5 pułapek turystycznych na Teneryfie… i ich fajne alternatywy!

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

Mam niezły problem z Teneryfą, ponieważ z jednej strony jest to absolutnie przepiękne miejsce w którym spędziłam jeden z najbardziej relaksujących miesięcy 2016, ale z drugiej na wyspie jest ogromna ilość turystów i co za tym idzie: pułapek turystycznych. Miejsc, które zostały zbudowane tylko po to, by uprzyjemnić czas znudzonym Brytyjczykom i Niemcom.

Oni właśnie gdy poleżą już wystarczająco długo przy hotelowym basenie, zaczynają szukać jakiejś rozrywki. Większość kieruje się do kasyn i klubów nocnych, ale rodzinom z dziećmi to nie wypada, dlatego dla nich powstało kilka bardzo specyficznych miejsc, w których można wydać pieniądze.

Jedne są kiczowate, drugie żyją z kłamst, inne… cóż, działają nie do końca legalnie. Oto one – oraz moje konkretne propozycje fajnych miejsc na Teneryfie.

Szukaj najlepszych noclegów na TENERYFIE!


Loro Parque

Ok, na początek coś strasznego. Jeśli byliście w Loro Parque, to lepiej nie czytać dalej.

Loro Parque to zoo w którym odbywają się pokazy tresowanych delfinów, orek czy fok. Jak na zoo jest ono dość małe, za to bardzo dopieszczone, wygląda nawet trochę jak Disneyland. Na całej wyspie zobaczycie plakaty reklamujące to miejsce, będą Wam wszędzie próbowali sprzedać wycieczkę do parku.

W 2009 roku zwierzę trzymane w Loro Parque zabiło trenera, park twiedzi że był to wypadek, ale lekarze potwierdzili, że był to atak orki. Orki i delfiny przetrzymywane w parku są zestresowane, atakują siebie nawzajem oraz swoich opiekunów, co potwierdzają różne organizacje pozarządowe 1. Jedno zwierzę występuje tam nawet nielegalnie 2. Bardzo dużo o życiu i wyzysku tych ssaków w Loro Parque możecie się dowiedzieć z filmu dokumentalnego „Blackfish„.

Sam park twierdzi, że zajmują się za to ochroną rzadkich ptaków itd – i zapewne jest to prawda. Papużki tam mają bardzo małe klatki ale zakładam, że cierpią one po to, by inne zwierzęta mogły żyć. Natomiast nie zrozumiem nigdy powodu organizowania pokazów delfinów i orek: w niewoli te ssaki żyją dużo krócej (mimo tego, co będą Wam uparcie powtarzać w Loro Parque) i są wyzyskiwane. Pewno wiele osób będzie Wam polecać to miejsce, ale absolutnie nie wspierajcie tego biznesu.

Zamiast tego: nurkowanie z delfinami lub oglądanie wielorybów

Dosłownie w każdym mieście na Teneryfie znajdziecie szkółki nurkowania i warto skorzystać z takiej opcji, bo wody Kanarów obfitują w egzotyczne ryby. Jest to idealny sposób, by poznać zwierzęta bliżej bez potrzeby trzymania ich w klatkach, a dodatkowo bardzo ciekawe zajęcie. Ceny zależą od szkółki, warto się wybrać do mniejszej miejscowości, bo będzie tam taniej.

Na Teneryfie są również dostępne rejsy które pozwalają na oglądanie delfinów i wielorybów w ich naturalnych środowisku. WIELORYBY, wyobrażacie sobie?! Taki trzygodzinny rejs kosztuje 35 euro – dokładnie tyle samo, co wejście do Loro Parque. Na tej stronie możecie wykupić rejs, z którego 30% ceny idzie na ochronę morskich ssaków.


Piramidy Güímar

To są kamienne tarasy z XIX wykorzystywane przez rolników. Po prostu zamiast sadzić na stromych stokach, zbudowali sobie takie plantacje. Do tego wniosku doszły liczne ekipy archeologiczne, które badały to miejsce.

Jednak właściciele tej atrakcji twierdzą, że są to oryginalne tajemnicze piramidy pozostawione przez Guanczów (ludzi zamieszkujących kiedyś Wyspy Kanaryjskie), nie wiadomo do czego mają służyć, ale podobno w trakcie przesilenia słonecznego słońce się jakoś gdzieś ustawia, więc to jest horoskop…! Poza tym na pewno korzystali z niego masonowie, bo piramidy są pełne ich symboli…! Ogólnie jest to jedno wielkie oszustwo wymyślone przez pana Thora Heyerdahl i jego kolegę biznesmena. To „muzeum” nigdzie nie przyznaje się, że to „piramidy” współczesne i mające bardzo prozaiczne zastosowania.

Wykorzystywanie kultury Guanczów jest też, moim zdaniem, bardzo niemoralne. Guanczowie byli ludem zamieszkującym Wyspy Kanaryjskie, ale ich historia została prawie kompletnie wymazana przez Hiszpanów po podbiciu wysp. Guanczowie byli wtedy w epoce kamienia i bez możliwości walki z bardziej rozwiniętą cywilizacją. Większość pozostałości po tym tajemniczym ludzie została więc doszczętnie zniszczona, a oni sami byli wykorzystywani jako niewolnicy i często umierali podczas prac na plantacjach lub z powodów chorób zakaźnych, na jakie nie byli uodpornieni. Fakt, że teraz ich kulturą próbuje się sprzedawać pamiątki z Teneryfy jest co najmniej przykry.

Zamiast tego: muzeum archeologiczne

Jeśli naprawdę Was interesuje historia Guanczów, to najlepiej wybrać się po prostu do muzeum. Są trzy opcje:

  • Museo Arqueológico, Puerto de la Cruz – najważniejsze muzeum archeologiczne Kanarów, spora kolekcja ceramiki i narzędzi
  • Museo de la Naturaleza y el Hombre, Santa Cruz de Tenerife – jest tam kilka mumii Guanczów, są ich wyroby gliniane, narzędzia itd.
  • Museo de Historia de Tenerife, San Cristóbal de La Laguna – niewielkie muzeum o historii współczesnej Teneryfy, ale są również wzmianki o Guanczach

Drago Milenario w Icod de los Vinos

Ogromna odmiana Dracaena draco, wielkie drzewo które jest symbolem Teneryfy, podobno ma już trzy tysiące lat!

Albo i nie. Generalnie nikt nie jest w stanie sprawdzić ile Drago Milenario ma lat bo te drzewa nie mają słojów i trudno ocenić ich wiek. Szacuje się jednak, że drago ma koło 500-600 lat. Nie jest to też jedno drzewo, to bardziej zbiór roślin tworzących organizm który sam w sobie jest całkiem spory (20 metrów średnicy).

Absolutnie nie mam nic przeciwko zwiedzaniu drzew, zwłaszcza wielkich, ale moim zdaniem nie warto tam jechać specjalnie, zwłaszcza jeśli mieszkacie na południu wyspy. Jeśli jesteście w okolicach to ok, czemu nie, poza tym dookoła słynnego drzewa jest park z różnymi gatunkami roślin. Wstęp kosztuje 5 euro.

Zamiast tego: Ogród Botaniczny Puerto de La Cruz (El Jardín Botánico y de Aclimatación de La Orotava)

Najciekawszy ogród na wyspie, zawierający tysiące roślin subtropikalnych. Założony w XVIII wieku przez króla Hiszpanii Karola III. Gdy Hiszpanie dotarli do Nowego Świata, znaleźli tam gatunki roślin nigdy nie widzianych, nie znanych w Europie. Karol III chciał sprowadzić je do swojego pałacu w Madrycie, ale z powodu różnic klimatów sadzonki musiały się wcześniej zaklimatyzować w warunkach bliższych europejskim. Idealnym do tego miejscem okazała się Teneryfa, gdzie w Puerto de La Cruz założono ogród botaniczny.

Dziś to jedno z najpiękniejszych miejsc Teneryfy: ogromny zielony park dający schronienie przed skwarem, pachnący tysiącem kwiatów, z fascynującymi roślinami których nie ma nigdzie indziej w Europie. W ogrodzie botanicznym również rośnie Dracaena draco, która jest nawet większa, niż w Icod. Wstęp do parku (gdzie spokojnie można spędzić pół dnia) kosztuje 3 euro.

