Życie na szkockiej wsi. Sukcesy, porażki i inne sprawy.

Myśl o przeprowadzce na wieś pojawiła się u mnie już dwa lata temu podczas pisania “Odetchnij od miasta”. Obserwowanie życia w domach otoczonych zielenią, oraz rozmawianie z ich mieszkańcami było tak inspirujące, że sama zaczęłam marzyć o wyprowadzce. Z wyjazdów związanych z książką aż ciężko było mi wracać do mieszkania w Edynburgu z widokiem na śmietniki, betonowe osiedla i pub. W ten sposób i mną, jak i wielu innymi wieloletnimi mieszkańcami miast, zawładnęła myśl o pewnym “powrocie do natury” i wyprowadzce tam, gdzie “życie płynie wolniej”.

Wpis został po raz pierwszy opublikowany w lutym 2020, ale teraz nagrałam go jako podkast. Posłuchaj tego odcinka poniżej!

Posłuchaj na Spotify | Posłuchaj na iTunes | Posłuchaj na Google Podcasts


Podczas szukania takiego miejsca mieliśmy właściwie tylko jeden warunek: okna z widokiem na zieleń. Miałam w głowie wizję idealnego domu, z ogródkiem, otoczonym drzewami, choć dawałam tej wizji marne szanse bo szukaliśmy przecież domu do wynajęcia i nie tylko nie mieliśmy zamiaru się budować, ale nawet nie chcieliśmy nic kupować!

Pojechaliśmy jednak oglądać pierwszy dom i… to było to. A nawet lepiej: była jesień i drzewa miały złoty kolor, gdy skręciliśmy w małą drogę prywatną i znaleźliśmy się w bajce. Słońce delikatnie przebijało się przez kolorowy las, spadały pomarańczowe liście, spod kół uciekały dziesiątki bażantów i gdy na końcu tego wszystkiego zobaczyłam kamienny dom, nie było już odwrotu. Wiedziałam, że tu jest moje miejsce.

Wynajmowanie domów w Wielkiej Brytanii – słów kilka

W Wielkiej Brytanii wynajmowanie całych domów jest powszechne i moim zdaniem jest to super wygodna opcja. Nie jestem pewna, czy zdecydowalibyśmy się na kupno domu a jeśli już, to wątpię żeby było nas stać na ten, w którym teraz mieszkamy. Bo jest to dwustuletnia, kamienna powozownia przerobiona na budynek mieszkalny. Nasz dom znajduje się na terenie byłej posiadłości lordów (estate), a tuż obok… mamy zamek. Ten „majątek ziemski” jest wprawdzie nieco zapuszczony i niektóre jego części od dawna nie były naprawiane, ale dalej widać że kiedyś było to wspaniałe miejsce: mamy na przykład w okolicy egzotyczne drzewa i takie atrakcje, jak stuletnie rododendrony.

Mieliśmy ogromne szczęście, że idealny dom znaleźliśmy tak szybko, prawie bez szukania! Korzystaliśmy ze zwykłej wyszukiwarki nieruchomości w Wielkiej Brytanii, Zoopla. Chcę też wspomnieć, że mimo cudownej okolicy i przepięknego miejsca, koszt wynajęcia tego domu jest tylko nieco wyższy, niż koszt mieszkania w Edynburgu (i mniejszy, niż średniej jakości mieszkanie w ścisłym centrum). Niżej wspominam trochę o niedogodnościach związanych jednak z życiem w starym domu ;)


Cisza i spokój!

Tutaj odpoczywam. Gdy przyjeżdżają do mnie znajomi z miast, zazwyczaj śpią po 14 godzin bo panuje tu niezwykła cisza. Słychać tylko szum wiatru i śpiew ptaków. Z rzadka: samolot. Teraz zaskakuje mnie, że w miastach jest tyle dźwięków i gdy wracam do domu, to jak nigdzie indziej ładuję swoje baterie.

Powietrze jest krystalicznie czyste. Z opcji spacerowych w najbliższej okolicy mam: las, pola pszenicy, tysiącletnie drzewo (!!!), destylarnia whisky. Z okna w biurze obserwuję ptaki, króliki, sarny. Dla kogoś to może być straszna nuda, mi jest wspaniale. Może to oczywiste, ale życie rzeczywiście „płynie tu wolniej”. Bardziej docenia się codzienność. W głowie jest jakoś spokojniej.

Samochód…

Nasz dom jest nawet dalej niż na wsi, więc wszędzie trzeba dojeżdżać. Nie ma opcji transportu publicznego. Najbliższy sklep jest ponad 3 kilometry stąd, i jest to sklep przy stacji benzynowej. Do supermarketu mamy 20 minut autem, na atrakcje typu paznokcie czy kickboxing jeżdżę autem. Nie ma gdzie “szybko wyskoczyć” żeby sobie kupić czipsy, gdy przyjdzie taka ochota. Do miasta mamy pół godziny więc nie jest źle, no ale jednak nie codziennie chce się spędzić godzinę w samochodzie, więc motywacja do wyjść gdzieś ucieka.

