Plaża Cala Luna, Sardynia.

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

O rajskiej plaży Cala Luna na Sardynii, płaskowyżu Golgo i, wierzcie lub nie, Największej Dziurze w Europie – Su Sterru (Voragine de Golgo).

Zapisując się, zgadzasz się na dostawanie biuletynu Duże Podróże, zawierającego powiadomienia o nowych wpisach na blogu. Nigdy, nikomu nie udostępniam Twoich danych ❤️

Przewodnik po Sardynii za chwilkę dojdzie na mail który podałeś!
Może się spóźnić 5 minut, ale dojdzie na pewno. Dziękuję za zapisanie się :)

Po wizycie w Orgosolo i przejechaniu spektakularnych serpentyn po drodze, docieramy do miasta Dorgali przy wschodnim wybrzeżu Sardynii. Miasteczko jest niewielkie, lecz bardzo malownicze – prowadzi przez nie jedna, dość wąska droga na której ledwo mijają się samochody. Domki w Dorgali są kolorowe, a nad nimi wznoszą się góry.
W mieście uzupełniamy braki w prowiancie (a przy okazji straszymy sardyńskie dzieci naszymi barbarzyńskimi zwyczajami, czyli jedzeniem na karimacie przed supermarketem) i jedziemy dalej do upatrzonego campingu w miejscowości Cala Gonone.

Zresztą, droga z Dorgali nad morze jest bardzo ciekawa, bo prowadzi przez tunel. Nagle z krajobrazu górskiego przechodzimy w typowe widoczki nadmorskie. Zjeżdżamy kolejnymi serpentynami w dół, aż do campingu.

Camping Cala Gonone

To nasze jak dotąd najgorsze doświadczenie na campingu. Jest to jedyne pole namiotowe w Cala Gonone, miejscu bardzo popularnym wśród turystów – właściciel wykorzystuje to najwyraźniej jak może. Naszym zdaniem jest to po prostu maszynka do robienia pieniędzy i nikt tam się niestety nie stara trzymać poziomu.

Przede wszystkim już na wejściu zabrano nam wszystkie dowody osobiste (nie chcieli praw jazdy czy legitymacji) mówiąc, że oddadzą jutro. Pierwszy raz mi się zdarzyła taka sytuacja, a gdyby zgubili te dokumenty nie moglibyśmy wrócić do Krakowa.
Poza tym camping był bardzo zatłoczony. Najgorsze jednak były łazienki: prysznice raczej nie zasługiwały na tę nazwę, a papieru toaletowego nie udało się znaleźć w żadnym sanitariacie. Uprzejma pani w recepcji raczyła nas poinformować, że papier znajduje się „w supermarkecie” i możemy sobie „podjechać i kupić”.

Cała przyjemność kosztowała 13 euro za osobę. Jeśli nie musicie tam jechać, to nie jedźcie, bardzo proszę.

Wybrane przeze mnie noclegi na Sardynii:

Szukaj najlepszych noclegów na SARDYNII!

Beznadziejną sytuację campingową ratują jedynie świeże (noo, poleżały cały dzień w bagażniku) rybki które smażymy sobie na maszynce i jemy z tradycyjnym sardyńskim makaronem i pesto. Mniam, jak pysznie…

Następnego dnia plan mamy taki: idziemy szybkim krokiem na plażę Cala Luna (na mapie wygląda jakby nie było daleko) a potem myślimy co dalej. Jedziemy więc na południe, by mieć bliżej do tej słynnej plaży.

Plaża Cala Fuili

Samochód zostawiamy przy plaży Cala Fuili – nie ma tam parkingu, po prostu w pewnym momencie kończy się droga i samochody zostawiane są na poboczu (jak to wygląda można zobaczyć tutaj). W tym miejscu można również wykupić sobie rejs statkiem do Cala Luna – koszt 10 euro w jedną stronę, nas to oczywiście nie interesuje.

Cala Fuili jest bardzo ładna, choć kamienista, i o 10 rano jeszcze nikogo tam nie ma. Zapewne w sezonie i przy słonecznej pogodzie jest tam pełno turystów, bo jest łatwo dostępna.

My wybieramy ją sobie jako miejsce na śniadanie, a niektórzy z nas (tj. Tomek) próbują się nawet wykąpać. Nie poszczęściło nam się tym razem na Sardynii i woda jest bardzo zimna (ok. 17 stopni), jestem więc pełna podziwu dla jego odwagi.

