Moje ulubione miejsca w Paryżu

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

Sekretem udanego wyjazdu do Paryża jest jak najpilniejsze unikanie miejsc które kochają turyści. To prawda, że zwiedzanie Luwru, wejście na Wieżę Eiffla i spacer po Polach Elizejskich jest na liście marzeń większości ludzi na ziemi ale prawdziwy, piękny Paryż kryje się na cichych uliczkach, w spokojnych parkach i ciasnych knajpkach.

Nam po miesiącu w Paryżu udało się odkryć kilka takich miejsc. Zresztą miesiąc w Paryżu to dużo i jednocześnie zaskakująco mało jak na tak wielkie miasto. Wychodziliśmy prawie codziennie (co przypłaciliśmy okropnym zmęczeniem) a i tak pewnie nie zobaczyliśmy wszystkiego. Oto jednak kilka moich ulubionych zakątków w których odkryłam Paryż na nowo.1

Ogrody i parki: Place des Vosges, Ogród Luksemburski

Place des Vosges to niewielki ale bardzo popularny park z kilkoma fontannami położony w dzielnicy Marais. W otaczających go budynkach jest kilka galerii sztuki, butików i uroczych podwórek do których można zaglądnąć.

Drugim niezwykle popularnym parkiem, a według niektórych najpiękniejszym w Paryżu, jest Jardin du Luxembourg w dzielnicy 6. Bardzo zadbane rabatki i długie rzędy równo przyciętych drzew są jego znakiem rozpoznawczym. Jest wielki dzięki czemu zawsze można znaleźć tam spokojne miejsce z dala od innych ludzi.

Generalnie mimo tego, że paryskie ogrody są ładne, symetryczne i spędza się nad nimi wiele czasu, zdecydowanie wolę mniej zadbane, a bardziej rozluźnione parki bo wydaje mi się że w nim mam większy kontakt z naturą a w Paryżu nie miałam ucieczki od miasta. Oczywiście niektórzy nie mają nic przeciwko, ale mi brakowało naturalnych elementów i nie czułam się dobrze będąc stale otoczona betonem.

Uliczki: Rue de Thermopyles, Cour Damoye

Podczas tego miesiąca głównym hasłem wpisywanym przeze mnie w Google było „najbardziej urocze zakątki w Paryżu” i w ten sposób odkryłam romantyczne Rue de Thermopyles na Montparnasse. Ta dzielnica to typowa miejska dżungla więc zielone, spokojne Thermopyles tym bardziej było przyjemnym zaskoczeniem. Nie jest to raczej uliczka do której bym specjalnie pojechała z miasta więc raczej polecam odwiedzenie jej przy okazji np. wjechania na wieżę Montparnasse.

Drugim sekretnym i spokojnym zakątkiem jest Cour Damoye przy Place de la Bastille. Odkryłam to miejsce dzięki blogowi Mammamija i nie pożałowałam wycieczki do Bastille. W okolicy jest kilka podobnych zaułków, również takich z butikami lokalnych projektantów, warto pochodzić po okolicy i powchodzić w różne podwórka.

Wieża: Montparnasse

O 90 metrów niższa od Wieży Eiffla, 210-metrowa Montparnasse jest odwiedzana przez mniejszą ilość turystów więc pozwala na spokojniejsze oglądanie widoków Paryża. Oglądanie ogromu Paryża z takiej wysokości jest jednocześnie fascynujące i przerażające. Dodatkowo, mają najszybszą windę jaką jechałam i osiąga ona prędkość nawet 60 km/h. Z moim lękiem wind nie wybiorę się tam pewnie ponownie.

Dzielnica: Marais

Stare dobre Montmartre ma swój urok, ale Marais to sto procent Paryża. Urok tej dzielnicy skrywa się w ślicznych kawiarniach, ekskluzywnych butikach i zadbanych uliczkach którymi spaceruje zdecydowanie mniej turystów niż w centrum. Szczególnie polecam odkrywanie Marais wcześnie rano, gdy sklepiki dopiero się otwierają i mieszkańcy spokojnie spacerują lub piją kawę.

Świetna jest też niewielka dzielnica Żydowska której centrum jest Rue de Rosiers. Budownictwem niesamowicie przypomina mi krakowski Kazimierz, z tym że dalej główni mieszkańcy to Żydzi mający swoje tradycyjne piekarnie, restauracje i sklepy. Sama Rue de Rosiers i okolica są pełne sklepików second-hand w których czasem można upolować prawdziwe perełki od projektantów.

W Marais znajdują się też jedyne zachowane w Paryżu późnośredniowieczne domy, przy ulicy François-Miron. Ta dzielnica skrywa też wiele innych sekretów które sami musicie odkryć…

marais_paryz

Muzeum: d’Orsay

Moim zdaniem najciekawsze i najpiękniejsze muzeum. Jest w nim ogromna kolekcja sztuki (przede wszystkim francuskiej) z XIX wieku, w tym m.in. Monet, Cezanne i Van Gogh. Nie dość że ten okres mnie najbardziej interesuje a ilość dzieł była po prostu ogromna, to jeszcze sam budynek zasługuje na uwagę, bo kiedyś był… dworcem kolejowym w stylu Beaux Arts. Cudo!

Knajpki: Fish Boissonnerie i Kunitoraya

Po ciężkostrawnym jedzeniu w Portugalii przyszedł czas na nieustanną ucztę w Paryżu. Wszystkie restauracje i kawiarnie w których byliśmy okazały się super. Najbardziej jednak zapadło mi w pamięć Fish Boissonnerie, które serwuje dania współczesnej kuchni francuskiej, z odniesieniami do dań japońskich. Napiszę tylko że nie wiedziałam że tuńczyk z kalafiorem może smakować jak niebo. To jedna z tych rzeczy, których naprawdę nie zrobicie sami w domu, która wymagała lat nauki by być tak dobra i pierwszy raz zetknęłam się z kuchnią na tak wysokim poziomie. Menu na lunch (przystawka + danie + deser) kosztują 30 euro.

Jednak najczęściej w Paryżu jedliśmy w Kunitoraya. Kuchnia japońska jest moją ulubioną a ponieważ w tej knajpce przygotowywali ją wyłącznie Japończycy, byłam tam po prostu szczęśliwa. Kunitoraya specjalizuje się w daniach z makaronem udon z różnymi dodatkami (mi najbardziej smakowało z algami i krewetką), ale mają też posiłki z ryżem (polecamy Katsudon!). Koszt miseczki makaronu to ok. 15 euro. Pycha!

Dom handlowy: Galeries Lafayette na Boulevard Haussmann

Chyba nikogo nie dziwi fakt, że luksusowych sklepów w Paryżu jest mnóstwo i wszystkie prześcigają się w wystroju i ekskluzywności. Wszystkie najwspanialsze butiki w jednym miejscu można odwiedzić w ślicznym Galerie Lafayette na Boulevard Haussmann. Z jednej strony bardzo mi się podobało wnętrze budynku ze delikatną szklaną i metalową kopułą, z drugiej strony parter budynku to wielki chaos w którym ciężko się odnaleźć. Biegają po nim bardzo bogaci Azjaci i ustawiają się w 40-osobowej kolejkach do torebek Louis Vuitton (od 1,5 tysiąca euro) albo hurtem kupują wszystkie kosmetyki Chanel. Wydaje mi się zresztą że wyjazd do Europy i wydanie tysięcy euro to jakaś nowa, modna tradycja której wymagają Azjatki i było mi aż przykro oglądać miny ich mężów gdy one bez mrugnięcia okiem trwoniły te ciężko zarobione pieniądze.

Dzięki temu zamieszaniu można jednak bez nadęcia i dziwnych ekspedientek pooglądać śliczne ubrania i dodatki z bliska.

Księgarnia: Shakespeare and Co

Chyba nie przesadzę jeśli napiszę że jest to jedna z najsłynniejszych księgarni na świecie. Mimo tego że jest w Paryżu, sprzedaje książki po angielsku, najczęściej z wydawnictw amerykańskich. Wybór w Szekspirze jest wielki, mają nie tylko klasyki literatury światowej ale również najnowsze dzieła z wielu kategorii. Księgarenka jest bardzo ciasna, ludzie czytają w przejściach i całość posiada niepowtarzalny urok który bezskutecznie próbuje odtworzyć wiele podobnych sklepików. Po lewej od głównego wejścia jest też antykwariat a na pięterku – czytelnia starszych książek, gdzie można usiąść na kanapie i godzinami oddawać się lekturze. Jest nawet biały kocur śpiący w „swoim” fotelu, fortepian i łóżko. Tylko w Paryżu!

  1. Nie ma wielu zdjęć bo, jak wiecie, wszystkie były na komputerze który mi skradziono w Wiedniu :(

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • ta wąska uliczka z zielenią i księgarnia wyglądają intrygująco

  • Zdecydowanie muszę się wybrać następnym razem do Paryża na wiosnę. Co roku jeździmy tam w okresie lutego i trochę brakuje mi zieleni tych bajecznych ogrodów :)

    • Oj tak, ta zieleń bardzo dużo dodaje miastu, byłoby mi ciężko bez niej ;)

  • Bardzo ciekawy wpis. Nie widziałam tych wszystkich miejsc. Również polecam Muzeum d’Orsey – ze względu na moich kochanych impresjonistów. A dodatkowo jeszcze Marmottan Museum Monet :-)

  • Iwona

    Mnie w Paryżu najbardziej urzekły małe skwerki i ogródki na każdym niemal kroku, takie mini oazy nawet w ścisłym centrum miasta oraz cała ta „kultura kawiarniana”. Mieszkałam w Montparansse szkoda, że nie miałam czasu odkryć tej dzielnicy, zgadzam się co do muzeum d’Orsay, uważam je za najlepsze jakie kiedykolwiek widziałam, w ogóle od Paryża polubiłam muzea. Niestety Paryż dał mi najbardziej popalić jeśli chodzi o tłumy i kolejki.

  • An Z

    Dziękuję Ci Olu za Twoje wpisy, w tym roku odkryłam Twojego bloga, gdy wybierałam się do Florencji, teraz jestem w Lizbonie, a za kilkanaście dni będę tydzień w Paryżu, więc zabieram się za czytanie wątków paryskich :)