Fly4Free kradnie zdjęcia – czy Ciebie to obchodzi?

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

W sierpniu, gdy jeszcze byłam w Paryżu, koleżanka napisała mi wiadomość: twoje niepodpisane zdjęcie z Lizbony jest na Facebooku Fly4Free obok linka do ich strony, szybko zbiera lajki.

Natychmiast mnie zmroziło. Co robić? Jak zareagować? Do kogo się zwrócić? Zdjęcie było opublikowane dosłownie kilka minut wcześniej (tak szybko rozpoznała moją fotografię, dziękuję!) przy poście o tanich lotach do Lizbony, bez podpisu że ja je wykonałam. Pierwszym co zrobiłam było skomentowanie „To jest moje zdjęcie które ukazało się na blogu Duże Podróże, proszę o podpisanie autora”. Drugim: wysłanie raportu do Facebooka o naruszeniu praw autorskich. Trzecim: napisanie do prawniczki „Co robić?!”1

    Mogłam tylko zrobić zrzuty ekranu i patrzeć, jak moja fotografia zbiera polubienia na cudzym profilu.

Potem mogłam już tylko zrobić zrzuty ekranu i patrzeć, jak moja fotografia zbiera polubienia. Portal Fly4Free to najpopularniejsza polska strona do wyszukiwania tanich lotów i mają pół miliona fanów na Facebooku. Zdjęcie i link do ich portalu w kilka godzin uzbierały ponad 400 polubień, co nawet dla nich jest dość dużą liczbą. Trudno oszacować ile osób weszło na ich stronę, ile wyświetleń sobie nabili, ilu klientów zyskali używając mojej pracy.

edit: Zdjęcie zostało ściągnięte z bloga, dokładniej z tego wpisu: „Pierwsze dni w Lizbonie„. Wiem o tym na 100% ponieważ tylko w tym poście pojawiło się tak skadrowane (na fb wrzucałam je w kwadracie oraz w formacie 851 x 315). Było też kiedyś na serwisach na których sprzedaję zdjęcia, ale bez napisu „porno” na tramwaju (heh), który zauważyłam kilka dni po publikacji na blogu.

Gdy już zebrali wystarczającą ilość wejść na stronę, usunęli moją fotografię nie przepraszając w komentarzach, nie odnosząc się w żaden sposób do sytuacji. Napisałam do nich kilka maili w tej sprawie, na żaden nie dostałam odpowiedzi.

fly4free kradnie zdjecia

Od sprawy minęły prawie trzy miesiące i za ten czas usłyszałam dużo „porad” typu „idź do prawnika, zgłoś do sądu”. Były też głosy że nic nie ugram bo nie zabezpieczyłam strony u notariusza (byłam za granicą, nie wiem jak niby miałam to zrobić). Były też „odpuść sobie”. W końcu od Ryfki usłyszałam: „Napisz o tym”.


    Czasem wydaje mi się, że połowa Internetu „kręci się” na kradzionych filmikach, zdjęciach i tekstach.

Jak wspominałam, Fly4Free to największy polski portal z nowinkami dotyczącymi tanich lotów i sposobów na tanie podróże. Jeśli interesują Cię podróże, na pewno odwiedziłeś go choć raz. Ich sposób tworzenia newsów lotniczych polega na łączeniu informacji z wyszukiwarek tanich lotów (typu SkyScanner czy Azuon) i postów ze swojego forum, przyklejaniu do tego „znalezionych w internecie” zdjęć i wrzucaniu tego w ogromnej ilości na stronę, a następnie na Facebooka, skąd mają większość (!) odwiedzin na stronie. Fly4Free rośnie szybko, ma ogromnych reklamodawców i buduje swoją opinię najpopularniejszego serwisu lotniczego w Polsce.

To nie jest jedyna strona która funkcjonuje w ten sposób. Czasem wydaje mi się, że połowa Internetu „kręci się” na kradzionych filmikach, zdjęciach i tekstach. Wielkie profile na Facebooku zbudowały bazę fanów kradnąc filmy z Youtube i zamieszczając je u siebie, za co lajki i wyświetlenia sypią się z każdej strony 2. Kwejk, 9Gag i inne stały się popularne właśnie dzięki takim śmiesznym lub ładnym „obrazkom z internetu” z wyciętym logiem autora. Co najmniej raz w tygodniu słyszę o przypadku kradzieży tekstu z małego, nieznanego bloga i zamieszczeniu go w niezmienionej formie na stronie wielkiego portalu.

    Zastanawiam się czy Ciebie to obchodzi?