Po dość ubogim śniadaniu ruszamy w drogę. Według drogowskazu do Cala Luna mamy dwie godziny (trasa zaczyna się ok 100 metrów od morza), wydaje nam się jednak, że dojdziemy tam szybciej. Po drodze idziemy też do groty Bue Marino, droga tam z Cala Fiuli zajmuje koło pół godziny.

Bue Marino

Jest to, po Grocie Neptuna, kolejna jaskinia do której nie decydujemy się wejść. Bue Marino to tak jakby dwie jaskinie, łącznie do długości aż 15 kilometrów (!), do zwiedzania jest udostępnione jedynie 900 metrów. Grota została osławiona przede wszystkim dzięki żyjącym tam kiedyś fokom mniszkom. Zwierzęta te są zagrożone i w tej chwili na całym obszarze wokół Morza Śródziemnego żyje ich mniej niż 500 sztuk. Foki opuściły jednak jakiś czas temu Bue Marino z powodu dużej ilości ludzi odwiedzających to miejsce1.

Prócz stalaktytów i stalagmitów w Bue Marino można oglądać też malowidła naskalne pozostawione tam przez kulturę Ozieri (trzecie tysiąclecie p.n.e) , przedstawiające oddawanie czci słońcu 2.

Droga do Cala Luna z groty Bue Marino zajmuje około dwie godziny (grota+plaża = 2,5 godz, sama plaża z Fiuli – 2 godz.), tempem bynajmniej nie spacerowym. Ścieżka jest stroma, kręta, pełna kamieni – klapki lub sandały zdecydowanie odpadają. Po drodze mijamy bardzo dużo Niemców. Wydaje mi się, że jest to jedyna nacja, prócz Polaków, której się w ogóle chce chodzić na dłuższe wycieczki, zamiast pływać wszędzie łódką. Jest ich tak dużo, że nie trudzą się nawet wymawianiem „Buon giorno”, zamiast tego witają się swoim „Hallo”, bo prawdopodobieństwo trafienia na Włocha jest znikome.

Docieramy w końcu do Cala Luna, gdzie czeka na nas już piękny piasek, zimne morze i turyści (na razie nie tak wielu, ale już zaczynają się zbierać).

Cala Luna

Jak łatwo można się domyślić, Cala Luna swoją nazwę zawdzięcza księżycowi – w takim kształcie jest ta plaża. Świetny piasek, malownicze skały wapienne i turkusowy kolor wody sprawiają, że jest wymieniana jako jedna z najlepszych plaż na Sardynii, a nawet i w Europie. Czy słusznie?

Moim zdaniem nie do końca. Cala Luna robi wrażenie, ale mimo pozornej niedostępności nawet poza sezonem jest tam zdecydowanie za dużo turystów, którzy zabierają wiele z jej uroku. Po południu co 15 minut przypływają statki z Cala Gonone, pełne kolejnych amatorów „Księżycowej Plaży”. O 13 dało się jeszcze znaleźć wolne miejsce, ale dwie godziny później zrobiło się już bardzo tłoczno.

Na Cala Luna jest też jaskinia, która by była piękna gdyby nie liczne malunki i śmietnik jaki tam urządzono. Moim zdaniem przydałoby się ograniczyć ruch turystów do tej plaży…

Z ciekawostek: na Lunie kręcono część scen z bardzo nieudanego filmu Madonny i Guya Ritchie – „Swept Away”, fragmenty można zobaczyć tutaj.

My o wpół do trzeciej idziemy już w stronę auta. Po drodze spotykamy stado dzikich świnek, ale przez 15 minut odprowadza nas dźwięk generatora prądu z pobliskiej restauracji – genialnie…

Droga do Cala Luna i z powrotem zajmuje więc razem ponad 4 godziny. Czy warto tyle iść? Zobaczcie zdjęcia i oceńcie sami. Mi się drugi raz na pewno nie będzie chciało.

Tymczasem opuszczamy już piękne okolice zatoki Orosei i jedziemy na południe, szukać sobie następnego miejsca na nocleg, bo co tu kryć – zrobiło się już późno.

Pokonujemy więc kolejne fenomenalne serpentyny i jedziemy do Baunei (kiedyś już tam byliśmy z Tomkiem). Nie widzieliście serpentyn jeśli nie byliście na Sardynii, w Polsce takich nie ma (są krótsze, w Bieszczadach). Po dwudziestu minutach mam już ich serdecznie dość i chcę postoju – a trasa zajmuje nam 1,5 godziny.

