Alpy Julijskie – Hanzova Pot na Małą Mojstrovkę

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

„Najłatwiejsza ferrata w Alpach Julijskich” czyli Hanzova Pot na Małą Mojstrovkę – malownicza, piękna trasa… ale na pewno nie najłatwiejsza.

Po nocy w schronisku Postarska Koca 13 sierpnia 2012 schodzimy na przełęcz Vrsic na śniadanie przy aucie.

W trakcie śniadania naradzamy się co do celu dzisiejszej wyprawy – decydujemy się na „najłatwiejszą ferratę w Słowenii” czyli Hanzova Pot na Małą Mojstrovkę. W międzyczasie na przełęcz co chwilę wjeżdżają rowerzyści – podziwiam ich, mają ponad 1000 m ostrego podjazdu. Zaczynają też zbierać się tłumy turystów, gdy widzimy emerytów zaczynających wycieczki sami też ruszamy w drogę.

Rozwiewa się poranna mgła i zaczyna piękna słoneczna pogoda, podczas gdy my podchodzimy na przełęcz Vratica. Z niej jeszcze tylko 20-minutowy spacer i już jesteśmy przy początku ferraty Hanzova Pot na Mojstrovkę. Zakładamy uprzęże oraz kaski i zaczynamy wspinaczkę.

Przełęcz Vratica

Droga jest bardzo stroma, ale dzięki temu szybko nabieramy wysokości. Jest parę emocjonujących miejsc z dużą ekspozycją, nie wszystkie nawet są zabezpieczone łańcuchem.

Hanzova Pot jest bardzo malowniczo poprowadzoną trasą z pięknymi widokami, między innymi na pobliski Jałowiec (Jalovec, 2645 m npm). Osobiście nie nazwałabym ją jednak banalną, przede wszystkim należy się nastawić na bardzo dużą ekspozycję, nieporównywalną ze szlakami w Tatrach. Orla Perć to przy Alpach Julijskich bardzo łatwy szlak, na ferratach niewprawiony polski turysta mógłby poczuć się co najmniej nieswojo. Nie jest to oczywiście wspinaczka po skale, ale asekuracja jest w wielu miejscach niezbędna.

Na Małej Mojstrovce (2332 m npm) jemy obiad, Tomek trochę spina że jest już późno i co niby będziemy robić jutro. Kto by tam słuchał jego narzekania, nie robiliśmy wcześniej postojów na posiłek więc bardziej nas interesuje jedzenie niż następny dzień.

Ze szczytu można wejść też na Wielką Mojstrovkę (2366), widzieliśmy nawet parę która próbowała to zrobić – szybko jednak zrezygnowali z powodu kruchego piargu. Tomek twierdził że można go jakoś ominąć (tak, jasne), my jednak woleliśmy nie ryzykować.

Po trzeciej zaczynamy schodzić w dół drugą stroną góry (zrobiliśmy tego dnia pętlę), według przewodnika ma to trwać dwie godziny – Tomek mu nie wierzy i optymistycznie zakłada, że w godzinkę będziemy na przełęczy Vrsic. Niestety, mieliśmy naprawdę dobry, polski przewodnik napisany przez Jacka Płonczyńskiego i to autor miał rację. Największy problem stanowiły bardzo kruche, suche piargi które towarzyszyły nam prawie przez całą drogę w dół – przy wchodzeniu na górę pewnie nie przeszkadzają, ale my (a może tylko ja) cały czas baliśmy się, że pojedziemy.

IMGP0136

Po zejściu Tomek nadal lobbuje za zdobywaniem Jalovca, musielibyśmy jednak tego samego dnia przejść 15 km do schroniska u podnóża tej góry, niestety Kuba ma problemy z nogą a jestem zwyczajnie zmęczona i zdenerwowana piargami, dlatego po krótkiej debacie decydujemy się tym razem odpuścić na rzecz Świętej Góry Słowenii, Trygława.

Po szybkich zakupach w Kranjskiej Gorze czeka nas jeszcze emocjonujący wjazd samochodem pod schronisko Aljazev Dom. Nachylenie terenu sięga tam nawet 25% i biedna Corolka przejmująco wyje, daje sobie jednak radę.

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • karo

    niesamowite widoki, zazdroszczę, ale nie odważyłabym się :( Piękne zdjęcia