Na komentarz „To moje zdjęcie” ktoś odpowiedział mi „Wrzucasz zdjęcia na Facebooka, tam jest w regulaminie że wtedy wszyscy mogą je wykorzystać”. Droga osobo, zdjęcie na Facebooku nie przechodzi do domeny publicznej, chodzi o to że można je udostępnić u siebie używając guziczka „Share”, a nie ukraść i udawać że twoje.

    Większość ludzi uważa, że jeśli cenne są mi zdjęcia, to nie powinnam wrzucać ich do Internetu bo to że je później ukradną to moja wina.

Ktoś inny stwierdził, że powinnam do każdej fotografii dodać swój znak wodny. Hej, widzieliście mojego bloga? Zdjęć jest po 30 na post, dodanie znaku wstecz zajęłoby mi chyba rok. Poza tym, jak to w ogóle wygląda?

Generalna opinia jest taka, że jeśli cenne są Ci zdjęcia, to nie wrzucaj ich do Internetu bo Ci je ukradną i to Twoja wina. Nie prowadź bloga, strony na Facebooku, Instagrama, bo ze wszystkich miejsc mogą je ściągnąć. Nie wrzucaj zdjęć nawet na prywatne konto, enkryptuj dysk, a najlepiej usuń wszystkie fotografie i nigdy już nie trzymaj w rękach aparatu. W ten sposób najlepiej się zabezpieczysz.

Problem jest taki, że to nie moja wina że zamieściłam to zdjęcie i potem Fly4Free je ukradło. To tylko i wyłącznie ich wina i błąd. Fotografie na moim blogu (Facebooku, Instagramie) są zrobione przeze mnie dla moich czytelników, żeby zobaczyli jakieś miejsce i zdecydowali czy chcą tam pojechać. Są po to, by ogrzewać ludzi w listopadowe dni, by poprawić komuś humor, by uciec od codzienności.

    To nie moja wina że zamieściłam to zdjęcie i potem Fly4Free je ukradło. To tylko i wyłącznie ich wina i błąd.

Nie zaprzeczam, są również po to, by budować moją markę w Internecie – ale tylko moją. Nie Fly4Free ani żadnej innej strony/osoby która by chciała je wykorzystać. Fotografuję, piszę, pracuję po to, bym samej odnieść kiedyś z tego korzyści. Nie jestem wielkim portalem, tylko jedną osobą i wiem, że tylko dzięki pracy mogę osiągnąć swoje marzenia. Co mam zrobić jeśli strona tysiące razy większa od mojej korzysta bezprawnie zabiera to na co zapracowałam?

W podobnej sytuacji jest większość autorów na całym świecie. Jeśli coś tworzysz, prędzej czy później ktoś to bezczelnie wykorzysta.

I nie, to nie jest tak że powinnam być dumna że wybrali moje zdjęcie bo oni „mają zawsze takie ładne zdjęcia” – taka opinia również się pojawiła. To, że ktoś wziął sobie moją własność i najprawdopodobniej ma z tego korzyść majątkową nie jest powodem do dumy. Zwłaszcza, że zdjęcie nie było podpisane, nie było linka do mojej strony ani nawet wzmianki o tym że to nie oni je zrobili. Nie miałam z tego absolutnie żadnej korzyści, tylko nerwy.


Co możesz zrobić?

Pewnie jesteś przyzwyczajony do tego, że Internet tak wygląda i wydaje Ci się, że nie da się z tym nic zrobić. A nieprawda. Bo Ty, „zwykły” użytkownik Internetu i konsument treści tam zamieszczonych jesteś w stanie go zmienić. Jak?

Przede wszystkim, zwróć na to uwagę. Zauważ, że portal lub blog który uwielbiasz przeglądać nigdy nie podpisuje autorów. „Źródło: Internet”? To nie jest prawidłowe podanie źródła, a autorzy posta to złodzieje. Nie wchodząc na takie strony i nie polecając ich znajomym dajesz wyraźny sygnał ich twórcom: nie podoba mi się to co robicie.

Szukaj alternatywy. Internet jest wielki i tak, istnieją też strony szanujące autorów, na przykład:
Reddit – autorzy wątków często starają się podać autora, a jeśli nie to ktoś to zrobi w komentarzu.
ThisIsCollossal
Bored Panda

Wspieraj autorów! Wrzuć to śliczne zdjęcie w wyszukiwanie obrazkowe Google, prawie na pewno odnajdziesz autora. Daj mu lajka na Facebooku, obserwuj na Tumblerze czy Instagramie, kup ich koszulkę lub album. To drobne kroki niewymagające od Ciebie wiele, a nawet sobie nie wyobrażasz jak ogromne mają znaczenie dla twórców.

    Wspierając twórców jesteś osobą która pomaga i daje coś innym, a nie złodziejem – zgadnij kogo będą bardziej szanować.

Jesteś kuratorem treści w Internecie? Zawsze podawaj autorów zdjęć/rysunków/filmów/obrazków i zrób wszystko by ich znaleźć. Jeśli Ci się nie uda, zrezygnuj z ich zamieszczania. To radykalne rozwiązanie, ale to Ty masz realny wpływ zarówno na to jak aktualnie wygląda Internet, i jak będzie wyglądać w przyszłości. Wspierając twórców jesteś osobą która pomaga i daje coś innym, a nie złodziejem – zgadnij kogo będą bardziej szanować.

Nie udawaj, że problem nie istnieje i Cię nie obchodzi. Daj znać autorom że ich treści są nielegalnie używane, skomentuj pod kradzionym materiałem, sprzeciw się. W końcu spraw, by Twoi znajomi dowiedzieli się o istnieniu takiego zjawiska. Wspomnij im że portal z którego korzystają to zbiór kradzionych treści – założę się, że oni nawet o tym nie pomyśleli.

    Jak czułbyś się we własnym domu gdyś wiedział, że wszystko co w nim masz zabrałeś komuś, kto na to uczciwie zapracował? A jak się czujesz w takim Internecie?

 

  1. Ok, generalnie zapomniałam wspomnieć że drugą czynnością było uzupełnienie formularza DMCA Facebooka. Niestety, rozpatrzenie go zajęło im prawie cały dzień i do tego czasu fff usunęło już moje zdjęcie
  2. Jeśli nie wiesz o co chodzi, polecam ten (śliczny) filmik Kurzgesagt

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Czytelniczka

    Ogólnie zgadzam się z tym, że nie wolno wykorzystywac pracy innych ludzi, bo jest to zwykła kradzież. Z drugiej jednak strony:
    – naniesienie znaków wodnych to 2sek…nieważne ile zdjęć się wrzuca. Są do tego specjalne programy
    – śledze mniej lub bardziej uważnie fly4free (jak i Twojego bloga) i dla mnie oczywistym było zawsze, że wrzucają nie swoje zdjęcia bo nie zajmują się fotografią a wyszukiwaniem promocji. Dziwi mnie, że skoro jesteś tak mocno oburzona faktem, że wykorzysstali Twoje zdjęcia, że nie reagowałaś wczesniej kiedy używali zdjęć tysięcy innych fotografów. Mi osobiście po prostu ten fakt nie przeszkadzał – jakby zainteresowało mnie któreś zdjęcie to bym go wyszukała w Internecie i znalazła jego autora. Zgadzam się jednak, że mogliby od razu podpisywać czyich zdjęć używają, choć nie wiem jak wiele osób jest na tyle zainteresowany samym zdjęciem a nie reklamowaną ofertą, że klika na nie by rzeczywiście przeczytać jego opis…

    • Hej, dzięki za komentarz.
      1. Masz rację, ale czy Tobie jako czytelniczce byłoby przyjemnie czytać np. taki post http://duze-podroze.pl/palac-fronteira/ gdyby każde zdjęcie miało znak wodny? Blog ma być przyjemny dla czytelników pod względem wizualnym…

      2. Od kilku lat nie korzystam ze strony Fly4Free i nie wiedziałam do końca że mają takie praktyki. Kiedy byli jeszcze niewielką stroną kilka razy pisałam w komentarzach u nich kto jest autorem zdjęć, bez reakcji, a zdjęć przecież mają mnóstwo, setki dziennie. Chciałam ten temat poruszyć już wcześniej na blogu, ale szczerze Ci powiem – bałam się, że ktoś powie że to nie moja sprawa. Teraz dotyka mnie osobiście więc jest moją sprawą.

      Myślę, że całkiem dużo osób jest zainteresowanych samymi zdjęciami – wyobrażasz sobie jak byłoby fajnie gdyby każde zdjęcie na ich FB było podpisane? Promocja dla podróżników + wszyscy by ich kochali. Myślę, że na tym można tylko zyskać.

    • Ania

      Znak wodny można też w 2 sekundy usunąć. :) A znak wodny w rogu może być po prostu obcięty… również w 2 sekundy.

  • Współczuję. Dobrze, że opisałaś to zjawisko, bo mam wrażenie, że się bardzo rozprzestrzeniło. Ostatnio moje zdjęcie, z mojej strony fotograficznej, ukradł… The Independent! Skomentowałam artykuł, w którym je wykorzystali, napisałam do nich maila, tweetowałam, także do autorki artykułu. Bez odzewu. Chyba też muszę o tym napisać. Pozdrawiam serdecznie z Barcelony!