Po drodze zatrzymujemy się na chwilę przy „Camp Su Goroppu” – jest to informacja turystyczna dotycząca wąwozu Su Goroppu, do którego się wybieramy następnego dnia. Obok jest też fajny punkt widokowy na kanion i całą dolinę.

Ku uciesze kierowcy, a rozpaczy pasażerów, ruszamy w dalszą drogę. Dojeżdżamy do Baunei i jedziemy od razu do góry, na płaskowyż Golgo, gdzie mamy z góry upatrzony camping tuż przy ścieżce do Cala Goloritze.

Po rozpakowaniu się idziemy na krótką wycieczkę po okolicy – przede wszystkim chcemy zobaczyć osiołki i dzikie świnie, których na płaskowyżu jest mnóstwo. Jedziemy więc do szesnastowiecznego kościółka San Pietro de Golgo. Podobno w środku nie robi wrażenia (nie byliśmy we wnętrzu – jest rzadko otwarty), został jednak wybudowany w ciekawym miejscu: tu odbywały się kiedyś obrządki pogańskie – pamiątką zachowaną do tej pory jest kamienny słup o czterech twarzach.

Zwierząt jednak nie ma, poszły już spać, dlatego my idziemy szukać Największej Dziury w Europie.

Su Sterru

Wygląda to tak: na płaskim terenie Golgo, wśród dębów i makii nagle rozstępuje się ziemia i naszym oczom ukazuje się okrągła dziura. Nie byle jaka, bo głęboka na 270 metrów! Oczywiście nie widać jej dna, więc byłaby równie niebezpieczna mając metrów 30, ale świadomość głębokości robi niesamowite wrażenie.

Su Sterru jest ponorem wydrążonym przez wodę w ciągu milionów lat. Po prostu pomiędzy skały bazaltowe dostała się wapienna i przez ten czas rozstała rozpuszczona. Takie ponory są dość częste (dużo ich znajduje się w Słowenii i Chorwacji), natomiast ten na Sardynii jest uważany za najgłębszy w Europie.

Otwór przypomina nieco klepsydrę – w najwęższym miejscu ma 25 metrów, a w dolnej komnacie około 40. Wnętrze o specyficznym mikroklimacie zamieszkują między innymi salamandry jaskiniowe (Speleomantes) oraz pająki Porrhomma.

Oczywiście do Su Sterru nie da się wejść i sam otwór jest ogrodzony, w przeszłości jednak zdarzyło się tam wiele śmiertelnych wypadków (nie dziwię się, po prostu jest w niespodziewanym miejscu). Podobno w czasach starożytnych do otworu wrzucano starszych ludzi podczas drastycznego rytuału 3.

My głębokość Su Sterru sprawdziliśmy tylko przez wrzucenie kamyka do środka – leci bardzo bardzo długo. Swoją drogą, pewnie dziura ma teraz już z 260 metrów, bo założę się, że każdy turysta tam coś wrzuca.

Dojazd do Su Sterru:

Z Baunei jedzie się drogą na Golgo (są znaki), a na górze trzeba szukać napisu Voragine del Golgo i skrętu w prawo (jest to ok 800 m przed kościołem, tamtędy jedzie się też na Cala Goloritze). Po paru minutach dojeżdża się do dużego placu, na nim można zostawić w auto i pójść w lewo. Po 10 minutach jest skrzyżowanie – tam w prawo i już jesteśmy na miejscu. Trochę poplątane, ale ogólna zasada: znak na Voragine i nic się nie bać, bo jest ogrodzone.

My jedziemy już do Baunei zjeść coś w restauracji Pisaneddu. Miało w niej być typowe sardyńskie jedzenie, ale niestety coś mi się pomyliło, knajpa jest po prostu „włoska”, pod turystów. Niezła, ale bez rewelacji. Szkoda.

Nasza droga z Orgosolo do Baunei

Nasza droga z Orgosolo do Baunei

  1. źródło: Wikipedia
  2. tak twierdzi Wikipedia
  3. Znalazłam to na Sardegna.com oraz Sardegna-holidays.com, nadal trudno mi w to uwierzyć

Zapisując się, zgadzasz się na dostawanie biuletynu Duże Podróże, zawierającego powiadomienia o nowych wpisach na blogu. Nigdy, nikomu nie udostępniam Twoich danych ❤️

Przewodnik po Sardynii za chwilkę dojdzie na mail który podałeś!
Może się spóźnić 5 minut, ale dojdzie na pewno. Dziękuję za zapisanie się :)


Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!