P

Poco a poco, czyli życie w Hiszpanii krok po kroku

Zawsze fascynuje mnie, jak żyją ludzie w innych krajach. Jak wygląda ich codzienność, jakie mają przyzwyczajenia, i z jakimi problemami się borykają. Hiszpania jest dla mnie na tyle ciekawa, że znam ją przede wszystkim z moich wyjazdów turystycznych i często zastanawiałam się jacy są ludzie, którzy zamieszkują to popularne wśród turystów państwo.

Jak wiecie z bloga, sama mam też doświadczenia przeprowadzek do innych państw i ciekawi mnie, jak do tego tematu podchodzą inni. Jak układają sobie życie w nowym miejscu, jak sobie radzą z oślepiającymi blaskami i oszałamiającymi cieniami takiej przeprowadzki – oraz co o tym wszystkim myślą po powrocie.

Dlatego poprosiłam o relację Ewę Niewęgłowską, Czytelniczkę Dużych Podróży, która długo mieszkała w Hiszpanii, uczyła się jej „krok po kroku” i w pełni doświadczyła hiszpańskiego życia. Jeśli myślicie o przeprowadzce do Hiszpanii, to będzie to dla Was lektura obowiązkowa :)


Mam polski paszport, serce utknęło mi w Brazylii, dusza pozostała w Norwegii, spędziłabym wieczność w portugalskim Porto, ponownie chciałabym się napić uzo na ateńskim wzgórzu w Grecji i wiele bym dała, by mój romans z Hiszpanią nigdy się nie skończył. Zapraszam na subiektywną podróż po Półwyspie Iberyjskim.

O Hiszpanach w kilku słowach

Ciężko się czasami pisze o Hiszpanii, bo i Hiszpania czasami bywa ciężka do ogarnięcia. Żyje ona na swoich własnych zasadach, robiąc wszystko, by nie dopuścić czegokolwiek, co mogłoby jakoś się różnić od niej samej. Tacy także są sami Hiszpanie. O Hiszpanii powinno się pisać z emocjami. Tak, to idealne słowo!

    Emocje. Tak właśnie opisałabym Hiszpanię i moje życie tam.

Hiszpanie są pełni emocji, które wyrażają często i głośno. Już witając się z Hiszpanem, musisz liczyć się z tym, że wyciągnięcie ręki odbierze, jako coś dziwnego –wyznaczenie dystansu między Wami. Hiszpan, witając się z zupełnie nową dla siebie osobą, ucałuje ją dwa razy w policzki – najpierw w prawy, a następnie w lewy. Dobry znajomy jeszcze mocno Was uściska. Nigdy nie witają się, używając formalnego języka. Hiszpanie głośno i wesoło mówią sobie na powitanie „Hola!”, czasami dodając „Buenos” lub „Bueanas” (zależnie od pory dnia).

Hiszpanie nigdy nie przyjdą czas. Co więcej, nawet się za specjalnie nie będą starać, by być o umówionej porze w umówionym miejscu. Kiedy więc macie spotkanie z Hiszpanem, ale jemu/jej nieoczekiwanie coś wyskoczy, nie zdziwcie się, kiedy się nie zjawi. Och, nie uprzedził Was o tym, że nie przyjdzie? Żadnego smsa, wiadomości, czy telefonu? Cóż, przecież skoro on wie, że nie może przyjść, to i Wy o tym doskonale wiecie. Cóż z tego, że nikt Was o tym nie zawiadomił. To Hiszpania – tutaj i tak nikt nie będzie o to obrażony. No a skoro już wyszliście z domu, jesteście na mieście i macie czas wolny, możecie ze spokojem ducha wybrać się na una copa de vino blanco, albo na tapas. Bowiem na kilka tapas zawsze jest idealny czas!

Czasami miałam takie wrażenie, iż Hiszpanie mają zupełnie inne priorytety, niż pozostali mieszkańcy Europy. Dla nich ważne jest to, aby salon na wieki wieków pozostawał salonem, a buty nie psuły widoku domowego korytarza. Priorytetem za to nie jest zepsuty piekarnik czy wiecznie niedziałające światło w przedpokoju, albo brak wody w prysznicu w jednej z łazienek. Kiedy więc cokolwiek jest popsute w jednej łazience, zawsze można skorzystać z tej drugiej, a owa popsuta rzecz trwa tak w stanie popsutości przez kilka tygodni. Można? Oj można, można. Na naprawienie prysznica czekałyśmy ponad trzy tygodnie. Sama wymiana słuchawki prysznicowej, która stanowiła źródło problemu, to zaledwie 5 sekund roboty. W Hiszpanii jednak jeśli można coś zrobić dzisiaj, możecie być pewni, że zostanie to zrobione jutro. Albo za miesiąc.

Hiszpańska różnorodność

Wiadomo nie od dziś, że Hiszpania dzieli się na poszczególne regiony, które rządzą się własnymi prawami (dosłownie). Owszem, mamy króla i królową, parlament z premierem na czele (hiszp. El Presidente del Gobierno de Espana), ale ludzie zdecydowanie wolą, gdy danym regionem rządzi lokalny premier wybrany spośród lokalnych parlamentarzystów.

Hiszpania to także kraj, w którym obowiązują aż cztery oficjalne języki – castellano (najbardziej popularny i najbardziej rozpowszechniony), gallego obowiązujący głównie w Galicji (w A Corunii, największym mieście tego regionu, ludzie opowiadają, iż gallego to połączenie castellano z językiem portugalskim), catalan używany przeważnie w Katalonii oraz euskera, czyli język Kraju Basków (który z pozostałymi językami Hiszpanii nie ma nic wspólnego; krąży teoria, jakoby euskera miała wspólne korzenie z językiem… japońskim!)

Język ma wielkie znaczenie w codziennej komunikacji. Co więc w sytuacji, gdy będąc tej samej narodowości nie możemy się dogadać z drugą osobą? Mamy nieodparte wrażenie, że jesteśmy w zupełnie innym kraju!

Odrębne regiony to również odrębne zwyczaje i kultura. Inaczej świat spostrzegają Kantabryjczycy, a inaczej mieszkańcy gorącego południa (widać to szczególnie w sposobie mówienia, witania się, a nawet rozmawiania!). Przez wewnętrzne podziały, które zaczęły się dawno, dawno temu, a trwają po dzień dzisiejszy, Hiszpanie na zadane pytanie, kim się czują, najpierw odpowiedzą, że mieszkańcem danego miasta/wioski, następnie, że ze swojego regionu, a na samym końcu dodadzą, iż są Hiszpanami (jeszcze nie poznałam Hiszpana, który nazwałby siebie Europejczykiem).

Osobiście uważam, że kultura danego narodu bądź społeczeństwa głęboko usadowiona jest w używanym przez ludzi języku. W języku polskim istnieją formalne formy nazw osób jak Pan, Pani, czy Państwo, co z góry wyznacza dystans pomiędzy nieznajomymi. Nie jest to jednak w żadnej mierze gorsze – to ważna część naszej kultury. Co więcej, w Polsce nazwanie kogoś, kogo spotykamy po raz pierwszy formą Pan, bądź Pani, jest oznaką prawdziwego szacunku dla tej osoby. Sprawia to jednak, że automatycznie wyznaczamy pewnego rodzaju odległość w kontaktach personalnych pomiędzy sobą, a naszym rozmówcą. A przynajmniej takie wrażenie odnoszą Hiszpanie. Skoro więc mieszkańcy Półwyspu Iberyjskiego odchodzą od form oficjalnych, używając jedynie formy „Tu” lub „Vosotros/as”, skracają dzielący ich dystans (następuje to już nie tylko w sferze fizycznej, ale i mentalnej). Owszem, w podręcznikach do nauki hiszpańskiego odnajdziemy formalne zwroty grzecznościowe „Usted/Ustedes”, są już jednak praktycznie nieużywane. Nawet w takich miejscach jak banki, urząd pocztowy czy urząd miasta, gdzie wydawałoby się, iż język oficjalny „króluje”, używa się imienia klienta bądź osobowych form bezpośrednich.