Inne polecane miejsce: Park Narodowy Teide

Teneryfa jest na wulkanie – czemu by nie pojechać właśnie tam? Można wejść na szczyt wulkanu Teide (to najwyższa góra Hiszpanii!), chodzić po starej kalderze, gdzie żyje mnóstwo endemicznych roślin i zwierząt, podziwiać Drogę Mleczną w nocy… Opcji jest mnóstwo i wszystkie mega ciekawe. O Teide pisałam tutaj:


Siam Park

Siam jest wielkim parkiem wodnym/parkiem rozrywki przy Costa Adeje. Wszystko jest pokryte motywami tajskimi, budynki są stylizowane na Tajlandię, jest nawet „targ na wodzie” (tutaj poczytacie o prawdziwym targu). Dostali zgodę od władz Tajlandii na tego typu zdobienia, i dobrze. Siam Park należy do Loro Parque.

Nie chcę i nie będę tutaj krytykować Siam bo lubicie takie miejsca – rozumiem! Czemu by jednak nie spróbować czegoś równie fajnego i ekscytującego:

Zamiast tego: windsurfing w El Medano

Miejscowość El Medano na południu jest jednym z najlepszych miejsc do uprawiania windsurfingu na Kanarach. Są tam bardzo często organizowane zawody, ale w mieście jest też całkiem sporo szkółek surferskich, gdzie możecie popróbować swoich możliwości – bardzo polecam, bo to świetna zabawa! Wymaga całkiem sporo sprawności fizycznej, ale daje też mnóstwo satysfakcji.

Poza tym samo Medano jest śliczne, tanie i bardzo „rozluźnione”, uwielbiałam tam jeździć.


Costa Adeje

To całe wybrzeże jest pułapką dla turystów, jest pełne miast zbudowanych od zera wyłącznie na potrzeby turystyki. Wiem, że niektórzy nie mają nic przeciwko takim klimatom, ale to ma zero wspólnego z autentyczną Teneryfą. Przy Costa Adeje trudno nawet kupić typowe jedzenie z Kanarów czy Hiszpanii, większość restauracji to pizza i burgery. Nie ma tam żadnych atrakcji, bo ten teren był jeszcze niedawno niezamieszkały. A życie nocne to już w ogóle: ogromna ilość kasyn i klubów nocnych, wieczorami na ulicach stoją prostytutki i dilerzy narkotyków. Mieszkańcy Teneryfy nienawidzą Costa Adeje i uważają, że to miejsce przynosi wstyd wyspie.

Jeśli myślicie o noclegu w tamtych okolicach, to zdecydowanie odradzam, lepiej wybrać dosłownie cokolwiek innego. Dodatkowy bonus jest taki, że prawie wszędzie jest taniej. Co ciekawe, nawet „stolica” Teneryfy, czyli Santa Cruz de Tenerife, jest mniej turystyczna i bardziej ciekawa.

Zamiast tego: Masca

Nazywana Machu Picchu Teneryfy, Masca jest niewielką miejscowością ukrytą w górach. Otoczona wysokimi szczytami, samo jechanie tam jest niezłą atrakcją, bo droga jest koszmarnie kręta, a jeżdżą nią autobusy. Masca jest uważana za najpiękniejszą miejscowość na Teneryfie dzięki swoim cudownym widokom. Fajnie jest tam pojechać samemu i spędzić trochę czasu odkrywając małe uliczki tej wioski!

Inne fajne miejsce: Los Gigantes

Mimo tego, że miejscowość Los Gigantes jest jedną z najchętniej odwiedzanych na Teneryfie, zachowuje całkiem sporo autentyczności i jest chyba najbardziej malowniczym miejscem na wyspie. Los Gigantes jest otoczone wielkimi klifami (stąd nazwa), z których roztacza się przepiękny widok na ocean oraz pobliską wyspę La Gomera.


Wiem, że na wakacjach nie zawsze da się uniknąć turystycznych pułapek i na Teneryfie z każdej strony będą Was atakować „atrakcje”. Obiecuję jednak, że na wyspie można z łatwością znaleźć sporo bardzo fajnych i nieprzereklamowanych miejsc, które na zawsze zapadną w pamięć.

