Jedziesz na narty do Ischgl? Wszystko co musisz wiedzieć przed wyjazdem!

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

Przed świętami pojechałam razem z ekipą National Geographic Traveler (w ramach projektu Traveler Adventure Team) na narty do Ischgl, miasteczka w Austrii. Muszę się przyznać, że był to mój pierwszy wyjazd na narty w Alpy i chyba nie mogłam lepiej trafić, bo Ischgl jest jednym z największych i najatrakcyjniejszych ośrodków narciarskich w tych górach. Jak się tam dostać, jakie są stoki, co warto zjeść, gdzie bywać i ile to wszystko kosztuje? Oto co musisz wiedzieć przed wyjazdem.

1. Dojazd do Ischgl

Warszawę od Ischgl dzieli ponad 1200 km, więc czas dojazdu samochodem wynosi koło 12-13 godzin (my wyjechaliśmy o 8:30, ale na miejscu byliśmy koło północy bo robiliśmy przerwy po drodze). Najbardziej optymalna trasa prowadzi przez Katowice, Brno, Wiedeń, Salzburg i Innsbruck, najdłużej jedzie się przez Polskę ale za granicą kraju są praktycznie cały czas autostrady. Pamiętajmy, że w Czechach i Austrii potrzebne są winiety.


Dobrą opcją jest też przylot do Innsbrucka, na świetnie przygotowane dla narciarzy lotnisko. Zazwyczaj jednak ceny biletów są zbyt wysokie, ponieważ piloci tam lądujący muszą mieć specjalne zezwolenia i szkolenia.

2. Kiedy najlepiej wybrać się do Ischgl

Ischgl jest bardzo popularnym wśród narciarzy ośrodkiem, dlatego należy się nastawić na tłumy, szczególnie w sezonie oraz w weekendy. Samo miasteczko zamieszkuje na stałe tylko 1500 osób, z których prawie każdy jest właścicielem hotelu lub restauracji. Miejsc noclegowych jest natomiast ponad 10 tysięcy, a wyciągi Silvretta Areny mogą przewieźć nawet 90 tysięcy osób na godzinę (!) – najlepiej więc pojechać na narty do Ischgl jeszcze przed Świętami Bożego Narodzenia lub dopiero w marcu. Wtedy właśnie będzie tam najmniej turystów a ceny będą najkorzystniejsze.

3. Jakie jest Ischgl

Miasto słynie z knajp, klubów (również takich ze striptizem) i barów apres-ski. W klubach Ischgl zarówno w środku tygodnia, jak i w weekend są tłumy. Najpopularniejszą knajpą i miejscem wokół którego kręci się życie nocne Ischgl jest bar Kuhstall, czyli „Obora” (przepraszam naszych gospodarzy z Austrii że wspominam o tym miejscu!). Obora jest najwyraźniej definicją „apres-ski” bo jej zdjęcie ilustruje to pojęcie w Wikipedii.

Generalnie wyobraź sobie najbardziej turystyczne miejsce w Twoim mieście. I teraz wyobraź sobie, że cała wioska jest właśnie taka. Ischgl jest stuprocentowo obliczone, nastawione, zdaje się wręcz że zbudowane dla turystów, to taki Paryż alpejskich wiosek. Nie ma „autentycznych” tyrolskich miejsc gdzie wypijesz sobie z gospodarzem Gluhwein, najbliższe to chyba schronisko Bodenalp w dolinie Fimba, kilka godzin drogi w górę. Wiem że nie każdemu to przeszkadza, są wręcz ludzie których ciągnie w te miejsca, ale moja natura raz po raz się sprzeciwiała. Muszę jednak przyznać, że:

4. Trasy Silvretta Arena to klasa sama w sobie

Na nartach zazwyczaj jeździłam w Słowacji (Rohacze, Oravice) lub na Kasprowym, więc dla mnie Silvretta Arena Ischgl-Samnaun była spełnieniem wszystkich narciarskich marzeń. Z doliny w której leży Ischgl prowadzą aż trzy gondole na górę: Silvrettabahn, Fimbabahn i Pardatschgratbahn. Dwie pierwsze spotykają się u góry w Idalp, na 2300 metrów. Jest to swoiste centrum Areny, tutaj są restauracje, szkółka narciarska i właśnie tu swoją przygodę zaczyna większość narciarzy.