  • Dlatego też wszystkie nasze zdjęcia oznaczamy znakiem wodnym… ładne, czy gorsze, zawsze to jakieś oznaczenie, podpis autora. Ale i na to są sposoby, przecież nie zasłoni się całego zdjęcia, a odciąć kawałek to nie problem… Smutne to :(

  • Mateusz Kiełbowicz

    Nie powinno się z tym walczyć bo to jest jak walka z wiatrakami, miejsca w internecie jest sporo. Sam spotkałem się z podobną sytuacją kiedy to ktoś kradł moje zdjęcia i jakoś nie zwracałem na to uwagi. Publikując je w internecie musisz się z tym liczyć, a ja jestem człowiekiem który tego czasu ma bardzo mało i nie zamierzam włóczyć się po sądach tylko żeby udowodnić swoją rację, która i tak jest trafna.

    • I taką postawą daje się ciche przyzwolenie na praktyki kradzieży własności intelektualnej.

  • Artur

    Widziałem u nich to zdjęcie i bardzo mi się podobało. Dobrze że o tym napisałaś, bo teraz wiem, że to Twoje i będę tu zaglądał. :) A złodziejstwo trzeba tępić zawsze! Zdjęcia pożyczone z innych stron powinny mieć co najmniej link do strony audytora, żeby była to chociaż dwustronna promocja.

  • Ola super! Gratuluję odwagi i jutro z rana udostępniam tekst. Byłam chyba ślepa, bo ja tego nie zauważyłam nigdy wcześniej na Fly4free, a dzisiaj widzę, że dużo osób pisze, że ma ten sam problem! Tak trzymać! Zmienisz to!!!

    A i zgadzam się, że znaki wodne nie do końca są mile widziane. Jednak w poważnych mediach uważa się ich używanie za nieprofesjonalne.

  • Bardzo brzydko ze strony FFF tym bardziej, że oni raczej wiedzą jak Internet działa. Z tym trzeba walczyć i trzeba nagłaśniać każdy taki występek. Sam kiedyś stanąłem na głowie, aby pomóc podróżnikom piszących o Gruzji, gdy walczyli o swoje z Wydawnictwem Pascal, które broniło Pani Pakosińskiej oskarżonej przez autorów o plagiat. Dawniej obcinano ręce za kradzież, a dziś?
    Po sprawie z Pakosińską obiecałem sobie nie kupować książki tego wydawnictwa przez trzy lata i tak samo na stronę Flyforfree.pl można nie wchodzić przez trzy lata. Jest wiele podobnych stron, które wyszukują promocje lotnicze. Jest wiele wydawnictw podróżniczych, które wydają książki.
    Internauci też mogą, społecznym biczem, ukarać internetowych podkradaczy.

  • Widziałam to zdjęcie u nich ale w życiu bym nie podejrzewała, że jest bezczelnie „pożyczone”

  • Nemo

    Temat ważny, mnie też to mierzi. Fly4free już od dawna praktykuje tego typu nieuczciwe działania. http://www.fly4free.pl/tansze-bilety-wizz-air/, to samo zdjęcie tutaj – http://www.airplane-pictures.net/photo/577461/ha-lyq-wizz-air-airbus-a320/. Albo https://500px.com/photo/58481926/railay-beach-by-anek-s https://www.facebook.com/fly4free/photos/pcb.10153770896172718/10153770891132718/?type=3&theater. Jest tego baardzo dużo.
    Może ktoś wrzuci ten temat na wykop.pl?

  • Ewelina Malina

    Ty już swoje napisałaś, a ja napiszę: to jest bezczelność ludzka!!!!! Bardzo dobrze, że o tym mówisz! Poza tym karma wraca, zatem …;)

  • Miałem z nimi ten sam problem…

  • Nemo
  • Joanna Ryfka

    Cieszę się, że o tym napisałaś. Mam nadzieję, że w końcu będą się musieli odnieść do tej sprawy. Już udostępniłam na swoim Fejsie. Takie akcje trzeba nagłaśniać.

  • Z chęcią będę śledził tą sytuację. Sam jestem fotografem i staram się pilnować „swojego interesu”, jak również ostatnio prowadziłem warszaty w zakresie prawa autorskiego.

    Rezygnujesz, droga autorko – z ważnego narzędzia w Twoim arsenale (czyli właśnie z podpisów). Rozumiem kwestie wizualne o których wspomniałaś w innym komentarzu, jednak dodanie małego, ledwozauważalnego watermarka na 30% przezroczystosci daje Ci jeszcze jeden argument prawny w przypadku jego wycięcia – a nazywa się to ingerencją w samoistną integralność utworu.

    F4F łamie prawo już na wstępie, bo regulamin Facebooka mówi o tym, że by wrzucić zdjęcie do albumu, osoba wrzucająca lub firma musi posiadać stosowne prawa autorskie lub licencję (http://czaplicka.eu/zrodlo-pinterest/) – tu punkt dla Ciebie do dyskusji z Nimi (rób screeny i idz do prawnika, bo zapewne tylko to na nich podziała).

    Nawet gdyby dodali podpis, kto konkretnie jest autorem – nadal łamią prawo, bo prawo cytatu tutaj nie obowiązuje (a obowiązuje w jasno okreslonych przypadkach).
    W skrócie – bez Twojej zgody nie mogą nic. A skoro im jej nie dałaś, to przysługuje Ci trzykrotność wynagrodzenia jakie wzięłabyś za to zdjęcie. A wynagrodzenie ustalasz Ty jako autorka (http://prawatworcow.pl/roznosci/naruszenie-praw-autorskich/).

    Pozdrawiam!

  • Wspieram Cię całym sercem. Choć sama tak bardzo dotkliwie nie odczułam skutków plagiatu to jednak dostało mi się za tą niewiedzę społeczeństwa w tym temacie. Kiedy napisałam o tym w swoim rękodzielniczym środowisku to zostałam wręcz zjechana z ziemią, bo „prawa autorskie są uznaniowe”, „to co wrzucone do Sieci staje się własnością wszystkich”, „trzeba było nic nie publikować to by nie ukradli”. Czyli podobnie jak u Ciebie. Dopiero jak zrobiłam drugi wpis, już przy pomocy prawnika Wojciecha Wawrzaka to sprawa się wyklarowała, bo wiele osób wtedy przejrzało na oczy, że jednak nie można bezkarnie „pożyczać” sobie cudzej twórczości.

    Od siebie dodam, że jest kilka metod walki z plagiatem, które zebrałam u siebie na blogu. Może komuś się przyda – http://qrkoko.pl/co-zrobic-z-plagiatem/

  • ceg

    Nie tylko utożsamiam się z twoim stanowiskiem,ale też nie rozumiem dlaczego sprawa ta nie jest w sądzie-gdyby na mnie padło to by była.

  • Nemo

    A tak o sprawie wypowiada się właściciel f4f (screen z ich zamkniętego forum). Pozostawiam bez komentarza.

  • Fly4fry to stary i wyrafinowany złodziej zdjęć. Kiedyś znalazłem u nich cudze zdjęcie bez podpisanego autora. Zapytałem w komentarzu czy mają pozwolenie na publikację i wywalili ten komentarz oraz zablokowali możliwość dalszego komentowania :)

  • Fantastycznie, że o tym napisałaś! Podejrzewam, że nie tylko Twoje zdjęcia kradnie Fly4Free i ciekawa jestem, co zrobili albo zrobiliby inni poszkodowani.

  • Szczerze mówiąc myślałem, że ktoś tak duży jak F4F zawsze kupuje zdjęcia na stokach a nie kradnie…

  • Cześć, spróbuj zainstalować wtyczkę do WordPressa, która automatycznie nakłada znak wodny na zdjęcia w galerii. Zawsze to jakieś zabezpieczenie przez bezczelnym kopiowaniem zdjęć.
    Pozdrawiam

  • Absolutnie nie mam zamiaru podawać nikogo do sądu i angażować w to prawników, mi również szkoda czasu :) Chciałam tylko zwrócić uwagę, że zdjęcia zawsze mają autorów którzy wiele lat uczyli się fotografii i pracują w zawodzie. Gdy projektujesz dom, nie chcesz żeby ktoś bez zapłaty wziął Twoje szkice, wykorzystał do budowy i powiedział „ciesz się, że się na coś przydało”. Wiem że w powszechnej opinii zdjęcie nie wymaga tak dużo roboty ale gdybyś zaczął się zajmować fotografią to szybko zmieniłbyś zdanie. I tak, sprzedaję swoje zdjęcia, ktoś to jednak kupuje.

    Natomiast jeśli fotka nie jest wyjątkowa to równie dobrze mogli wziąć sobie jakąś z publicznej domeny. Wybrali jednak moją ;)

  • Pasasal Nowakia

    Świetna reklama dla F4F

    • dokladnie swietna reklama dla nich…. jak sami orzekli nieważne jak wazne zeby mowili

  • Paula

    odlubiam Fly4Free..

  • ania

    „nie zabezpieczyłam strony u notariusza” Co to znaczy? Jak się to „zabezpiecza” i po co?

    • ojć, chodziło mi o zabezpieczenie dowodu, tzn zdjęcia na FB. Podobno sam screenshot nie wystarczy w sądzie i trzeba iść do notariusza żeby oficjalnie udowodnić że wzięli moje zdjęcie, natomiast nie wiem jak można to zrobić zza granicy albo jeśli zdjęcie jest na facebooku i w każdej chwili może zostać usunięte…

  • Hej!
    Zostałem postawiony ostatnio przed podobnym problemem. Bez mojej wiedzy zdjęcie zostało skopiowane, przerobione, wstawione w ogóle gdzie indziej i wykorzystane w celach komercyjnych na potrzeby portalu informacyjnego ( http://newsowi.pl/aktualnosci/823-cierpieli-wszyscy-ale-nie-przez-ak-tylko-przez-chory-umysl-hitlera ) i na facebooku do kampanii reklamowej. Gdy usłyszałem, że Pani Redaktor naczelna i właścicielka wydawnictwa komentuje wydarzenia w Polskim Radiu to postanowiłem, że tak tego nie zostawię!

    W skrócie: Masz prawo wezwać właścicieli strony do zaprzestania naruszeń praw autorskich i zapłaty odszkodowania, a nawet więcej (naruszenia praw osobistych, ingerencji w utwór). Według samych stawek ZPAF może okazać się to bardzo duża kwota. Notariusz też nie jest złotym środkiem – mało który chce się w ogóle tego podjąć, a i to można łatwo podważyć. Najtańszym i najpewniejszym w postępowaniu sądowym są świadkowie, którzy wiedzieli co widzą. Jednak jest też pełno innych sposobów. Koszt prawnika do wszczęcia takiej sprawy nie jest mały, ale też nie zabójczy. Jeśli potrzebujesz więcej pomocy to z przyjemnością napiszę więcej :)

    Pozdrawiam
    http://www.PawelWolochowicz.pl

  • Bogna Storma

    Widziałam, że ludzie wrzucają Twój artykuł w komentarzach. Niestety Fly4Free skrzętnie je usuwa, też próbowałam… Wstyd.

  • To nie jest robienie z ‚igły widły’, wręcz przeciwnie. Rozumiem, że można przymknąć oko, gdyby ktoś użył zdjęcia na małym prywatnym blogu, jednak jest to zupełnie inna sprawa, gdy zdjęcie kradnie duża firma, z dużym obrotem, zatrudniająca wielu ludzi i robi to konkretnie w celu komercyjnym. Najgorsze jest właśnie to, że portal nawet danych osobowych ani odnośnika skąd zdjęcie zostało pobrane. W internecie jest bardzo dużo możliwości na pobranie dobrego zdjęcia na wygodnej licencji, które można wykorzystać do celów komercyjnych również bez podania źródła, jednak wymaga to odrobinę większego nakładu pracy niż kradzież obrazu z popularnego bloga. Aleksandra włożyła w tą stronę bardzo dużo pracy i należy się jej przede wszystkim szacunek. Osobiście, gdybym był w jej sytuacji (a nie jestem) to poświęciłbym bardzo dużo prywatnego czasu i zaangażował w to prawników, bo z takim tanim cwaniactwem jakim wykazało się F4F trzeba po prostu walczyć. Nie wiem czym się zajmujesz, Robercie, ale wyobraźmy sobie, że tworzysz muzykę. Pracujesz na pełen etat albo się uczysz, nie ważne, Twój czas wolny jest ograniczony, jednak postanawiasz go poświęcać na tworzenie muzyki. Jeżeli już się tworzy to po to, żeby to ktoś później zobaczył, przeczytał albo posłuchał, więc udostępniasz Twój utwór, nad którym spędziłeś wiele godzin w internecie. Po jakimś czasie dowiadujesz się, że soundcloud.com użył Twojego utworu w swojej reklamie w żaden sposób nawet nie oznaczając kto jest autorem. Raczej nie powiedziałbyś, że hej! przecież jest wiele podobnych utworów, więc nie ma problemu. To byłoby nie w porządku, tak samo jak nie w porządku jest to co zrobiło F4F, a bagatelizując sprawę tylko sami się pogrążają. Trzeba mieć jaja i potrafić się przyznać do błędu.

  • Pisałam już u Ryfki napiszę raz jeszcze.
    Bardzo dobrze, że o tym mówisz, bo wielu autorów nie ma pojęcia, co w takiej sytuacji zrobić.
    Mi zdjęcie ukradła kiedyś gazeta. Co więcej, podpisali je nazwiskiem jakiegoś mężczyzny (!). Zobaczyłam to dopiero, gdy gazeta trafiła w moje ręce. Gazeta, która ukazuje się w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy – tu już nie można mieć wątpliwości, czy redakcja czerpała z tego korzyści materialne.
    Najpierw stosowali metodę na „nie odpiszemy jej, pewnie da spokój”. Gdy znalazłam na to paragraf, łaskawie przeprosili. To było już jakiś czas temu, w tej chwili nie bałabym się już drogi sądowej.
    Z całego serca Cię wspieram, nie poddawaj się za szybko. Ważne, żeby ludzie o tym usłyszeli ;)

  • Paweł Nowacki
  • Uk

    Są różne wtyczki generujące znak wodny automatycznie np. w WordPressie.

  • fotokulinarnie

    Świetnie, że o tym napisałaś! Wspieram całym sercem i dziękuję.

  • Ostatnio zastanawiałem się skąd biorą zdjęcia do swoich newsów. Wszystko jasne. Złodziejstwa nie odpuszczać. Nigdy!

  • będę o tym pamiętał i uświadamiał znajomych. Walcz o swoje. Pozwij złodziei najlepiej

  • Najbardziej boli mnie w tym wydarzeniu fakt, że poszli w zaparte – nazbierali lajki, zdjęcie usunęli, kontaktu zero. A wystarczyło posypać głowę popiołem i przeprosić, chociażby mailowo. Chociaż wciąż nie rozumiem, dlaczego tak trudno wstawić dodatkowy odnośnik do autora zdjęć – niewiele wysiłku to kosztuje, a obie strony byłyby zadowolone, a niewykluczone, że mogłaby to być udana współpraca długodystansowa.

  • Mariusz

    Ja już od dawna podpisuje swoje zdjęcia.

  • Nienawidzę takich sytuacji. Wystarczyło dodać od początku autora i każdy byłby zadowolony. Miałyśmy z Angeliką kiedyś podobną sytuację i to jest strasznie krzywdzące. Wtedy dopiero zaczynałyśmy swoją przygodę z blogowaniem i kompletnie nie wiedziałyśmy jak się do tego ustosunkować. Straszne.

    Bardzo dobrze, że o tym napisałaś!

  • Niestety też spotkałam się z kopiowaniem moich zdjęć – póki co nie przez „duże” serwisy, ale np. ktos brał zdjęcie i wrzucał do konkursu jako swoje. Większość zdjęć oznaczam logotypem, ale niektórzy po prostu sobie go wycinają i już! Sprawa załatwiona! Tyle że ludzie nie zdają sobie sprawy, że to przestępstwo. Ja upominam raz. Jak nie działa, zgłaszam do prawniczki, ona wystosowuje oficjalne pismo. Na tym etapie wszystkie sprawy się dotąd kończyły. Czy kiedyś będę zmuszona podjąć kroki prawne?

  • Jest taki program gdzie hurtowo możesz dodać znak wodny. Poszukaj na blogu „Jest Rudo”

  • Czyli jak ktoś wejdzie do Twojego domu i weźmie coś, czego i tak pewnie byś nie sprzedał to też jest to ok?

  • @piafka:disqus kilka osób mi już powiedziało że wcale nie trzeba notariusza w tej sprawie więc jeśli Ci się jeszcze zdarzy taka sytuacja to szukaj prawnika i kombinuj, wydaje mi się że nawet tą starą sprawę byś wygrała screenshotami… Masakra słyszeć że wykorzystują czyjeś zdjęcia w sprzedaży, bezgraniczna bezczelność…

    • O dzięki! Screenshoty jeszcze mam, na szczęście wycofali ze sprzedaży. Mam fioła na punkcie praw autorskich, znajomi na studiach (takie związane z grafiką) mieli dość mojego przewrażliwienia, a ja nie mogłam wyjść z głębokiego szoku, że prowadzący nic sobie nie robią z prawa i zachęcają studentów do kopiuj – wklej :/ Dobrze, że w necie coraz częściej temat jest poruszany, może za parę lat świadomość wzrośnie.

  • dobry post!

  • hm, nawet nie sądziłam, że tak wygląda umieszczanie wpisów na tym portalu, choć spodziewałam się, że zdjęcia biorą po prostu z Google. mi nie byłoby miło, gdyby ktoś wziął moje zdjęcie i zamieścił je bez podpisu. ale fakt faktem, że walka o zachowywanie praw autorskich w każdym możliwym przypadku w Internecie to jak walka z wiatrakami – w ogromnie zamieszczanych tutaj materiałów chyba nie da się sprawić, aby wszystko było poprawnie. fajnie jednak, że walczysz! co Twoje, to Twoje i według mnie ten serwis powinien się wstydzić i w jakikolwiek sposób Ci to zrekompensować. a nawet niech i będzie ta koszulka czy voucher.

    • Chrisicksix

      a zdjęcia w google skad sie niby biorą ? Google to wyszukiwarka która indeksuje zdjęcia z różnych stron. To że zdjęcie jest w google nie znaczy że jest darmowe !!!!!

  • Chrisicksix

    Sprawę możesz podać do sądu. Nie potrzebne jest potwierdzenie notariusza. Wystarczy twój screen który zrobiłaś (potwierdzone u prawnika)
    Jeśli chce ci sie jeździć po sądach to sprawa jest praktycznie wygrana i nie male odszkodowanie za to możesz dostać. Zwykle jest to trzykrotność wynagrodzenia za legalną publikacje takiego zdjęcia (są opisane jakies tam stawki)

  • Dobrze że o tym napisałaś, jest mnóstwo ludzi, którym nie jest wszystko jedno. Wydaje im się, że nie ważne czy piszą o nich źle czy dobrze, ale jest też prosta reguła, że jeden zadowolony klient przyprowadza 3 nowych, a jeden niezadowolony odstrasza 10 od skorzystania z usług danej firmy. Będę ich omijał!

  • aleksanderbe

    W F4F widać to standard, kolejny case: https://www.facebook.com/przeloty/posts/10154110583792603

  • Kalina87

    Podobnie wyglądała rekrutacja na redaktora – w ramach zadania miałam zaproponować 10 pomysłów na teksty, a potem mogłam patrzeć w następnym tygodniu, jak zespół redakcyjny te pomysły (na pewno innych osób też) sobie przerabia i idzie na skróty w pracy dziennikarskiej… Teoretycznie sprawa jest czysta, ale niesmak pozostaje.

  • Ja gdy rozpoznaję zdjęcia to zawsze reaguję – informuję o tym autora tych zdjęć.

    Nie cierpię takich zagrywek do jakich posunęło się Fly4Free. Widać działają według idei steal4free.

  • No niestety to jest problem, że nie tylko duże firmy, ale również normalni ludzie mają ekhm… specyficzne podejście do zdjęć i myślą, że można sobie brać, wklejać, postować gdzie się chce, a potem się dziwią, że fotograf rości sobie jakieś prawa do tego. Czasem sprawdzam swoje zdjęcia i proszę ludzi o zdejmowanie ich ze swoich stron, ale też się nasłuchałam że oni są przecież mogłabym się podzielić, a tak w ogóle to zdjęcia brzydkie :D Cóż zrobić! Tak czy inaczej, polecam czasem guglować swoje foty :D

  • Takie rzeczy się niestety zdarzają. Dobrze, że o tym napisałaś. Jest mnóstwo stron oferujących piękne zdjęcia za darmo na konkretnych licencjach.

    Ja korzystam m. in. . z wyszukiwarki foter.com, która daje możliwość wyboru licencji. W przypadku użycia danego zdjęcia na swoim blogu czy stronie internetowej stosuję się do konkretnej licencji.

  • Lidka

    Redakcja Fly4Free po prostu nie umie się zachować. Wątpię, by działali na zasadzie „Uuu, to teraz ukradniemy zdjęcie z internetu”, bo w sieci można znaleźć i darmowe zdjęcia, które nie naruszają niczyich praw autorskich. Oni po prostu o tym nie myślą, co bardzo słabo świadczy o poziomie profesjonalizu dziennikarzy. Ja ich nie śledzę od chwili, gdy opublikowali zdjęcie z bardzo seksistowskim podpisem (baaardzo luźno związane z podróżami) i nie reagowali na głosy oburzenia i sprzeciwu. Ba! Pod zdjęciem wywiązała się żywa dyskusja o tym co jest ok, a co nie, w której w pewnym momencie zaczęły pojawiać się wulgarne i obraźliwe komentarze, a administrator portalu kompletnie nic z tym nie robił. Wspieranie kultury gwałtu i łamanie praw autorskich to niby dwie zupełnie różne działki, ale w przypadku F4F u ich podstaw leży dokładnie ta sama postawa – brak choćby minimalnej krytycznej refleksji na temat własnego postępowania i bezczelność (u mnie też zero oddzewu, a wystosowałam maila). Noo, może jeszcze krótkowzroczność i głupota, bo kto mądry sam by sobie szargał reputację?