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Świetny wpis! Zaledwie miesiąc temu wróciłam z Teneryfy i pękam z dumy, że ominęłam wszystkie wymienione przez Ciebie pułapki. Zamiast Loro Parque, wybrałam się na spokojny spacer wybrzeżem Puerto Cruz i przepadłam w tym mieście. Zaliczam je do moich ulubionych, „trochę bardziej turystycznych” miejsc na Teneryfie. Natomiast obserwacja wielorybów to najpiękniejsze doświadczenie, które przywiozłam ze sobą z wyspy. Za dwu godzinny rejs zapłaciłam 15 euro – zawsze to troszkę tańsza opcja jeśli komuś zależy na bardziej ekonomicznej opcji ;)

    • Katarzyna Pelewicz

      Hej, z jakiego miasteczka wyplywalas na ten rejs? :)

  • Marysia

    Bardzo dobrze że napisałaś o Loro Parque, nie popieram przetrzymywania zwierząt w klatkach, czy zmuszania do występów tylko po to by odwiedzjacy mieli zabawę. Nie zrozumiem nigdy tego rodzaju rozrywki. Co do Kanarów, cóż każda z wysp ma bardziej i mniej turystyczne miejsca. Zdecydowanie warto wybrać się wgłąb wysp, by zobaczyć ich prawdziwe piękno.

  • Marta Niedzielska

    Do twojej piątki godnej polecenia dodałabym również góry Anaga w północno-wschodniej części Teneryfy. Dzika, zielona, odcięta od turystyki. Niewiele tu splendoru południa, neonów, hoteli, zgiełku pompowanej i mocno plastikowej turystyki.
    Wulkan i park narodowy magia!! Na przełomie lutego i marca śniegu po pas a sezon na sanki i snowboard trwa w pełni.
    Wspominam jeszcze Garachico, La Orotava i Punta de Teno.
    Nie dałam się również złapać na „przewodnikowe” pułapki:)

  • Takie wpisy są bardzo przydatne! Najciekawsze miejsca to zazwyczaj te nie stworzone na potrzeby turystów, a co za tym idzie, mniej rozreklamowane. Warto zadać sobie trud, żeby je znaleźć, bo wrażenia zazwyczaj są niesamowite. Nie byłam wprawdzie na Teneryfie, ale jest to jedno z tych miejsc, które bardzo chciałabym odwiedzić.

  • Ja właśnie z Teneryfą nigdy nie miałem problemu, bo od początku podszedłem do niej specyficznie. Wynajęliśmy trzystuletni dom kanaryjski na szczycie góry z niesamowitym widokiem na ocean, z dala od jakichkolwiek ludzi, nie wspominając o turystycznych enklawach, i był to jeden z najfajniejszych wyjazdów ever! :)

    • No i super! :) My byliśmy w czerwcu La Tejita – zero ludzi na plaży bo nic tam w okolicy nie ma, ale dzięki temu spokój i cudowny odpoczynek…

    • Anna Wiśniewska

      Czy można wiedzieć jak nazywa się ten trzystuletni dom ? Pozdrawiam.

  • Costa Adeje = złooooo!
    Masca = doooobro!
    100% prawdy! :)

  • stacjabalkany.pl

    Bardzo fajny i przydatny artykuł. Mnie samego bardzo kusi polecieć na Teneryfe o nie tylko Balkany. Tym bardziej super ze napisałaś swoje przemyślenia. Zwłaszcza że takie delfinarium jest zwykle reklamowane jako atrakcją numer 1. Dobrze aby nie przykładać ręki do cierpienia zwiększat tam. A Teneryfa ma chyba sama w sobie mnóstwo pięknych widoków które same w sobie jak dla mnie są atrakcją.

  • Fajny artykuł! Czytałam bez mrugnięcia ;)
    Zabawne jest to, że w sumie w każdym popularnym turystycznie miejscu są takie właśnie pułapki, a wielu ludzi pakuje się w nie świadomie. Może z wygody, może z ciekawości, lenistwa?
    Sama przypominam sobie hiszpańską miejscowość La Manga, która tydzień przed rozpoczęciem sezonu była niemal martwym miastem! Ta obserwacja była nieco zaskakująca. Ale jest zapotrzebowanie ma tego typu miejsca, więc będą one powstawać…

  • Los Gigantes tak- ale koniecznie z drugiej strony (Punta de Teno) z uroczą latarnią :) z drugiej strony klify są po prostu magiczne! dzika plaża i ZERO zabudowy- sama natura. Dojazd od tej drugiej strony też jest niesamowitym przeżyciem- w tym przez naturalny, wydążony w skałach tunel i małe lokalne miejscowości z klimatem wyspy. Polecam!

    Super artykuł i zgadzam się z każdym punktem :)

  • Pingback: 20 najciekawszych atrakcji Teneryfy (również takich, o których nie miałeś pojęcia) - Kasai - travel addicts()

  • Patrycja Szupke

    podpisuję się pod artykułem 100% racji