderskie i wyspa Beska

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

O największym na Bałkanach jeziorze – Szkoderskim, leżącym na granicy między Czarnogórą i Albanią. Oraz o przesympatycznych siostrach z monasteru Beška, położonego na jednej z wysp.

Po nieciekawych przeżyciach poprzedniego dnia w Ulcinj, postanawiamy na chwilę uciec od nadmorskiego tłoku i spędzić dzień nad jeziorem Szkoderskim. Dlatego z (prawie) samego rana wsiadamy w samochód i jedziemy – najpierw w stronę Albanii, by następnie, w okolicach Vladimir, wykręcić na północ. Droga jest przyjemna i szybko nabieramy wysokości dzięki krętym serpentynom. Bierzemy też stopowicza (mimo tego, że tył auta jest strasznie zawalony gratami) – starszego pana mówiącego bardziej po albańsku, niż po serbsku. Po dobrnięciu na górę ukazuje nam się wspaniały widok na całe jezioro Szkoderskie. Jesteśmy w tej chwili bardzo blisko granicy, chociaż z tego miejsca oczywiście nie widać, czym Czarnogóra różni się od Albanii…

Dalej ruszamy na zachód, chcemy objechać cały południowy brzeg jeziora Szkodeskiego. Nasz stopowicz jedzie na wesele do Kovacevići i tam też go zostawiamy.

Ruszamy, po kilku minutach na drodze ukazuje się człowiek, machający rękami – myślimy, że to kolejny autostopowicz, dlatego się zatrzymujemy. Rozmawia z nami chwilę, a mówi jedynie po albańsku, i okazuje się, że bardziej chciał poprosić o papierosa. Co dziwne, gdy chcieliśmy odjeżdżać łapie mnie za rękę i zaczyna poklepywać po policzku – teraz się trochę z tego śmieję, ale wtedy było mi dziwnie. Nadal jednak namawiam do zabierania stopowiczów na Bałkanach!

Chcemy pojechać do jednego chociaż klasztoru na wyspach jeziora Szkoderskiego. Jakimś sposobem umyka nam zjazd do Moracnika, dlatego jedziemy dalej, do Beški koło wioski Donji Murici.

Droga do tej miejscowości jest bardzo kręta i stroma – nam się strasznie takie serpentyny podobają, super zabawa. Parkujemy tuż nad brzegiem jeziora i prawie od razu przychodzą do nas mężczyźni oferujący przepłynięcie łódką do klasztoru. Po chwili decydujemy się na taką atrakcję i wypływamy starą, ale bardzo uroczą łódeczką na wody Szkoderskiego.

Jezioro Szkoderskie

Opływamy też sąsiednią do Beški wyspę-bez-nazwy, na której rządzą ptaki. Jezioro Szkoderskie stanowi ogromny kontrast do nadmorskich miejscowości w Czarnogórze, jest tu strasznie spokojnie i w ogóle nie ma ludzi. Rybacy w ciszy łowią ryby, na plaży prawie nikt się nie kąpie – po prostu idylla.

Po dziesięciu minutach cumujemy przy wysepce, pan „łódkowy” odpływa wyciągnąć ryby z sieci a my idziemy do klasztoru. Bliżej nas znajduje się mniejsza, stara cerkiewka świętego Jerzego (Црква Светога Ђорђа). Zbudował ją pod koniec XIV wieku Đurađ II Balšić. Budowla jest oczywiście bardzo skromna, w  środku znajduje się niewielki, współczesny już ołtarz i kilka ikon.

U progu drugiej cerkwi spotykamy trzy zakonnice. Jedna z nich mówi po rosyjsku (tak jak ja), więc decyduje się opowiedzieć nam trochę o klasztorze i cerkwiach.

Cerkiew Świętej Marii (a właściwie Nawiedzenia Najświętszej Marii Panny – po serbsku Црква Благовештења) została z kolei zbudowana w XV wieku przez wdowę po Đuradzie 1, Jelenę Balsić. W tym czasie klasztor stał się centrum kulturowym i religijnym prawosławia serbskiego.

Niestety, w XVIII wieku klasztor został opuszczony i na wiele lat o nim zapomniano. Dopiero w latach 90. XX wieku rozpoczęto odbudowę obudwu cerkwi i klasztoru, a później na wyspę powróciły zakonnice. W 2002 prochy Jeleny Balsić spoczęły w cerkwi Świętej Marii, którego wnętrze jest do tej pory nieskończone. Co niedzielę odbywają się tu jednak msze prawosławne, na które przypływa pop z sąsiedniej wyspy.

