Sardynia – skrajności

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

Ostatniego dnia na Sardynii czekają na nas same skrajności: morze i góry które różnią się… wszystkim!

Zapisując się, zgadzasz się na dostawanie biuletynu Duże Podróże, zawierającego powiadomienia o nowych wpisach na blogu. Nigdy, nikomu nie udostępniam Twoich danych ❤️

Przewodnik po Sardynii za chwilkę dojdzie na mail który podałeś!
Może się spóźnić 5 minut, ale dojdzie na pewno. Dziękuję za zapisanie się :)

15 października mieliśmy wstać rano żeby wszędzie zdążyć, w tym na samolot o 18.30. Wyszło jak zwykle, czyli wyjeżdżamy z hotelu w Baunei koło 10 (śniadanie w Bia Maore było zbyt dobre!). Jedziemy na północ, drogą Orientale Sarda – ten jej odcinek jest pełny wspaniałych widoków, dlatego często zatrzymujemy się w zatoczkach na drodze.

Orientale Sarda (Strada Statale 125) to droga która biegnie przez całą wschodnią Sardynię – z Cagliari do Palau. Trasa obfituje we wspaniałe widoki, czasem prowadzi wzdłuż wybrzeża, a czasem przez łańcuchy górskie. Dawniej za każdy odcinek tej drogi odpowiadali dozorcy, stacjonujący w domkach na poboczu. Dziś te budynki są opuszczone i popadają w ruinę, tworzą jednak specyficzny klimat, który skojarzył mi się z Dzikim Zachodem – również przez ślady po kulach na ich ścianach.

Tymczasem nad górami zbierają się bardzo ciemne chmury i pogoda zaczyna drastycznie psuć. Mijamy drugi budynek dozorców i, ponieważ nie chcemy jechać już na północ, a do samolotu na Cagliari, skręcamy na miejscowość Urzulei.

To znaczy, Tomek bardzo chce na samolot i do pracy. Ja już podjęłam kolejną decyzję: zostaję na Sardynii, będę mieszkała w tych zrujnowanych domkach.

Ten odcinek naszej trasy miał być najkrótszy, ale zajmuje nam najwięcej czasu. Kręcimy po serpentynach, najpierw zjeżdżamy nisko do doliny, potem wspinamy się na szczyt i tak cały czas. Jedziemy do następnej miejscowości, Talany, co również trwa i trwa…

Sardyńczycy mimo tego, że mieszkają na wyspie, są ludem gór i zajmują się bardziej pasterstwem niż rybołówstwem. Wynika to z tego, że na wybrzeżach grasowali piraci z Afryki i często plądrowali nadmorskie miasta – mieszkańcy Sardynii mówią nawet, że „niebezpieczeństwo przychodzi od morza”. Ich niechęć do Saracenów widoczna jest na fladze wyspy, na której są cztery ścięte głowy Maurów. W 1999 roku opaski na ich oczach (zakładano je skazańcom) zostały zamienione na bandaże na czołach.

Po wyjeździe z Talany zaczynamy się wspinać na przełęcz Oorrebo (z jakiegoś powodu nie mogę znaleźć jej w internecie, jakby nie istniała…). Lancia powoli wjeżdża do góry, nad nami ciemne chmury i bardzo leje.

Na przełęczy jest parę ścieżek które prowadzą do nuragów (o tym co to jest pisałam tutaj), nam kończy się czas więc od razu jedziemy w dół, na drogę szybkiego ruchu.

Niestety, jeszcze przez pewien czas musimy jechać serpentynami – ja mam ich już dość, nie cierpię tych ciągłych zakrętów, hamowania i przyspieszania. Dlatego za miejscowością Lotzorai z wielką radością witam drogę SS125, którą tym razem jedziemy prosto na południe.

Mamy pewien dylemat: chcemy zobaczyć Cagliari (w końcu to „stolica” Sardynii i należy zwiedzić), ale z drugiej strony pogoda taka piękna… Po zjechaniu z gór, gdzie było 10 stopni, nad morze, gdzie jest już 28, myślimy tylko o tym, żeby się wykąpać. Nie wiadomo kiedy będziemy mieć taką okazję następnym razem, jest październik, przed nami długa zima, a sardyńska woda tak niesamowicie lazurowa.

Co nas obchodzi Cagliari, jedziemy nad morze.

Nad górami nadal wiszą chmury, ale okazuje się, że na wybrzeżu niebo jest czyste. Skręcamy na miejscowość Solanas (południowy zachód Sardynii), parkujemy i w biegu wskakujemy do wody.

Solanas Sardynia

Tak jak wszystkie miejscowości nadmorskie w których byliśmy, tak i ta jest opuszczona po sezonie. Hotele i pensjonaty zamknięte, sklepy nieczynne, pustki na drogach.

Za to plaża dostępna cały rok, a na niej niesamowity, miękki piasek, duże fale i morze w obłędnym kolorze. Na brzegu opala się koło 10 osób (plaża jest ogromna!), tylko my mamy odwagę się kąpać, chociaż woda jest cieplejsza niż poprzedniego dnia na Cala Goloritze.

Przez godzinę pływamy, walczymy z falami i w ogóle wszystko sprawia nam ogromną frajdę. Jak zwykle popadam trochę w nostalgię, bo przypominam sobie, że już dziś będę spała w swoim łóżku – a wolałabym na tej plaży. Albo w chatce pasterskiej koło Cala Goloritze. Albo w domku strażniczym przy drodze Orientale Sarda.

Byle gdzie na Sardynii.

Tymczasem my musimy już jechać na lotnisko w Cagliari, chcemy wcześniej oddać auto bo nie wiemy ile nam to zajmie. Droga powrotna jest taka sama jak „tam”, wzdłuż wybrzeża.

Dojeżdżamy w końcu na lotnisko Elmas, jak słusznie przewidział Tomek oddawanie auta wcale nie jest tak szybkie jak mi się wydawało, głównie wynika to z naszej nieumiejętności komunikacji po włosku, po prostu wszyscy się wpychają do kolejki przed nami. W końcu nam się udaje, ale przez to nie mamy czasu na obiadek. Trudno, idziemy na odprawę, łazimy chwilę po sklepach bezcłowych i o 18:30 wsiadamy do samolotu. Sardynia żegna nas deszczem
…ale w ostatnich chwilach przed startem pokazuje niesamowite, płonące niebo:

A później już jesteśmy w chmurach… I tuż po starcie obydwoje myślimy tylko o jednym: co zrobić, żeby jak najszybciej wylądować tu jeszcze raz.

…i udaje nam się! Na Sardynię drugi raz polecieliśmy pod koniec maja następnego roku. Można o tym przeczytać tutaj: Sardynia.


Zapisując się, zgadzasz się na dostawanie biuletynu Duże Podróże, zawierającego powiadomienia o nowych wpisach na blogu. Nigdy, nikomu nie udostępniam Twoich danych ❤️

Przewodnik po Sardynii za chwilkę dojdzie na mail który podałeś!
Może się spóźnić 5 minut, ale dojdzie na pewno. Dziękuję za zapisanie się :)


Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Ale cudowne widoki…zdjaje się że i przeżycia niezapomniane. Świetnie opisana podróż, aż chce się wsiąść w samolot i podążyć Twoimi śladami! :)

  • Anonymous

    Tak to jest jak się zasmakuje Sardynii – jest tylko jedno lekarstwo – powrót na wyspę i my tak właśnie robimy…

  • Zapraszam na mojego bloga również o Sardynii i pozdrawiam serdecznie.

    http://terra-sarda.blogspot.com/

  • Dorota

    Hej, my wlasnie wybieramy sie na Sardynie za 2 tygodnie- sprawy organizacyjno-praktyczne juz zapiete. Teraz budujemy napiecie, rosna emocje, szukamy co zwiedzic i gdzie pojechac- i tak wlasnie tu do Ciebie trafilam, przewodnik zamowiony przez interet jeszcze nie dotarl :) Widoki na Twoich zdjeciach sa piekne, tez chcemy obejrzec flamingi (dzieci), nuragi (maz), zajrzec do winnic, posmakowac lokalnych przysmakow. Mam nadzieje na sloneczna pogode-dziewczynki beda zawiedzione jesli nie uda im sie zalozyc kostiumow kapielowych. Zamawiajac bilety i rozgladajac sie za samochodem, okazalo sie, ze oferta wynajmu przez Ryanair jest duzo korzystniejsza niz bezposrednio. I tak najtansza opcja bezposrednia znaleziona w internecie 120 euro/tydzien a przez Ryanair-80ero/tydzien. Pozdrawiam

    • Gdy leciliśmy w zeszłym roku to też myśleliśmy o wypożyczeniu z Ryanair, ale parę dni przed wylotem okazało się, że jednak w wypożyczalni wychodzi dużo taniej – sprawdź za parę dni, może i u Ciebie sytuacja się zmieni :)
      Trzymam kciuki za wyprawę, mam nadzieję że uda się zobaczyć wszystko co chcecie. W zeszłym roku o tej porze mieliśmy naprawdę fajną pogodę, może woda nie będzie jakoś strasznie ciepła, ale w strój kąpielowy macie szansę wskoczyć :)
      Powodzenia w planowaniu – zajrzyj na wszystkie moje wpisy + info praktyczne: http://duze-podroze.pl/tag/sardynia/

  • Dorota

    Hej, my wlasnie wybieramy sie na Sardynie za 2 tygodnie- sprawy organizacyjno-praktyczne juz zapiete. Teraz budujemy napiecie, rosna emocje, szukamy co zwiedzic i gdzie pojechac- i tak wlasnie tu do Ciebie trafilam, przewodnik zamowiony przez interet jeszcze nie dotarl :) Widoki na Twoich zdjeciach sa piekne, tez chcemy obejrzec flamingi (dzieci), nuragi (maz), zajrzec do winnic, posmakowac lokalnych przysmakow. Mam nadzieje na sloneczna pogode-dziewczynki beda zawiedzione jesli nie uda im sie zalozyc kostiumow kapielowych. Zamawiajac bilety i rozgladajac sie za samochodem, okazalo sie, ze oferta wynajmu przez Ryanair jest duzo korzystniejsza niz bezposrednio. I tak najtansza opcja bezposrednia znaleziona w internecie 120 euro/tydzien a przez Ryanair-80ero/tydzien. Pozdrawiam

    • Gdy leciliśmy w zeszłym roku to też myśleliśmy o wypożyczeniu z Ryanair, ale parę dni przed wylotem okazało się, że jednak w wypożyczalni wychodzi dużo taniej – sprawdź za parę dni, może i u Ciebie sytuacja się zmieni :)
      Trzymam kciuki za wyprawę, mam nadzieję że uda się zobaczyć wszystko co chcecie. W zeszłym roku o tej porze mieliśmy naprawdę fajną pogodę, może woda nie będzie jakoś strasznie ciepła, ale w strój kąpielowy macie szansę wskoczyć :)
      Powodzenia w planowaniu – zajrzyj na wszystkie moje wpisy + info praktyczne: http://duze-podroze.pl/tag/sardynia/

  • haha, serio? Nigdy bym się nie domyśliła, wyglądało na prawdziwe :D No cóż, dzięki!

    • Renata Suchodolska

      Jak się uważnie przyjrzeć, to widać na zdjęciu, że poprawiono literkę C i wymazano i. :)