Dużym plusem naszego życia jest to, że razem z mężem pracujemy z domu, więc nie musimy zbyt dużo jeździć. Nie wyobrażam sobie jednak codziennego stania w korku podczas dojazdu do pracy.

Gwiazdy!

W nocy z naszego domu widać Drogę Mleczną! W ciepłe letnie wieczory siedzieliśmy przy ognisku i oglądaliśmy gwiazdy. Jest to bezcenne doświadczenie.

Pory roku!

Mam wrażenie, że w mieście w ogóle ich nie widziałam. Tu podczas codziennych spacerów przyglądam się, jak subtelnie zmienia się natura w ciągu roku. Każde wyjście na zewnątrz jest cudownym zaskoczeniem.

Ogródek…

Z moich porażek: muszę wspomnieć o ogródku. Przed przeprowadzką tutaj miałam wrażenie, że się trochę znam na ogrodnictwie więc snułam plany o tym, jak wspaniałe będziemy mieli plony. Miałam wizje przepięknych marchewek, pulchnych buraczków i ogromnych pęków szpinaku… no i nie udało się. W pierwszym roku popełniłam same błędy, o których nawet wstyd mówić. Okazało się też, że życie koło lasu nie wpływa pozytywnie na ogród i to, co nie padło przez moje zaniedbania, padło przez króliki, sarny i inne zwierzaki, które nawet porobiły tunele do krytych grządek. W roku drugim sporo się nauczyliśmy i nie popełniliśmy beznadziejnych błędów, ale ile było roboty z zabezpieczaniem naszych warzyw przed zjedzeniem – wiemy tylko my.

Plus ogródek to super sprawa i uwielbiam pracę w moim, ale trzeba mieć na uwadze, że jest z tym sporo roboty. Nawet regularne koszenie trawy zajmuje sporo czasu, a co dopiero kopanie ziemi, sadzenie, podlewanie, unikanie szkodników itd. W ogródku zawsze, ale to zawsze jest coś do zrobienia!

A, no i trzeba mieć osobny zestaw ubrań „na wieś”, czyli takie których nie żal. Obowiązkowe są gumiaki i moje życie stało się łatwiejsze, odkąd je posiadam. Także nie ma za wiele romantycznych spacerów w eleganckich sukienkach.

Ilość pracy…

Już na początku życia w domu zrozumiałam, że muszę sobie sporo odpuścić. Mieszkając w dwupokojowym mieszkanku miałam chyba dziesięć razy mniej roboty, niż teraz. Zawsze jest tu coś do posprzątania, ogarnięcia, załatwienia, ułożenia, podlania, odkurzenia. Myślę, że i tak całkiem dobrze sobie radzimy bo nie mamy dużego bałaganu. Do tego wszystkiego dochodzi też jednak ogródek, o czym pisałam wyżej. Ostatnio huragan rozwalił nam szklarnię, więc musieliśmy sprzątać szkło przez dwa dni. Także z wieloma sprawami musimy ostro poluzować i zaakceptować, że nie będzie idealnie.

Niedogodności „techniczne”…

Na pewno te niedogodności zależą od miejsca, gdzie się mieszka, ale jestem przekonana że wszędzie na wsi zdarzy się kilka. To po pierwsze: nasz Internet. Nie ma go za wiele, nie mamy światłowodu, trzeba było kupić antenę żeby jako-tako działało. Zasięg telefoniczny mamy wtedy, gdy go do nas wiatr zawieje.

Zamiast kanalizacji mamy szambo, zamiast gazu: grzejemy olejem (masakra!). Plus ogrzewanie dużego kamiennego domu bywa kosztowne, z centralnym zawsze miałam koło 30 stopni w domu a teraz 19 to jest maks! Utrzymywanie też domu również wiąże się z kosztem i czasem, na przykład trzeba czyścić komin czy opróżniać rynny.

No i nie ma co oczekiwać od listonosza czy kuriera, że dojadą na czas z ważną przesyłką: trzeba się rozluźnić i być wdzięcznym, jeśli w ogóle dotrą! Generalnie wszystko działa jakoś trochę wolniej, np. gdy zawoła się kogoś do naprawy, to też przyjedzie nieco później, niż w mieście.

Mnie osobiście większość z tych problemów (prócz internetowego) nie przeszkadza, ale znowu: trzeba się nastawić, że będą. Myślę, że jak ktoś prowadzi poukładane życie „na styk” i lubi gdy wszystko działa jak w zegarku, to będzie mu ciężko na wsi.

Powyżej: rododendron. Taki widok mamy z okien przez 1,5 miesiąca w roku.

Sąsiedzi!

W najbliższej okolicy mamy tylko 5 domów i może jest to kwestia kraju, ale nasi sąsiedzi są super. Wszyscy są trochę do nas podobni bo chcą żyć na wsi, dlatego dobrze się znamy, wspieramy się nawzajem i pomagamy sobie. W mieście bardzo rzadko udawało mi się rozmawiać z sąsiadami, tu spotykamy się co kilka dni.