Klasztor Beska wyspa

Siostra zakonna oprowadzająca nas po Bešce okazała się być Rosjanką z Moskwy – już od pięciu lat przyjeżdża tutaj latem, jednak myśli o „przeprowadzce” na stałe. Mniszki na wyspie są praktycznie samowystarczalne, bo jedzą wyhodowane przez siebie warzywa i owoce. Wysepkę zamieszkują też różne ptaki oraz żółwie – udało nam się nawet zobaczyć jednego z nich! Pieniądze na restaurację zabytków pochodzą z dobrowolnych datków od darczyńców, przede wszystkim z Rosji. Całe miejsce jest oazą spokoju i cóż, sama bym chętnie tam zamieszkała, choć na kilka dni…

Klasztor Beska wyspa

Na pożegnanie siostra częstuje nas sokiem z granatów, rosnących na Bešce. Rozmawiamy też chwilę o różnicach między katolicyzmem i prawosławiem (jej zdaniem nie ma prawie żadnych) oraz o islamie. Kupujemy jeszcze rakiję którą pędzą zakonnice i już musimy się zbierać do naszej łódeczki.

Po powrocie na drugi brzeg kąpiemy się jeszcze w jeziorze Szkoderskim. Przy Donji Murici znajduje się jedna z lepszych plaż – dużą część linii brzegowej w innych miejscach pokrywa zielony „zarost”. Tutaj tego problemu nie ma i udaje nam się przyjemnie popływać – woda jest bardzo ciepła, ale nie tak łatwo się w niej utrzymać na powierzchni, jak w morskiej.

Ruszamy dalej, wzdłuż jeziora. Mijamy kolejny klasztor, Starceva gorica, i jedziemy krętymi drogami które bardzo, bardzo przypominają nam Sardynię – widoki, skały i roślinność są prawie takie same. Niedługo później zaczynają się miejscowości w których ludzie robią własne wino i sprzedają przy ulicy, niestety my zapomnieliśmy wypłacić pieniądze z bankomatu i nie udało się nic kupić…

Po dojechaniu do Virpazaru (z okna wygląda bardzo ładnie, spieszymy się trochę więc nie udaje się zatrzymać…), skręcamy na południe, z powrotem w kierunku morza. Tym razem próbujemy przedostać się tam przez góry. Droga ta jest w tej chwili bardzo zaniedbana i spektakularne dziury nie są na niej rzadkim widokiem. Przejechanie całości (33 km) zajmuje nam około godziny, za to widoki są niezapomniane.

Koło 16 dojeżdżamy do kolejnego punktu naszej wycieczki – Starego Baru.

  1. Przepraszam serdecznie za swoją brawurową odmianę serbskich imion i nazwisk…

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Justyna Sekuła

    Tak, to są zdecydowanie „moje” krajobrazy :).

    • Moje też, i dodatkowo ten ogromny spokój… Szkoda, że siostry nie oferują noclegów w swoim klasztorze :)

  • Tak, to są zdecydowanie „moje” krajobrazy :).

    • Moje też, i dodatkowo ten ogromny spokój… Szkoda, że siostry nie oferują noclegów w swoim klasztorze :)

  • Paulina Boguń

    „Rozmawiamy też chwilę o różnicach między chrześcijaństwem i prawosławiem” – różnic nie znajdziecie, bo prawosławni to chrześcijanie. Polecam poczytać :)

    • hehe ale byłam głupia że tak napisałam, czy to że to było 4 lata temu jakoś mnie usprawiedliwia? :D Oczywiście już poprawiam Paulina, beznadziejny błąd z mojej strony, dzięki za czujność!

      • Paulina Boguń

        haha nie ma sprawy. :) Mieszkam na Podlasiu i tutaj kladzie się na to wielki nacisk, dlatego zwróciłam uwagę :))

  • Zbyszek

    Byliśmy w zeszłym roku na plaży przy Dolnij Morici. Jest dokładnie tak jak piszesz. Polecamy

  • yux

    Fajny tekst i zgadzam się co do wyjątkowego uroku tego miejsca na Ziemi. Jednak chciałbym przy okazji przestrzec wszystkich czytających przed pewnym naganiaczem, który czatuje u wlotu do Virpazaru, udaje że uwielbia Polaków (zaskakująco dobrze mówi po polsku – po tym można go rozpoznać) i który z początku jest niesamowicie miły = oferuje parking w niby „świetnym miejscu” (a tak naprawdę w najdalszym od przystani), bo niby w miasteczku nie ma już miejsc parkingowych (co okazało się oczywiście ściemą), a potem proponuje rejs za 160 euro. Ta cena z kolei jest od razu przygotowana pod targowanie się, a gość nie chce odpuścić i proponuje coraz niższe ceny – po prostu, jako pierwszy z „witających” w Virpazarze szuka naiwnych i niezorientowanych w cenach. Nam „zszedł” do 120 euro i twierdził, że za 5 minut odpływa ostatni rejs. Gdy powiedzieliśmy, że chcemy się na spokojnie zastanowić (bo coraz mocniej napierał, jednocześnie robiąc się coraz bardziej nerwowy), wręcz nie chciał od nas odstąpić. W końcu daliśmy mu wyraźnie do zrozumienia, że dziękujemy za jego propozycje – wtedy zrobił się strasznie chamski, zaczął nam ubliżać i pokazywać obraźliwe gesty. TRZYMAJCIE SIĘ JAK NAJDALEJ OD TEGO GOŚCIA: 100 metrów dalej okazało się, że rejsy są o połowę tańsze od jego „najtańszej” propozycji. Tak poza tym, Czarnogórcy są na ogół bardzo mili….