R

Rok życia na wsi. Sukcesy, porażki i inne sprawy.

Myśl o przeprowadzce na wieś pojawiła się u mnie już dwa lata temu podczas pisania “Odetchnij od miasta”. Obserwowanie życia w domach otoczonych zielenią, oraz rozmawianie z ich mieszkańcami było tak inspirujące, że sama zaczęłam marzyć o wyprowadzce. Z wyjazdów związanych z książką aż ciężko było mi wracać do mieszkania w Edynburgu z widokiem na śmietniki, betonowe osiedla i pub. W ten sposób i mną, jak i wielu innymi wieloletnimi mieszkańcami miast, zawładnęła myśl o pewnym “powrocie do natury” i wyprowadzce tam, gdzie “życie płynie wolniej”.

Podczas szukania takiego miejsca mieliśmy właściwie tylko jeden warunek: okna z widokiem na zieleń. Miałam w głowie wizję idealnego domu, z ogródkiem, otoczonym drzewami, choć dawałam tej wizji marne szanse bo szukaliśmy przecież domu do wynajęcia i nie tylko nie mieliśmy zamiaru się budować, ale nawet nie chcieliśmy nic kupować!

Pojechaliśmy jednak oglądać pierwszy dom i… to było to. A nawet lepiej: była jesień i drzewa miały złoty kolor, gdy skręciliśmy w małą drogę prywatną i znaleźliśmy się w bajce. Słońce delikatnie przebijało się przez kolorowy las, spadały pomarańczowe liście, spod kół uciekały dziesiątki bażantów i gdy na końcu tego wszystkiego zobaczyłam kamienny dom, nie było już odwrotu. Wiedziałam, że tu jest moje miejsce.

Cisza i spokój!

Tutaj odpoczywam. Gdy przyjeżdżają do mnie znajomi z miast, zazwyczaj śpią po 14 godzin bo panuje tu niezwykła cisza. Słychać tylko szum wiatru i śpiew ptaków. Z rzadka: samolot. Teraz zaskakuje mnie, że w miastach jest tyle dźwięków i gdy wracam do domu, to jak nigdzie indziej ładuję swoje baterie.

Powietrze jest krystalicznie czyste. Z opcji spacerowych w najbliższej okolicy mam: las, pola pszenicy, tysiącletnie drzewo (!!!), destylarnia whisky. Z okna w biurze obserwuję ptaki, króliki, sarny. Dla kogoś to może być straszna nuda, mi jest wspaniale.

Samochód…

Nasz dom jest nawet dalej niż na wsi, więc wszędzie trzeba dojeżdżać. Najbliższy sklep jest ponad 3 kilometry stąd, i jest to sklep przy stacji benzynowej. Do supermarketu mamy 20 minut autem, na atrakcje typu paznokcie czy kickboxing jeżdżę autem. Nie ma gdzie “wyskoczyć” żeby sobie kupić czipsy, gdy przyjdzie taka ochota. Do miasta mamy pół godziny więc nie jest źle, no ale jednak nie codziennie chce się spędzić godzinę w samochodzie, więc motywacja do wyjść gdzieś ucieka.

Dużym plusem naszego życia jest to, że razem z mężem pracujemy z domu, więc nie musimy zbyt dużo jeździć. Nie wyobrażam sobie jednak codziennego stania w korku podczas dojazdu do pracy.

Gwiazdy!

W nocy z naszego domu widać Drogę Mleczną! W ciepłe letnie wieczory siedzieliśmy przy ognisku i oglądaliśmy gwiazdy. Jest to bezcenne doświadczenie.

Pory roku!

Mam wrażenie, że w mieście w ogóle ich nie widziałam. Tu podczas codziennych spacerów przyglądam się, jak subtelnie zmienia się natura w ciągu roku. Każde wyjście na zewnątrz jest cudownym zaskoczeniem.

Ogródek…

Przed przeprowadzką tutaj miałam wrażenie, że się trochę znam na ogrodnictwie więc snułam plany o tym, jak wspaniałe będziemy mieli plony. Miałam wizje przepięknych marchewek, pulchnych buraczków i ogromnych pęków szpinaku… no i nie udało się. W swojej karierze ogrodniczej popełniłam dotychczas same błędy, o których nawet wstyd mówić. Okazało się też, że życie koło lasu nie wpływa pozytywnie na ogród i to, co nie padło przez moje zaniedbania, padło przez króliki, sarny i inne zwierzaki, które nawet porobiły tunele do krytych grządek. Na razie więc rośnie u nas głównie trawa, i to ona bez rewelacji.

A, no i trzeba mieć osobny zestaw ubrań „na wieś”, czyli takie których nie żal. Obowiązkowe są gumiaki i moje życie stało się łatwiejsze, odkąd je posiadam. Także nie ma za wiele romantycznych spacerów w eleganckich sukienkach i szpilkach.

Ilość pracy…

Już na początku życia w domu zrozumiałam, że muszę sobie sporo odpuścić. Mieszkając w dwupokojowym mieszkanku miałam chyba dziesięć razy mniej roboty, niż teraz. Zawsze jest tu coś do posprzątania, ogarnięcia, załatwienia, ułożenia, podlania, odkurzenia. Myślę, że i tak całkiem dobrze sobie radzimy bo nie mamy dużego bałaganu. Do tego wszystkiego dochodzi też jednak ogródek: trawa do skoszenia, rośliny do posadzenia, drewno do znoszenia. Ostatnio huragan rozwalił nam szklarnię, więc musieliśmy sprzątać szkło przez dwa dni. Także z wieloma sprawami musimy ostro poluzować i zaakceptować, że nie będzie idealnie.

Powyżej: rododendron. Taki widok mamy z okien przez 1,5 miesiąca w roku.

Sąsiedzi!

W najbliższej okolicy mamy tylko 5 domów i może jest to kwestia kraju, ale nasi sąsiedzi są super. Wszyscy są trochę do nas podobni bo chcą żyć na wsi, dlatego dobrze się znamy, wspieramy się nawzajem i pomagamy sobie. W mieście bardzo rzadko udawało mi się rozmawiać z sąsiadami, tu spotykamy się co kilka dni.

Życie towarzyskie…

Nie licząc sąsiadów, jest nam trudno się spotykać ze znajomymi. Jesteśmy jeszcze w takim wieku, że nie wszyscy mają samochód i tyle czasu, żeby przyjechać do nas nocować. A gdy my jedziemy do Edynburga, to jednak autem więc nie można się napić. Chyba nawet łatwiej mi się spotyka ze znajomymi z Londynu, gdzie jeżdżę co jakiś czas, bo tam przynajmniej mogę wrócić do hotelu metrem.


O większości „wad” życia na wsi wiedziałam już przed przeprowadzką i świadomie dokonałam takiego wyboru. W rzeczywistości jest nieco mniej romantycznie, niż w moich wyobrażeniach, ale… tylko nieco. Lubię czasem bywać w mieście i doceniam kilka dni w intensywniejszym tempie, za nic jednak nie zamieniłabym miejsca, gdzie teraz jestem. Czuję się tu po prostu szczęśliwa.


Hej hej! Jeśli podobał Ci się wpis i chcesz czytać podobne, zapisz się na mój newsletter! Co dwa tygodnie wysyłam przypominajki o wpisach w formie listów do znajomych. Będzie mi bardzo miło, jeśli dołączysz.

KategorieBez kategorii
Aleksandra Bogusławska

Dwa lata spędziłam w podróży, żyjąc na walizkach i co kilka tygodni zmieniając adres zamieszkania. Dziś mieszkam na stałe w domku na szkockiej wsi. Dużo spaceruję, gotuję wegańsko, spędzam czas w ogrodzie, doceniam małe przyjemności i spokojne życie.
Jestem autorką wszystkich tekstów i zdjęć na stronie.

  1. Ewa says:

    Mieszkam w malym miasteczku z mieszkaniem z widokiem na wzgorza, rzeke (moge lowic ryby z balkonu) na XVIII wieczny most I XII wieczny abbey :) czasem po drugie stronie rzeki pasa sie krowy a czasem konie. Nie oddalabym tego za najpiekniejsze mieszkanie w Dublinie do ktorego mam godzine samochodem.

  2. Vito z Hiszpanii says:

    Przez chwile uwierzylem ,ze to jest o wsi w Polsce.Gdy dotarlem do tego …wspieramy sie nawzajem”..juz wiedzialem,z e to byla pomylka.
    My juz to w Poslce cwiczylismy,na szczescie teraz mieszkamy na Teneryfie i tui swiat jest wciaz calkowicie normalny.Na polnocy wyspy szczegolnie i bardziej

  3. W dzieciństwie często jeździłem na wieś i pamiętam, że najbardziej fascynowały mnie tam świetnie widoczne gwiazdy. Miałem jakieś, nie wiem, pięć albo sześć lat, a jak tylko było bezchmurne niebo, to mogłem stać i godzinami się w nie wpatrywać. Ktoś mnie zawsze wołał, że kolacja, czy że zęby trzeba umyć, a ja stałem i patrzyłem. Rodzina przepowiadała, że zostanę astronautą albo przynajmniej poetą. No cóż, nie zostałem. Ale przynajmniej mam to wspomnienie ;)

    PS Nie chciałbym nic sugerować, ale może na Twój pozytywny odbiór szkockiej wsi wpływa bliskość destylarni? Jakieś opary się unoszą, czy coś? ;)

  4. Artur says:

    Ja przez 20 lat mieszkałem na wsi. Od 10 lat mieszkam w mieście i nie wyobrażam sobie powrotu na wieś. Tutaj wszędzie blisko, wszystko pod ręką. Świetna komunikacja.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *