Ben Aan – jeśli w Szkocji masz wejść na jedną górę, niech będzie to właśnie ta.

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

„Najlepszy w Szkocji stosunek widoków do trudu podejścia” – tak Ben A’an określili w przewodniki Wild Scotland. Widzieliście kiedykolwiek taki opis góry?! Gdy to przeczytałam, od razu odpowiedziałam „Wchodzę w to! A raczej na to”. Wpakowaliśmy do auta jedzenie i termosy, i ruszyliśmy w góry.

Ben A’an jest około 1,5 godziny drogi z Edynburga i tyle samo z Glasgow. Niestety, da się dojechać tylko autem, chyba że dojedziecie do Stirling (duża miejscowość w okolicy) i weźmiecie taksówkę. Albo złapiecie stopa. Niestety, jeśli chcecie poznać wnętrza Szkocji, to albo wycieczka zorganizowana, albo własne auto.

Okolica w której jest Ben A’an to Park Narodowy Loch Lomond and the Trossachs. To jest takie miejsce, gdzie prawie nikogo nie ma, mimo tego że Ben A’an to jeden z najpopularniejszych szczytów w Szkocji. Droga do niego jest cudowna i rzadko będziecie się na niej mijać z innymi autami. Na pewno dużo, dużo, dużo rzadziej, niż z owcami, szkockimi krowami i jeziorami. Polecam pojechać latem, kiedy wszystko ma kolor pięknej, dzikiej zieleni. Sama nazwa „Ben A’an” pochodzi z galickiego i oznacza „mały, ostry szczyt”.

Autko zostawia się na parkingu Ben A’an, który jest tutaj. Parking jest płatny, ale kosztuje tylko 3 funty dziennie (lub 1 funt za godzinę, lub 12 funtów za minibusa/autobus). Pamiętajcie, że trzeba mieć monety, a jeśli macie tylko karty to należy podjechać do niedalekiego parkingu Ben Venue, tam zapłacić i przyjechać z powrotem. Właśnie w ten sposób my to ogarnęliśmy.

Gdy z Miłoszkiem weszliśmy na szlak, była już godzina druga. W lecie szkockie słońce zachodzi jednak bardzo późno i nie było strachu pozostania w trasie po ciemku. Szlak na Ben A’an zaczyna się po drugiej stronie drogi od parkingu – po prostu trzeba iść pod górę. Nic nie jest wprawdzie specjalnie oznaczone, ale nie ma żadnego problemu bo ścieżka jest jedna i nie bardzo da się zgubić. Zwłaszcza, że już po 20 minutach widać górę na którą idziemy – właśnie na nią trzeba się kierować. Szlak nie jest jednak asfaltowy, przydadzą się porządne buty i dobra kurtka bo na szczycie wieje dużo mocniej, niż w kieleckim.

Ponieważ Szkocja ma ogromne tereny zielone gdzie prawie nikogo nie ma, zasady w ich parkach narodowych są kompletnie inne, niż w Polsce.

W szkockich parkach narodowych wolno:

  • nocować na dziko w namiocie – tylko z małą grupą (2-3 osoby), oprócz tego można rozłożyć namiot prawie wszędzie. Istnieją jednak obszary specjalnej ochrony, gdzie namiotowanie jest ograniczane – możecie o tym przeczytać tutaj. Pamiętajcie o zebraniu po sobie śmieci, bo borsuki za Was tego nie zrobią.
  • rozpalać ognisko – choć zachęcają do używania kuchenek przenośnych, małe ognisko można rozpalić.
  • schodzić ze szlaków – kolejna rzecz do której parkowcy „nie zachęcają”, ale można. Jeśli jednak zobaczycie tabliczkę, na której ostrzegają przed schodzeniem ze szlaku – lepiej tego nie robić.
  • zbierać grzyby, owoce, wodorosty i wszystko inne – oczywiście nie na skalę przemysłową, ale jeśli chcecie zamarynować sobie trochę szkockich grzybków – nie ma sprawy.

Główna zasada w parkach jest taka, by pozostawić dane miejsce takim, jakim je zastaliście. Jeśli przejdziecie przez bramkę – zamknijcie ją za sobą. Robiąc piknik – posprzątajcie śmieci. Zgaście ognisko. Nie depczcie za bardzo po kwiatach i mchach. I wszystko będzie dobrze.


Podejście na Ben A’an nie jest zbyt trudne i w zależności od kondycji zajmuje od godziny do dwóch (absolutny maks!). Na początku idzie się ostro pod górę, przechodzi przez most na rzeczce. Widoki z tyłu są na Loch (jezioro) Achray i inne jeziora w okolicy.

Dalej czeka niestety obszar zwalonych drzew – nie udało mi się ustalić, czemu tak to wygląda. Dzięki temu widać jednak Ben A’an na wprost.

Później szlak przechodzi między drzewami – głównie są to stare, obrośnięte mchem brzozy, wspaniałe. Potem krajobraz zmienia się w bardziej „górski”, nie ma już drzew tylko skały, trawy i (jeśli dobrze traficie) wrzosy. Jest to miejsce, gdzie najtrudniej jest się mijać z innymi piechurami, na szczęście nie jest ich bardzo wielu i nie tworzą się żadne korki.

Ostatnie podejście na szczyt w ogóle nie jest oznaczone, ale to nic, po prostu wybierzcie sobie którąś z mniejszych ścieżek. Na szczycie nie wiadomo, czy to wiatr, czy to widoki zapierają dech w piersi. Widać całą długość Loch Katherine (po którym pływa stateczek), Loch Achray, Ben Venue. Jeśli pogoda jest naprawdę dobra, to będzie nawet widać kawałki Alp Arrochar. Wspaniałe panoramy na całą zieloną okolicę.

Nawet jeśli pogoda nie dopisuje, to i tak polecam wejść na Ben A’an. Nam podejście, zejście i wszystkie przerwy zajęły tylko trzy godziny. To łatwa trasa, dzięki której można spróbować, jak smakują dzikie szkockie Highlands – a smakują wolnością i whiskey. I pustkami na szlaku. I dużą ilością wiatru. Ale przede wszystkim, wolnością.

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Coraz częściej poruszamy w domu temat wyjazdu do Szkocji, szkoda tylko, że czasem brakuje czasu na te wszystkie wymarzone podróże ;)
    a powiedz mi, orientujesz się może jak to jest z psiakami? można z nimi wchodzić do parków? czy widzieliście może jakieś ogromne znaki zakazu?

    • hm, jestem prawie pewna, że wszędzie można z psiakiem :) Oczywiście lepiej tak trzymać żeby nie biegał zupełnie wszędzie i nie atakował ludzi, ale o tym chyba Ci nie muszę przypominać :D

      • oczywiście, moje psiaki to prawdziwe podróżniczki, znają zasady ;) jednak z tymi zakazami to różnie bywa i nie raz już musieliśmy się z jakiegoś miejsca odwracać na pięcie niestety

  • ja tak opisuję góry! ;) ratio wysiłek:widok to podstawa, im mniej się trzeba namęczyć (ale trochę jednak trzeba, żeby nie czuć że dostaliśmy coś za darmo), by uzyskać efekt, tym lepiej.

    jest też druga strona medalu… szlaki które są długie, żmudne i w żaden sposób nie są rewarding ;)