Silvretta Arena jest połączeniem dwóch ośrodków narciarskich – austriackiego Ischgl i szwajcarskiego Samnaun. Zresztą, wyciągi i stoki są na granicy tych dwóch państw i podczas jazdy raz znajdujemy się w Austrii, a raz w Szwajcarii.

Całkowita długość tras to prawie 240 kilometrów (!) i ich trudność jest bardzo zróżnicowana – zarówno zupełnie początkujący, jak i bardzo zaprawieni narciarze znajdą coś dla siebie. Cudowne są też widoki – ze dwa razy podczas jazdy aż się wywróciłam z wrażenia jakie wywarły na mnie alpejskie krajobrazy. Wszystkie trasy oraz ich trudności są dokładnie oznaczone, nie pogubisz się.

Do gondoli w Ischgl bywają kolejki, natomiast na wyciągi krzesełkowe (jest ich tam aż 45) wsiada się praktycznie bez czekania. Mimo ogromnej ilości narciarzy na stokach jest dość luźno, wyjątkiem jest czerwona trasa 1 do Ischgl – zjeżdżają nią prawie wszyscy mieszkający w tej wiosce i szybko tworzą się tam muldy, szczególnie nieprzyjemnie jest pod koniec dnia.

5. Świetnie przygotowane stoki

Sezon narciarski w Ischgl-Samnaun zaczyna się już w listopadzie, wtedy też zaczyna swoją pracę ponad tysiąc armatek śnieżnych. Oczywiście przy małych opadach prawdziwego śniegu (czyli ostatnio nawet do połowy stycznia…) nie wszystkie stoki są otwarte, ale ilość tras i tak pozwala się wyszaleć niezależnie od miesiąca.

Po stokach przejeżdża codziennie ratrak, więc jazda jest bardzo przyjemna. Oczywiście na popularnych trasach tworzą się muldy i oblodzenia, zwłaszcza pod koniec dnia. Stoki zamykane są o 17:00 (w listopadzie i grudniu o 16:00) i nie są oświetlane.

6. Ceny karnetów Silvretta Arena w Ischgl

Jednodniowy skipass to wydatek 51 euro (29.50 dla dziecka). Ceny karnetów na dłuższy okres zależą jednak od sezonu, więc korzystniej jest kupić sobie karnet 6-dniowy albo jeździć pół dnia od 11:30.

Pro tip: poszukaj wyjazdów organizowanych 1, bo one w cenie mają hotel, wyżywienie i skipass. Bardzo opłaca się też pojechać w kilka osób, wynająć apartament i podzielić się kosztami. Ceny za tydzień na stoku mogą się zaczynać nawet od 1,5 tysiąca złotych (poza sezonem!). Sama wprawdzie jeszcze nie korzystałam z takiej opcji, ale wiele osób polecało mi rezerwację przez stronę Snowtrex.

7. Sprzęt narciarski – wypożyczenie

Najpopularniejszą wypożyczalnią w Ischgl jest SilvrettaSports, mają oddziały przy każdej kolejce w mieście oraz na górze, w Idalp. Dzienna cena wypożyczenia u nich nart z kijkami to 30 euro, z butami 50.

Na pewno wygodnie jest mieć ich pod bokiem by ewentualnie móc zmienić lub serwisować swoje narty, ale wiadomo że austriackie ceny powalają. Dlatego dobrym rozwiązaniem dla osób nie posiadających własnych nart jest po prostu wypożyczenie ich w Polsce i zawiezienie do Austrii. W wielu polskich miastach (nawet odległych od gór) można pożyczyć sprzęt za 100-200 złotych tygodniowo.

8. Czego spróbować? Pyszne tyrolskie jedzonko (i picie!)

  • Käsespätzle – czyli kluski z serem, posypane prażoną cebulką – . Bardzo pożywne danie wegetariańskie. Koniecznie popijać piwem!
  • Fondue – topiony ser z dodatkiem białego wina, w stale podgrzewanym garnuszku, w którym maczamy drobne przekąski, np. ogóreczki kiszone, pomidory, kawałek szynki, chleb itd. Wersją mięsną jest fondue bourguignonne, czyli garnuszek z wrzącym olejem w którym smażymy kawałki kurczaka czy wołowiny. Najlepiej zamawiać w kilka osób.
  • Wienerschnitzel – klasyka austriackiej kuchni, znany w Polsce jako schabowy. Podawany w Austrii z cytryną.
  • Kaiserschmarrn – puszysty i słodki deserek jajeczny podawany z konfiturą lub smażonymi owocami (np. śliwkami). Nazwa znaczy dosłownie „cesarski omlet”, ale w smaku omletu nie przypomina.
  • Glühwein – czyli grzaniec z przyprawami. Ratunek w zimne, ciemne, styczniowe dni!
  • Zirbenschnaps – nalewka z szyszek limby, drzewa które rośnie jedynie powyżej 1400 m n.p.m. Ten alkohol jednym przypomina lekarstwo (tak zresztą jak wiele innych Schnappsów), inni go pokochają. W każdym razie, spróbować trzeba.

Wyjazd do Ischgl był częścią Traveler Adventure Team. Zwycięzcy konkursu fotograficznego National Geographic Traveler Polska jechali na tydzień do Austrii razem z ekipą NG, fotografem Jackiem Boneckim i nami – blogerami. Wyjazd sponsorowany był przez marki: Jeep, Olympus, LG, Varta, Victorinox oraz przez biuro promocji Ischgl wraz z niezastąpionym Austria.info. Post zawiera lokowanie produktów.

Super relację przygotowała już Ula – jeśli jesteście ciekawi jak dokładnie wyglądał nasz wyjazd, chodźcie na jej bloga :) A poniższy, „dronowy” filmik z Ischgl nakręcił i zmontował jeden z laureatów konkursu NG – Łukasz Ciechanowski.

  1. Jest to jedyny raz kiedy polecam takie wyjazdy na blogu

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Zu

    Jeżeli chodzi o kuchnię na nartach w Alpach, to dla mnie klasykami są Garmknoedel (pyza z powidłami śliwkowymi z sosem waniliowym i makiem) i Apfelstruedel mit Vaniliensauce (szarlotka z sosem waniliowym) – oba bardzo tłuste i sycące, ale w końcu narciarstwo to sport, więc można sobie pozwolić. Szpecle uwielbiam.

    • Garmknoedel nie znałam i jakoś nie widziałam w menu, ale następnym razem bardzo chętnie spróbuję :) To prawda że tam można sobie pozwolić na więcej jedzonka chociaż po tygodniu jedzenia sera i bekonu musiałam sobie jednak zrobić detoks ;)

  • Z wypiekami na twarzy przeczytałem tego posta bo sam będę w Austrii w lutym. Wcześniej byłem tam tylko raz w życiu dlatego nie mogę się bardzo doczekać.

  • Faktycznie, bardzo ciekawe miejsce na narty, zwłaszcza pod kątem dobrej kuchni :D. Sama ostatnio pozostaję w tematyce narciarskiej, zapraszam na mojego bloga, doradzam m.in. jak zaplanować wyjazd na narty z dzieckiem :)

  • Krajobrazy niczym wyrwane z bajki! Rewelacja :) chętnie bym pojeździła na desce, niestety w tym roku mnie śnieg ominął :(

    • Jeszcze masz 2 miesiące, może się uda pojechać? :)