Targi Kioto: najlepsze i najtańsze pamiątki z Japonii

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

Co miesiąc przy świątyni buddyjskiej Toji w Kioto otwiera się ogromny targ. Ludzie rozkładają nie tylko antyki, książki i bibeloty, ale również przepiękne, ręcznie wykonane przedmioty które możemy tam dostać za grosze. Jak się okazuje, to właśnie tam są najlepsze pamiątki!

Trudno powiedzieć kiedy się zaczęła ta tradycja, ale wiadomo jak: 21 dnia każdego miesiąca w Toji zbierają się tłumy pielgrzymujące do tamtejszego Yakushi Nyorai, uzdrawiającego aspektu Buddy. Ludzie „obmywają się” się leczniczym dymem, modlą, wróżą, mnisi prowadzą tam liturgie 1. Szacuje się, że w pogodne dni pielgrzymów przybywa tam nawet kilkaset tysięcy, dlatego w Toji zaczęto prowadzić targ. Na początku mały, ale w ciągu kilkuset lat rozrósł się do aktualnych rozmiarów.

Świątynia Toji jest tylko piętnaście minut drogi z dworca Kyoto Station, nawet jeśli nie jest dzień targu, to i tak warto się tam wybrać. Jest z ósmego wieku (wow), wpisana na listę UNESCO, otacza ją fosa w której pływają koi i rosną lotosy.

„Pchli” targ przy Toji jest nieformalnie podzielony na dwie strefy: dla turystów i dla mieszkańców. Południowa część terenu świątyni i okolice głównej bramy są bardziej „popularne” i przyciągają większą ilość osób, sprzedawane tam są pamiątki, gotowe kimona, biżuteria, obrazy czy antyki które mogłyby zainteresować turystów. Mogę się mylić, ale wydaje mi się to też nieco droższą częścią targu.

Północna natomiast część przyciąga z kolei więcej lokalnych kupujących, pewnie dlatego, że część rzeczy stamtąd jest do domu, np. drzewka bonsai, antyczne meble, belki materiału na kimona. Tam też można znaleźć typowy „pchli targ”, gdzie skarby przemieszane są ze śmieciami. Dosłownie: obok laleczek Barbie leżą tam dwustuletnie miseczki z Korei za kilkadziesiąt tysięcy jenów.

Na szczęście oprócz drogocennych antyków można też tam znaleźć przepiękne i ręcznie wykonane przedmioty w bardzo atrakcyjnych cenach. Nie minę się chyba za bardzo z prawdą gdy napiszę, że na targu Toji jest po prostu wszystko. Jest „dział” z roślinami, warzywami, antykami (nie tylko czarki, ale również malowidła, imbryczki czy delikatne ozdoby do domu), przedmiotami ręcznie wyrabianymi które kupujemy bezpośrednio od ich twórców, są pałeczki, noże, zioła, przedmioty do świątyń, biżuteria… Można spędzić wiele godzin przeglądając to wszystko, mierząc kimona, dobierając czareczki i doskonale wyważone pałeczki, marząc o swoim bonsai, próbując słodkich mochi czy gadając ze sprzedawcami ceramiki.

Ponieważ samo miejsce nie jest skierowane do turystów zagranicznych, ceny nie są sztucznie napompowane i my wyszliśmy z górą pięknych rzeczy.


Drugim znanym targiem Kioto jest ten przy świątyni shinto Kitano Tenmangū (Tenjin). Tam sprzedawcy zbierają się cztery dni po Toji, czyli 25 dnia każdego miesiąca. Ten przy Kitano jest trochę mniejszy i przychodzi tam jeszcze mniej turystów, ale jeśli byliście na Toji, to nie trzeba iść na Kitano, bo wiele rzeczy się tam powtarza i część sprzedawców jest i w jednym, i w drugim miejscu. Chyba, że chcecie zobaczyć piękną świątynię której symbolem jest byk – to wtedy jak najbardziej!

W Kioto jest powiedzenie obrazujące kapryśną pogodę w mieście: „Dobra pogoda na targu w Toji oznacza deszcz na targu Tenjin”. Dokładnie tak nam wypadło, w Kitano Tenmangu strasznie lało!


Obydwa targi są też dobrym miejscem do spróbowania japońskiego „street foodu”. W Japonii jedzenie w miejscu publicznym jest mocnym nietaktem, więc „ulicznego” jedzenia tam prawie nie ma. Wyjątkowo jednak podczas targów czy festiwali są sprzedawane różne fajne przysmaki:

  • okonomiyaki – „naleśnik” w którym ciasto jest przemieszane z kapustą, często z mięsem lub kalmarem. Oj, ale to by się przyjęło w Polsce…! Bardzo, bardzo polecam spróbować choć raz.
  • yakisoba – smażony makaron
  • takoyaki – kulki z ośmiornicy
  • ikayaki – grillowany kalmar
  • tomorokoshi – kukurydza z miso
  • oden – warzywa bardzo długo gotowane w rosołku z miso
  • dorayaki – naleśniki z nadzieniem
  • pieczone bataty w cukrze (mi bardzo nie smakowały)
  • mochi – różnego rodzaju przekąski z ciasta ryżowego

Końcówka -yaki oznacza „grillowany”, tak jakby co! Oprócz tego są tam też przyprawy, dodatki do jedzenia, czy półprodukty do przygotowania własnych pyszności.

Najbardziej jednak w Toji urzekła mnie pewna „niewinność” sprzedawców, tak różna od podejścia sprzedawców w dosłownie każdym innym miejscu na świecie. W Japonii nie oceniają zasobności Twojego portfela po tym jak wyglądasz, nie narzucają większej ceny bo jesteś turystą, wręcz przeciwnie: opowiadają o tym co sprzedają, zagadują z ciekawością, nawet mam wrażenie, że za część rzeczy zapłaciliśmy mniej, niż było na metce… Japończycy też do perfekcji opanowali subtelną sztukę dobrego sprzedawania bez narzucania się i nigdy nie czułam się bardziej komfortowo, niż w japońskich sklepach i na targach.

O Toji nie dowiedziałabym się pewnie, gdyby nie ten wpis u Coutellerie. Dziękuję!


 

  1. Buddyzm w Azji: im dłużej tam byłam, tym mniej rozumiałam. Aktualnie nie wiem już nic.

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Alin

    Jako fanka pchlich targów, będę pamiętać o tych miejscach. Dzięki za ten wpis. :)

  • Kiedy po raz pierwszy przeczytałam o tym targu stwierdziłam, że byłoby ekstra się tam wybrać. Tym większa była moja radość, kiedy robiąc plan okazało się, że odwiedziny Kioto najbardziej nam pasują w okolicy 21-go kwietnia :D

    A 15 minut od Toji jest podobno świetna kawiarnia, Kurasu Kyoto ;)