Życie towarzyskie…

Nie licząc sąsiadów, jest nam trudno się spotykać ze znajomymi. Jesteśmy jeszcze w takim wieku, że nie wszyscy mają samochód i tyle czasu, żeby przyjechać do nas nocować. A gdy my jedziemy do Edynburga, to jednak autem więc nie można się napić. Chyba nawet łatwiej mi się spotyka ze znajomymi z Londynu, gdzie jeżdżę co jakiś czas, bo tam przynajmniej mogę wrócić do hotelu metrem.


O większości „wad” życia na wsi wiedziałam już przed przeprowadzką i świadomie dokonałam takiego wyboru. W rzeczywistości jest nieco mniej romantycznie, niż w moich wyobrażeniach, ale… tylko nieco. Lubię czasem bywać w mieście i doceniam kilka dni w intensywniejszym tempie, za nic jednak nie zamieniłabym miejsca, gdzie teraz jestem.

Życie na wsi nauczyło mnie spokoju i cierpliwości. Ciężkiej pracy, ale też zmniejszenia oczekiwań. Oderwało od wiecznej „pogoni”, jaką czuć w mieście i sprawiło, że nabrałam dystansu. Chciałabym uniknąć banalnych zwrotów, ale otoczenie się naturą zwyczajnie zmienia człowieka i sprowadza go bliżej ziemi.

A ja czuję się tu zwyczajnie szczęśliwa.


KategorieBez kategorii
Aleksandra Bogusławska

Dwa lata spędziłam w podróży, żyjąc na walizkach i co kilka tygodni zmieniając adres zamieszkania. Dziś mieszkam na stałe w domku na szkockiej wsi. Dużo spaceruję, gotuję wegańsko, spędzam czas w ogrodzie, doceniam małe przyjemności i spokojne życie.
Jestem autorką wszystkich tekstów i zdjęć na stronie.

  1. Ewa says:

    Mieszkam w malym miasteczku z mieszkaniem z widokiem na wzgorza, rzeke (moge lowic ryby z balkonu) na XVIII wieczny most I XII wieczny abbey :) czasem po drugie stronie rzeki pasa sie krowy a czasem konie. Nie oddalabym tego za najpiekniejsze mieszkanie w Dublinie do ktorego mam godzine samochodem.

  2. Vito z Hiszpanii says:

    Przez chwile uwierzylem ,ze to jest o wsi w Polsce.Gdy dotarlem do tego …wspieramy sie nawzajem”..juz wiedzialem,z e to byla pomylka.
    My juz to w Poslce cwiczylismy,na szczescie teraz mieszkamy na Teneryfie i tui swiat jest wciaz calkowicie normalny.Na polnocy wyspy szczegolnie i bardziej

  3. W dzieciństwie często jeździłem na wieś i pamiętam, że najbardziej fascynowały mnie tam świetnie widoczne gwiazdy. Miałem jakieś, nie wiem, pięć albo sześć lat, a jak tylko było bezchmurne niebo, to mogłem stać i godzinami się w nie wpatrywać. Ktoś mnie zawsze wołał, że kolacja, czy że zęby trzeba umyć, a ja stałem i patrzyłem. Rodzina przepowiadała, że zostanę astronautą albo przynajmniej poetą. No cóż, nie zostałem. Ale przynajmniej mam to wspomnienie ;)

    PS Nie chciałbym nic sugerować, ale może na Twój pozytywny odbiór szkockiej wsi wpływa bliskość destylarni? Jakieś opary się unoszą, czy coś? ;)

  4. Artur says:

    Ja przez 20 lat mieszkałem na wsi. Od 10 lat mieszkam w mieście i nie wyobrażam sobie powrotu na wieś. Tutaj wszędzie blisko, wszystko pod ręką. Świetna komunikacja.

  5. Paulina says:

    Wychowałam się w wielkim mieście, które doprowadzało mnie do szału. Smród, hałas, nieuprzejmość- było to dla mnie za dużo. Po latach przenieśliśmy się z mężem na wieś, godzinę drogi od Warszawy. Mieszkamy w zielonej okolicy, każdego dnia czujemy się jak na wakacjach, obserwujemy przyrodę i pory roku. Owszem, jest więcej pracy jak piszesz, czasem daleko do różnych spraw. Kochamy jednak to nasze powolne życie, uspokoiliśmy się, jest nam dobrze. Tu wychowały się nasze dzieci i choć ciągną do miasta to pokazaliśmy im możliwości, zapewniliśmy spokojny rozwój. Jestem spełniona. Serdecznie cię pozdrawiam

    1. Aleksandra Bogusławska says:

      Brzmi wspaniale ta Twoja przeprowadzka! Muszę przyznać, że na początku było mi dziwnie w młodym wieku wyjeżdżać na wieś, ale tyle dobrego to mi zrobiło, że nie żałowałam ani sekundę! Pozdrawiam Cię serdecznie!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *