Dlaczego nie chcę mieszkać w Portugalii

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

Przymierzam się do tego wpisu od lat. Na początku było mi bardzo trudno złapać dystans, a jednocześnie być szczerą i wytłumaczyć dokładnie, co i jak. Czemu nie chciałabym mieszkać w Portugalii. Mam stamtąd przecież mnóstwo świetnych wspomnień! Kraj jest cudowny, ciepły, piękny i kolorowy, spędziłam tam jedne z najpiękniejszych miesięcy w życiu! Z ulgą jednak się stamtąd wyprowadziłam. Uwaga: będzie trochę narzekania.

Jak sporo z Was już wie, mieszkałam w Lizbonie przez prawie pół roku. Po jakimś czasie przyjechałam do Porto na miesiąc. Miałam mniej-więcej wgląd w funkcjonowanie tego państwa i przekonałam się, że raczej nie jest to miejsce, gdzie chciałabym żyć na stałe.

Wcale nie oznacza to, że nie polecam Portugalii na wakacje! Dostałam jednak sporo pytań o decyzję wyprowadzki i moje odczucia związane z portugalską codziennością. Od razu więc uspokajam:

Życie a zwiedzanie to dwie różne sprawy

Doświadczenie życia w danym miejscu nigdy nie jest równe zwiedzaniu go jako turysta! Mieszkałam w Krakowie ponad 20 lat, wszyscy mówią że to jedno z najpiękniejszych miast w Polsce. Pewnie tak. Poza centrum niewiele się jednak dzieje. Mieszkając w Borku Fałęckim (30 minut tramwajem do Rynku) nie miałam gdzie wyjść na kawę, gdzie spotkać się ze znajomymi, gdzie dobrze zjeść. Życie toczyło się zawsze gdzie indziej. Nie dojeżdżał do mojego domu autobus nocny, koło domu wiecznie były korki, i nawet ksiądz na kolędzie przyznał, że Borek jest „geriatrią” – same starsze osoby, nic dla młodych. Osiedla obok były za to zwane „sypialniami”, czyli miejscami gdzie się tylko śpi po ciężkim dniu pracy.

Nie wiedzą o tym turyści zwiedzający Kraków. Krążą przecież tylko po centrum, które zajmuje mały procent całości miasta. Podziwiają zabytki, zachwycają się historią i bogatym życiem nocnym. Nie muszą stać w korkach, bo mieszkają w samym centrum. Do knajpy mają zawsze rzut beretem. Obok ich hotelu jest właśnie wernisaż młodego artysty, a ulicę dalej jest koncert muzyki klasycznej.

Pomyślcie, jakie Wy macie wrażenie o Waszym mieście, a co sądzą znajomi którzy odwiedzają je na jeden dzień lub nawet na kilka godzin? Prawie na pewno Wasze opinie będą się różnić.

Na wakacjach łatwo wybaczać

Kolejna sprawa jest taka, że na wakacjach problemy są jakby mniej poważne. Jesteśmy w dobrym humorze, zdeterminowani żeby jak najlepiej wykorzystać ten cenny czas i jeśli zdarzy się nieprzyjemna sytuacja – łatwo o niej zapominamy. Na pewno choć trochę łatwiej, niż w codziennym życiu.

Dla mnie jednak życie w Lizbonie było, cóż, codziennym życiem. Razem z mężem pracowaliśmy zdalnie, chodziliśmy na zakupy, sprzątaliśmy mieszkanie itd itp – wszystko, co robi się w domu, na codzień. Gdy coś nam się nie podobało w Portugalii, musieliśmy z tym żyć. Nie wracaliśmy po dwóch dniach do Polski.

Dlatego przedstawiam Wam kilka rzeczy, które z perspektywy czasu wydają się błahe i nawet śmieszne, a w Portugalii mnie wkurzały:

Mokro poza sezonem

Od marca do maja często padało, były chmury, temperatura wprawdzie wynosiła 17 stopni, ale wiał wiatr od oceanu. Gdybym trafiła na taką pogodę zwiedzając Portugalię, nawet bym tego pewnie nie zauważyła! Zwiedzałabym, piłabym wino i jadła sardynki, więc orzeźwiający wiaterek byłby całkiem miło widziany.

Jednak my w mieszkaniu mieliśmy jeden malutki kaloryfer, który niewystarczająco ogrzewał pomieszczenia. Po kilku dniach deszczu stawało się więc bardzo wilgotno, ubrania nie schły. Po miesiącu miałam mega dość, po dwóch byłam zła, po trzech: gotowa na wyprowadzkę.

Mega gorąco latem

A potem przyszedł czerwiec i nie dało się żyć. Kaloryfer podszedł w odstawkę i teraz moim przyjacielem był wiatrak. Byłaby też klima, gdyby była w mieszkaniu. A mieszkanie na poddaszu, my cały dzień pracowaliśmy spoceni jak świnki, a w nocy nie dało się spać bo było +30. Och, jak idealnie na wakacje! Ach, jak było trudno pracować…

Myślę sobie teraz, że to była pewnie kwestia mieszkania, może trzeba było wynająć coś droższego? Czasem jednak trudno jest przewidzieć, na co się trafi na miejscu.

Nasze problemy z prądem ⚡

W pewien majowy poranek przyszedł na naszą klatkę schodową elektryk. Ktoś w mieszkaniu obok od pół roku nie płacił rachunków, elektryk miał więc wyłączyć mu prąd. Wyłączył nam.

Na początku to było śmieszne, byłam przekonana, że zaraz ktoś przyjdzie. Nie przyszedł tego dnia, ani następnego, ani jeszcze następnego. Elektrownia umawiała się z nami na dany dzień, na daną godzinę, ale nikt nie przychodził. Czekaliśmy całymi dniami.

Rzeczy w lodówce trzeba było wyrzucić. Prysznic nie miał ciepłej wody. Nie mieliśmy internetu (więc nie było jak pracować). Kaloryfer przestał działać, wiatrak też. Trzeba było iść do hotelu. Po tygodniu przyszedł elektryk wyłączyć prąd osobie, która nie płaciła rachunków. Nam nie włączył.

To wszystko trwało dwa tygodnie. Byłoby w porządku, gdybyśmy od początku mieli jasną sytuację, a tak: umawiali się z nami i nie przychodzili, gdy my czekaliśmy. W końcu okazało się, że jednak nie musieliśmy być w domu, czekając na technika! A, no i włączenie nam prądu zajęło około 30 sekund.

Wszyscy, zawsze się spóźniają

Myślę, że poprzedni akapit całkiem już dobrze pokazuje podejście Portugalczyków do czasu. Spóźnianie się godzinę nie jest nawet traktowane jak spóźnianie się. Przez niektórych przychodzenie dzień później nie było tak traktowane. Byłoby to nieco zabawne, gdybym odwiedzała tylko Portugalię, stanowi też świetną anegdotę. Nie jest jednak tak śmieszne, gdy czekasz na coś ważnego.

Od razu uspokajam też: gdy będziecie zwiedzać, poślizgi mogą się zdarzać, ale raczej niewielkie. Ja piszę np. o urzędach, listonoszu itd. Turyści są traktowani nieco poważniej, niż mieszkańcy ;)

Problemy językowe

W turystycznych miejscach oczywiście wszyscy mówią po angielsku, tak samo jak w restauracjach w centrach miast. Starają się.

W dzielnicach mieszkalnych bywało różnie. Czasem gdy nie mówiliśmy po portugalsku, obsługa w knajpie nas ignorowała. Nie obsługiwali, nie przynosili jedzenia. Gdy stałam w kolejce: zaczynali obsługiwać następnego klienta. Ja tam stoję i czekam, mówię „Hello!”, oni udają, że nie istnieję. Oczywiście wtedy było wyjście z restauracji. Nie zdarzało się to bardzo często, ale jeśli myślicie o przeprowadzce do Portugalii, koniecznie nauczcie się chociaż podstaw języka.


Kochani, jeszcze raz: polecam Portugalię na wakacje! Uważam, że to jedno z najpiękniejszych państw Europy i bardzo warto je odwiedzić! Ten wpis to jedynie moje obserwacje z Portugalskiej codzienności.

Z Portugalii pochodzą jedne z najpiękniejszych moich wspomnień. Przeżyłam tam cudowne chwile. Gdy ktoś pyta mnie o państwo jakie warto odwiedzić, zawsze odpowiadam: Portugalia. Zdecydowanie Portugalia. Dla mnie zostanie ona na zawsze państwem najcudowniejszych zachodów, najpyszniejszych zapachów, najbardziej kolorowych ulic, najpiękniejszych plaż i najlepszego wina. Zobaczcie zresztą na jeden z postów o Portugalii.

Wydaje mi się też, że w tych „problemach” są pewne lekcja dla mnie i dla wszystkich, którzy chcieliby przeprowadzić się do innego kraju. Części z nich dałoby się uniknąć. Mimo wszystko, moje wspomnienia są świetne i być może, kiedy uda mi się nauczyć radzić sobie z takimi problemami, zdecyduję się ponownie na życie w Portugalii ;)


A może Wy mieszkacie w mieście, na które macie zupełnie inne spojrzenie niż turyści? Dajcie znać!

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Julia Biedroń

    Cześć! 😊 uwielbiam Portugalię i bardzo się ucieszylam na kolejny twój artykuł o niej. Zgadzam się całkowicie, Południe jest fajne na wakacje, ale jednak codzienne życie zupełnie inaczej tam wygląda. A propos Borku Fałęckiego – też tu miezkamy z mexem od trzech lat, i cóż, coś się zaczęło dziać – przy Biedrze teraz są dobre frytki od chłopaków z Kazimierza, a obok Good Lood. To tyle z atrakcji 😂 i chociaz ja tam sobie bardzo cenię Borkowski spokój i zieleń, to rzeczywiście jakiejś kawiarni lub knajpy brakuje tu jak powietrza. Całe szczęście, że Podgórze jest niedaleko 😊

    • ja w Borku mieszkałam ponad 15 lat i się poddałam, a od razu po tym otworzyli te frytki i lody :D także chyba mnie tam nie lubią :D

  • Anna Mrożek

    Portugalia… Mieszkałam rok w odstępach, bo był to Erasmus x2… BRAGANÇA ❤️ I Coimbra, a od lipca będzie PORTO. Rozumiem Twoje żale, ale pomimo to mi żyło się tam dobrze. Na pewno w 100% zgadzam się z Tobą w kwestii ogrzewania… Nigdy więcej w zimie, bo zamiarznę na śmierć. Jednak co do ludzi to się nie zgodzę, może to była kwestia Lisbony? Dla mnie to najbardziej mili i pomocni ludzie 😊 mnie cieszył spokój północy i małych miasteczek. Raczej nie byłam typowym erasmusowym studentem, ale starałam się żyć jak oni. Teraz jestem w portugalski-polskim związku 😊 czytam Cię od 3 lat i czasem szłam zwiedzać Twoimi śladami, pozdrawiam! 😘

  • Potrzebne są takie rozmowy, opinie i spostrzeżenia, choćby po to, aby już podczas samego podróżowania popatrzeć na miejsca również z perspektywy mieszkańców, w tym ekspatów. Warto patrzeć na miejsca, które odwiedzamy z różnych perspektyw i nawet jeżeli jedynie podróżujemy, będziemy bogatsi o całkiem sporo większy bagaż wiedzy i doświadczeń. :)

  • Aga

    Zdecydowanie coś w tym jest :) Odwiedziłam Lizbonę i okolice w marcu, prawie codziennie padało i wiało, ale zważywszy na temperaturę dało się przeżyć i było świetnie :) Chętnie wróciła bym do Portugalii latem… (turystycznie oczywiście).

    Ja z kolei mieszkam w Sopocie i nie czaję co takiego ludzie w nim widzą, że rok w rok w sezonie przeżywa oblężenie :|