English, Spanish, Spanglish?

To, że usłyszycie od Hiszpana, że mówi po angielsku, wcale nie oznacza, że NAPRAWDĘ mówi po angielsku. Możecie sobie wyobrazić moją zdziwioną minę, gdy zostałam uprzedzona, iż ta druga osoba posługuje się językiem angielskim i gdy zaczęłam naszą znajomość od ‘Hi! Nice to meet you’, to w odpowiedzi otrzymałam osłupiałą twarz i czyste przerażenie w oczach.

Oczywiście po pierwszym szoku, gdy mózg w jakiś pokrętny sposób zdołał przetrawić informacje, że esta chica no habla español (ta dziewczyna nie mówi po hiszpańsku), otrzymywałam zazwyczaj dalsze odpowiedzi po… hiszpańsku! Już nigdy więcej nie dałam się nabrać na deklaracje, że ktoś płynnie mówi po angielsku.

Ale jak to zazwyczaj bywa, nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło! W ten sposób zdałam sobie sprawę dość szybko i nadzwyczaj wyraźnie, że albo nauczę się hiszpańskiego w dość ekspresowym tempie, albo zginę śmiercią naturalną. Jako że człowiek instynktownie dąży do przetrwania, wybrałam życie i intensywny kurs hiszpańskiego. Nie powiem – łatwo nie było – szczególnie w momentach, gdy czułam się totalnie wykluczona z życia społecznego z powodu braku jakiegokolwiek porozumienia między mną, a resztą społeczeństwa. Raz miałam poważny kryzys. Ale tak szybko jak się pojawił, tak szybko minął, nauka w progresie, a w głowie nadzieja i hiszpańska gramatyka.

Wtedy to zaczęłam stosować powszechnie znaną metodę, szczególnie popularną w USA, łączenia hiszpańskiego z angielskim zwaną Spanglish. Wraz z moimi przyjaciółkami, dla których hiszpański był równie czymś nowym, jak dla mnie, starałyśmy się ogarnąć język jak najszybciej i rozmawiać między sobą po hiszpańsku. A że nie znałyśmy wszystkich słów, czasów i konstrukcji gramatycznych (albo jak to zwykłyśmy mawiać dramatycznych), by w swobodny sposób wyrażać myśli czy opinie, stosowałyśmy Spanglish. I owszem, czasami bywało śmiesznie, czasami same nie wiedziałyśmy, co w końcu chciałyśmy powiedzieć, nie mniej finalnie osiągnęłyśmy swój cel – używałyśmy hiszpańskiego!

Czy to kiedykolwiek się zmieni i Hiszpanie zaczną uczyć się nowych języków? Hmm… ciężko stwierdzić. Przecież mają lekcje języka obcego w szkołach, a hiszpański to ta sama rodzina języków, co portugalski, francuski czy rumuński. Jak dla mnie ma także wiele cech wspólnych z angielskim. Myślę, że tutaj chodzi bardziej o niechęć w posługiwaniu się językami obcymi. Powód? Dobre pytanie. Może świadomość, że hiszpański jest jednym z najpopularniejszych języków na świecie i wiele krajów ma hiszpański jako jeden z języków urzędowych? Trudno wtedy znaleźć motywację do opanowania kolejnej językowej umiejętności.

Dla Polaków sytuacja przedstawia się zupełnie inaczej. Ponieważ język polski nie jest językiem atrakcyjnym, bo po pierwsze trudnym, po drugie to język oficjalny jedynie w Polsce, a po trzecie może i potrzebny, ale jedynie w Europie Wschodniej (a i tak konkurencją dla polskiego jest język rosyjski). Właśnie z tych i zapewne jeszcze tysiąca innych powodów Polacy uczą się angielskiego, niemieckiego, hiszpańskiego, francuskiego, czy nawet chińskiego! Żeby dostać dobrze płatną pracę w Polsce, trzeba znać choć jeden język obcy, a najlepiej dwa lub więcej! A w Hiszpanii? W Hiszpanii możesz pracować w urzędzie ds. obcokrajowców i mieć z nimi styczność każdego dnia, a nie umieć powiedzieć ani słowa po angielsku. Dziwne? Nie tutaj.

Na początku mojej przygody na południu Europy, gdy Hiszpanie zaczepiali mnie na ulicy, by o coś zapytać lub po prostu by o czymś mi powiedzieć (choć nie spotkaliśmy się nigdy wcześniej, ale czy to kiedykolwiek w Hiszpanii było jakąkolwiek barierą?), ja grzecznie odpowiadałam, że nie mówię po hiszpańsku. Zawsze, ale to uwierzcie mi, że zawsze padało pytanie ‘Pero… por que?’. Ich twarze wyrażały szczere zdziwienie, czemu nie mówię w ich ojczystym języku. Nie pomagały moje tłumaczenia, że przecież płynnie posługuję się językiem angielskim, który jest językiem międzynarodowym (akurat nie tu), że dopiero się uczę hiszpańskiego, ale na razie jestem na etapie ładnego powiedzenia po hiszpańsku, że nie mówię po hiszpańsku (no ale skoro to powiedziałam po hiszpańsku, to nie takie znów, że nie umiem – otrzymywałam w odpowiedzi), a na koniec bywałam raczona licznymi zaletami posiadania umiejętności posługiwania się owym językiem w życiu codziennym (jakbym sama tego nie dostrzegała). Z reguły te sytuacje bywały śmieszne, zarówno dla mnie, jak i ludzi, z którymi „rozmawiałam”. Tym sposobem dorobiłam się wielu anegdot, później opowiadanym moim najbliższym w Polsce.


Bezsprzecznie Hiszpania to kraj, którym się zafascynowałam i z którym chciałabym związać moją przyszłość. Mieszkając na północy Półwyspu Iberyjskiego każdego dnia dostawałam porządną dawkę witaminy D, serwowaną w promieniach słońca, nauczyłam się spóźniać i tolerować spóźnienia oraz z każdej strony otaczałam się hiszpańskością, by stać się częścią tego kraju. I, gdy tylko nikt nie patrzył, przemycałam kawałek polskości także do codziennej rzeczywistości „moich” Hiszpanów.


Inne przygody Ewy możecie śledzić na jej Facebooku i Instagramie. Dziękuję Ewa z tekst i zdjęcia!

KategorieKraje
Aleksandra Bogusławska

Dwa lata spędziłam w podróży, żyjąc na walizkach i co kilka tygodni zmieniając adres zamieszkania. Dziś mieszkam na stałe w domku na szkockiej wsi. Dużo spaceruję, gotuję wegańsko, spędzam czas w ogrodzie, doceniam małe przyjemności i spokojne życie.
Jestem autorką wszystkich tekstów i zdjęć na stronie.

  1. Beno says:

    Mieszkaliśmy z żoną na Wyspach Kanaryjskich półtora miesiąca. Nie wiem czy chodzi o region, ale nowopoznane osoby/obsługa/urzędy zawsze zwracają się do Ciebie w trzeciej osobie (czyli formalnie). Nawet jeżeli kogoś już poznałeś. Ogólnie to bardzo ciekawe, bo przecież w Polsce swego czasu również tak było. „Usiądzie…”, albo „zje coś?”. Ogólnie zauważyłem w hiszpańskim bardzo dużo analogii do polskiego, np. czasowniki zwrotne. Spróbuj nauczyć tego amerykanina ;)

  2. Latynosi Pod Lupą says:

    Po kilku miesiącach spędzonych w Hiszpanii nie da się nie zgodzić z tym, jak lekki stosunek do wszystkiego mają Hiszpanie ;) Ale za to ile w nich radości!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *