Życie w Szkocji po trzech latach. Czy warto było się przeprowadzać?

Trzy lata temu na lotnisko w Edynburgu przyleciała dziewczyna z wielką walizką i planami, by w Szkocji zostać na stałe. Miesiąc wcześniej była w Singapurze i w walizce nie miała nawet ciepłej kurtki na mokrą szkocką zimę. Oczami wyobraźni widzę tę dziewczynę, jak niepewnie ciągnie ze sobą cały swój dobytek i nie mogę uwierzyć, że to ja. Mam wrażenie, że mam z nią tak mało wspólnego… nawet mimo tego, że dalej noszę jej koszulki i spodnie.

Miałam wtedy mnóstwo wątpliwości, mnóstwo pytań i zmartwień. Bardzo bałam się osiedlać w Szkocji i co chwilę powtarzałam sobie “zawsze mogę zmienić zdanie”. Miałam tę myśl w głowie przez wiele miesięcy, ale w tej chwili cieszę się, że w końcu zdania nie zmieniłam. Także dziś trochę o tym.

Czuję dużą potrzebę by napisać na początku, że moje doświadczenie przeprowadzki do Szkocji było kompletnie różne, niż doświadczenie większości Polaków w Wielkiej Brytanii. Nie przyjechałam tutaj ani studiować, ani w celach zarobkowych. Te motywacje w ogóle nie miały dla nas znaczenia bo już wtedy wspólnie z mężem mieliśmy prace zdalne i mogliśmy mieszkać w dowolnym miejscu na świecie (co zresztą przed przeprowadzką robiliśmy). Mój mąż za to studiował w Aberdeen. Po studiach przeniósł się do Edynburga, gdzie go odwiedzałam (“starsi” Czytelnicy może pamiętają!) – znaliśmy więc to miejsce od środka i naturalnie przychodziło nam do głowy gdy myśleliśmy o miejscu na stałe.

Po wielu podróżach zdecydowaliśmy się więc wrócić właśnie tutaj. Szkocja była moim (naszym) wyborem. Po “przetestowaniu” różnych miejsc na świecie zdecydowaliśmy się na Edynburg, choć ja dalej jestem przekonana, że kiedyś jeszcze przeniosę się do Japonii. W każdym razie myślę, że mam nieco nietypową perspektywę na Szkocję ale mam też nadzieję, że ta perspektywa przyda się każdemu.

Edynburg – czy warto?

Muszę przyznać, że po wcześniejszych wizytach w Edynburgu miałam mieszane uczucia: z jednej strony fajne miasto, z drugiej zimno i dołująco. Teraz jednak więcej doświadczenia i mogę z większą pewnością określić, jak jest.

No i jednak mi się podoba! Edynburg ma dla mnie idealną wielkość: nie jest ogromny jak Londyn, i nie jest też dziurą na końcu świata. Taki w sam raz dla mnie.
Uwielbiam architekturę Edynburga i to, że wszystko jest takie… estetyczne. Mamy zamek na wielkiej górze w samym centrum, praktycznie nie ma blokowisk i wszystkie budynki mają mniej-więcej tę samą wysokość i kolory. Niektórym się to nie podoba, mnie zachwyca ta prostota i schludność.
W Edynburgu jest dużo kawiarni i restauracji, sporo atrakcji turystycznych (w wielu z nich nawet jeszcze nie byłam). Jest blisko do morza i ładnych plaż, blisko do wzgórz i ładnych tras widokowych. W Edynburgu spodoba się osobom ceniącym historię, ale też spokój.

Z drugiej strony, moim zdaniem poza letnim festiwalem w tym mieście mało się dzieje. Gdy przeglądam kalendarz kulturalny to mam wrażenie, że wszystko dzieje się w Glasgow – koncerty, przedstawienia, wystawy. Generalnie Glasgow zdaje mi się bardziej dynamiczne i młodzieżowe, nie mogę też przeboleć, że mają tam fajniejsze sklepy i większą dzielnicę azjatycką (uwielbiam). Z drugiej strony, w Glasgow jest więcej “biedniejszych” oraz opuszczonych dzielnic.

Szkocka wieś

Aktualnie nie mieszkam już nawet w Edynburgu tylko na wsi, pół godziny od miasta. Jestem w East Lothian, na południowy wschód od Edynburga. Jestem zachwycona! Jest idealnie.
Chyba jedyny problem to dojazd: by mieszkać na wsi, trzeba mieć auto.

Pogoda – da się przeżyć?

Hmmm… Hm!
Da się przeżyć pogodę, gdy się już do niej przyzwyczai i wie się, czego od niej oczekiwać. Po trzech latach wiem doskonale co mogę, a czego nie mogę ubrać, przyzwyczaiłam się też do zimna i wiatru.
Są momenty, kiedy w Szkocji jest okropnie: zimno, wieje, pada. Jest to bolesne zwłaszcza latem – mam wrażenie, że prawie każdy sierpień jest beznadziejny. Są też momenty, kiedy jest super – polecam przede wszystkim wiosnę. Różnice pogodowe między porami roku są dużo mniejsze, niż w Polsce i choć na początku jest przykro za chłodne lato, to potem bardzo się docenia łagodne zimy i wiecznie zieloną trawę.

To może się zdać oczywiste ale dla porządku wspomnę, że są ogromne różnice pogodowe między miejscowościami nad morzem i bardziej w głąb lądu, oraz między wschodnim i zachodnim wybrzeżem (na Zachodzie dużo bardziej leje). Z kolei w moim zakątku East Lothian mamy taki mikroklimat, że często gdy w Edynburgu jest deszcz, my mamy słońce.

Najtrudniej, zwłaszcza zimą, jest ze szkocką szarością. Gdy dzień trwa zaledwie kilka godzin a niebo jest pokryte grubą warstwą chmur, to jedyne o czym marzę to zapadnięcie w sen zimowy. Albo wyjechanie stąd jak najdalej.

Słabo też wspominam ten moment, kiedy z Miłoszem mieszkaliśmy w wysokim mieszkaniu na parterze kamienicy. Było bardzo trudno je porządnie ogrzać, a promienie słońca prawie do nas nie trafiały… Strach pomyśleć jak jest w tych licznych mieszkaniach w piwnicy, miałabym tam pewnie non-stop depresję. Więc taka mini-rada: trzymajcie się z daleka od takich mieszkań.

Ceny – czy tu jest drogo?

Najbardziej rozsądna odpowiedź: “to zależy”.
Zależy, czy mieszka się w centrum miasta, czy gdzieś na obrzeżach miasta lub na wsi. Za wynajęcie domu płacę tyle, ile płaciłam za średniej wielkości i jakości mieszkanie w Edynburgu.
Zależy czy i do jakich knajp się chodzi. Lunch można kupić w Tesco, iść do Preta czy Greggs, można też znaleźć knajpkę w średniej cenie (np. zjeść ogromnego ziemniaka za 10 funtów w The Baked Potato Shop), lub iść na obiad za 50 funtów. Ale tak, trzeba wiedzieć gdzie iść z danym budżetem.
Zależy gdzie robi się zakupy: nasze rachunki z Tesco są dużo mniejsze, niż w Sainsburys (czasem mam wrażenie, że w Tesco płacimy tyle, ile zapłacilibyśmy za takie same zakupy w Polsce!)
Zależy ile i czym się jeździ, jakie się ma wymagania, w jakiej okolicy się mieszka…
Chcę też wspomnieć, że tutaj zarobki są kompletnie inne niż w Polsce, więc przeliczając wszystko na złotówki można dostać zawrotów głowy. Gdy już się jednak przyzwyczai i zarabia się w funtach, to okazuje się że tragedii nie ma.

Ile kosztuje zwiedzanie turystyczne Edynburga pisałam w poście „Ile kosztuje Edynburg

Gburowaci Szkoci?

To, za to najbardziej cenię Szkocję i ogólnie Wielką Brytanię, to ludzie.
Od pogodnych kierowców autobusów którzy zawsze witają mnie uśmiechem, przez kochane panie w knajpkach i na recepcjach, aż po zwykłe pogawędki z ludźmi w sklepie – czuję się tu wspaniale. Ekstremalnie rzadko mam sytuacje, kiedy ktoś jest w stosunku do mnie w jakikolwiek sposób niegrzeczny. Chyba nie muszę wspominać, że mam w Polsce szok kulturowy, gdy ekspedientki się do mnie nie uśmiechają!

Na początku miałam spore problemy ze szkockim akcentem. Choć świetnie znam angielski, trudno mi było porozumieć się ze Szkotami i czułam się głupio, gdy co chwilę mówiłam „sorry can you repeat?” Myślę, że tu najlepszą radą jest się przemóc, jak najczęściej wystawiać się na spotkania ze szkotami/anglikami i dużo słuchać oraz używać języka. Oraz cały czas się uczyć – czytać książki czy oglądać filmy po angielsku.

Czy było warto?

Było warto. Jestem tak zadowolona z życia w Szkocji, że aż rzadko chce mi się wyjeżdżać (kolejny taki moment, kiedy zastanawiam się po cholerę nazwałam bloga Duże Podróże ;) )

Największe minusy jakie w tej chwili widzę, to jakość jedzenia oraz ilość śmieci. Nie mogę przeboleć, że tak dużo ludzi tutaj po prostu rzuca odpadki na chodnik czy w krzaki. A jakość jedzenia: my się zdrowo odżywiamy, natomiast bardzo dużo osób je w fast foodach, albo kupuje mrożone gotowe posiłki i chyba nie muszę nikomu mówić, że w Wielkiej Brytanii jest duży problem z otyłością.

Pomijając jednak te aspekty: jest tu piękna natura, są ciekawe miejsca, bardzo kochani ludzie. Jestem bardzo zadowolona z jakości usług oraz służb publicznych (oprócz parkingowych, grrr!). Szkocka wieś to prawdziwy raj. Nie wiem, czy jeszcze kiedyś nie przeniosę się gdzie indziej, ale na razie jestem bardzo zadowolona.

Przede wszystkim jednak jest tu coś wyjątkowego, coś spokojnego, coś co sprawia że człowiek myśli “wszystko będzie dobrze”. Mój brat po odwiedzeniu mnie w zeszłym roku powiedział o Szkocji “tego się nie da opisać, to jest inny świat”. Myślę, że miał rację.

KategorieSzkocja
Aleksandra Bogusławska

Dwa lata spędziłam w podróży, żyjąc na walizkach i co kilka tygodni zmieniając adres zamieszkania. Dziś mieszkam na stałe w domku na szkockiej wsi. Dużo spaceruję, gotuję wegańsko, spędzam czas w ogrodzie, doceniam małe przyjemności i spokojne życie.
Jestem autorką wszystkich tekstów i zdjęć na stronie.

  1. tomek says:

    Pani Olu .Proszę sobie wyobrazić że mieszka Pani w Polsce w pięknym małym domku na wsi jest sielsko , pieknie i mogę Pani przysiąc że piekniej nie ma nigdzie na świecie

    1. Eric says:

      Mieszkam na polnocy Anglii w regionie North East .Mala miescowosc obok Newcastle Upon Tyne juz blisko 8 lat.
      Mieszkam blisko morza, piekne ,dzikie ,plaze, wokol gory ( takie nasze Bieszczady I Mazury w jednym ), teren niemalze identyczny jak okolice gdzie mieszka Ola.

      Wszystko co Ola opisala jest aktualne I na polnocy Anglii. Te tereny niczym sie nie roznia, a I ludzie dosc podobni do siebie , no moze poza akcentem ; tutaj mieszkaja Geordies , ze swoim „slangiem” I sposobem bycia.

      Polska jest piekna, szczegolnie polska wies, lecz tak jak napisala Ola, sa miejsca gdzie jest rownie pieknie, nie mnie oceniac czy piekniej, ale moge zagwarantowac, ze wiele osob z Polski ktore odwiedzaja typowo angielska wies, lub Szkocje sa zdziwnieni, ze nie cale wispy wygladaja tak wiekszosc angielskich miast.

      Tutaj na wsi I w malych miasteczkach jest naprawde pieknie, a Szkocja to prawdziwa perla na skale europejska.

      pozdrawiam :)

    2. Enert says:

      Mylisz się człowieku nie widziałeś w Szkocji nie widziałeś Edynburga nie widziałeś całej Anglii więc nie mów że najpiękniej jest w Polsce Radom się że mają

  2. Adrianna says:

    Pamiętam,że kiedyś pisałaś o tym,że pora deszczowa w Portugalii bardzo Ci doskwierała, a potem przeniosłaś się do UK i cały czas się zastanawiałam, jak Ci się teraz żyje. Bo ja po 8 latach w Anglii mam ochotę spakować wszystko i uciekać.
    I mam po uszy tych śmieci, o których piszesz. I tego mdłego,drogiego jedzenia, więc już prawie nie wychodzę do restauracji.
    I chyba Szkoci są jednak inni, niż Anglicy, bo ja tutaj mam problem z nawiązaniem kontaktów. Mam kilku bliższych znajomych, a reszta wydaje się być taka sztuczna, ta ich uprzejmość na pokaz to okropność.
    Ale jednak każdy jest inny. I miło wiedzieć,że Ci się dobrze żyje 😊 pozdrawiam!

    1. Aleksandra Bogusławska says:

      Ojaaa, pamiętasz jak pisałam że mi przeszkadzał deszcz w Portugalii? Ja sama o tym zapomniałam! 😄
      Generalnie dużo się u mnie pozmieniało, mieszkam w fajnym miejscu i gotuję sobie sama, więc inaczej patrzę na świat i na życie w Szkocji. Na razie bardzo mi się podoba. Natomiast zgadzam się co do Anglików i Szkotów, mam wrażenie że tutaj ludzie nic nie udają i są bardziej szczerzy. W każdym razie trzymam kciuki i mam nadzieję, że znajdziesz miejsce 100% dla siebie :)

  3. Marcin BWZ says:

    Ja mieszkam na granicy Niemiec oraz Holandii i faktycznie jak czasem pojawiam sie w PL, to jestem w szoku. Pani na kasie pracuje jakby za kare… zero radości z życia. Czasem się zdarzy dzień dobry i do widzenia… przykre, ale to takie polskie i prawdziwe :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *