6 bardzo łatwych kroków do zero waste w podróży

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

Foliówki zawieszone na drzewach. Plastikowe butelki na plażach. Kubeczki po kawie na ulicach miast. Wszystkich nas oburza ten widok, ale przecież wszyscy śmieci produkujemy. Sporo ostatnio myślę o tym, jaki za sobą zostawiam ślad w miejscach, do których podróżuję. Śmieciowy ślad. Oczywiście, przeraża mnie to! Tylko co z tym można zrobić?

Problem wydaje się być ogromny, wszechogarniający, nie do pokonania – czy wobec tego warto się nim zajmować? Ależ jasne, że tak! Uważam, że nawet robiąc małe zmiany możemy bardzo dużo zmienić, dużo zrobić.

Ruch zero waste (dosłownie: zero śmieci) jest ruchem zwracającym uwagę na ilość śmieci, jakie produkujemy. Wierzcie lub nie, są osoby które kompostują, oddają, segregują wszystko, a ich śmieci z całego roku mieszczą się do jednego słoika. Dla mnie to była zdecydowanie przesada – jak to słoik? Tak z dnia na dzień? Jak się zaczyna? Jak to mam jutro zrezygnować ze wszystkich kosmetyków, które lubię? Co się robi…? Zakładałam, że albo z dnia na dzień przestaję produkować śmieci, albo nie będę się tym w ogóle zajmować. Dlatego przez lata nie robiłam nic.

Ogromny wpływ na zmianę mojego podejścia miała Asia z Szafy Sztywniary. W jej ujęciu zero waste nie jest fanatyczne, tylko zdroworozsądkowe. Nikt z nas nie jest idealny i chodzi jedynie o stopniowe zmiany nawyków, które mogą jednak pociągać za sobą globalne konsekwencje. Pierwsze kroki mogą być małe i naprawdę proste. Ważne, żeby coś robić! Ten post jest dla takich początkujących jak ja, którzy nie wiedzą, gdzie zacząć. Poniższe, banalnie proste nawyki sprawiły, że zauważyłam ile śmieci produkuję i… zaczęłam produkować ich mniej. Moje małe kroki do zmniejszenia ilości śmieci w podróży:


Noszenie własnej torby na zakupy (zawsze)

Nieważne czy idę do spożywczaka, czy na ciuchy – własna torba musi być. To proste i oczywiste? Nie zawsze dla mnie takie było – wstyd się przyznać, ale ja bardzo lubię te ładne torby, które dają sklepy z ubraniami! Po prostu podczas kupowania sobie ubrań czuję się tak, jakbym dostała prezent do odpakowania. A sklepy doskonale wiedzą o tym, jak to działa na ludzi. To jeden z powodów, dla których ludzie uzależniają się od zakupów!

Moje rozwiązanie? Naprawdę ładna torba na zakupy. Taka torba, z którą nie jest wstyd pokazać się na mieście. Ktoś może się zaśmiać, że to takie płytkie i głupiutkie, ale wiem że część z Was mnie zrozumie. Jeśli jest Wam przykro wkładać swoje nowe nabytki do byle jakiego wora, to kupcie sobie specjalną, wyjątkową torbę, która wygląda pięknie. Albo o, piękny kosz! I nie żałujcie niczego, bo po kilku dniach zauważycie, o ile mniej jednorazówek zużywacie.

Butelka na własne i kubeczek na kawiarniane picie

Gdy kupowałam własną butelkę, myślałam że będzie gadżetem który mi się nigdy nie przyda i po tygodniu zostawię go w domu. Aktualnie nie wyobrażam sobie wyjścia bez niej. Sprawiła ona, że zauważyłam ile razy w ciągu dnia sięgam po wodę – wcześniej gdy chciało mi się pić, po prostu kupowałam plastikową butelkę. A wystarczy napełnić sobie buteleczkę przed wyjściem i problem z głowy! Do butelki wkładam sobie owoce czy miętę, i mam w ten sposób picie smakowe. Mniam!

Jeśli chodzi o lotniska, to przed kontrolą bagażu opróżniam butelkę i zawsze przechodzi przez bramki. Na dużych lotniskach są też specjalne kraniki, gdzie można napełnić własną butelkę wodą pitną – listę takich lotnisk znajdziecie m.in. tutaj.

W całej Europie bez problemu piję kranówę i wszystko jest jak najbardziej w porządku, natomiast jeśli się boicie pić wodę z kranu lub wyjeżdżacie do „niepewnego” kraju, to jak najbardziej dostępne są butelki filtrujące wodę.

Jeśli jesteście osobami, które często zamawiają na wynos w kawiarniach, to polecam kubek zamiast butelki. Łatwiej go umyć i nieco wygodniej się z niego pije. Wiele kawiarni zachęca do przychodzenia z własnym kubkiem, w niektórych krajach dają za to zniżki, a już na pewno nie popatrzą krzywo. Mam same dobre doświadczenia zarówno z kubkami, jak i z butelkami, obiecuję że to normalne i naturalne poprosić obsługę o nalanie picia do Waszego pojemnika!

Ci, którzy są bardziej profesjonalni w dziedzinie zero waste mogą rozważyć robienie jedzenia do własnych pojemników wielokrotnego użytku. Tak, jak robiły to nasze babcie i mamy, które zawsze gotowały jedzenie „na podróż” – wy również możecie gotować sobie jedzonko do pojemniczka i zjeść w samolocie. A przy okazji oszczędzić mnóstwo pieniędzy.

Własne sztućce

To kolejny pomysł zaczerpnięty od Asi, coś co wydawało mi się bezsensownym gadżetem, a od pierwszego dnia pozytywnie wpłynęło na ilość moich śmieci. Podczas podróży często zamawiam dania na wynos, np. do samolotu czy autobusu. A do nich zawsze brałam plastikowe sztućce jednorazowe – stało się to taką normalką, że już tego nawet nie zauważałam. Zobaczyłam jednak zgrabne podróżne sztućce JosephJoseph i pomyślałam „a co mi tam, spróbuję”. Nie żałuję! Okazało się też, że z tych sztućców korzystam nie tylko w take-awayach i na lotniskach, ale również w restauracjach i Airbnb budzących moje wątpliwości. Wiecie, nie zawsze sztućce wyglądają czysto, a wkładamy je do ust. No i własne zawsze jakieś bardziej „domowe”.

Jakby co, to absolutnie nie musicie sobie kupować takich zestawów sztućców, możecie brać własne z domu. Mi spodobał się nóż  z magnesem który „trzyma” przy sobie łyżkę i widelec, oraz wygodne opakowanie. Ten zestaw też z łatwością przechodzi przez bramki na lotniskach, bo nóż nie jest ostry.

Wielorazowe woreczki na brudy i buty

W każdą podróż pakowałam nowiutką foliówkę na moje brudy i na moje buciki, a po przyjeździe – oczywiście ją wyrzucałam, no bo brudne! Ba, zdarzało mi się specjalnie pójść do sklepu, kupić coś (wodę w butelce) i wziąć reklamóweczkę na moje nieczyste rzeczy.

Jaka jest alternatywa? Woreczki materiałowe. Jeden woreczek zrobiłam sobie sama i ładnie wyszyłam, można też zbierać worki dołączane do butów, używać starych materiałowych toreb na zakupy albo sobie kupić jakiś ładny woreczek. Po przyjeździe do domu materiałowe worki wrzucam bez problemu do pralki wraz z resztą ubrań.

Bilety i przewodniki w telefonie

Gdy patrzę na pasażerów wsiadających do samolotu, zdecydowana większość z nich ma przy sobie wydrukowane bilety. Tymczasem każda linia lotnicza oferuje bilety w telefonie – zazwyczaj trzeba pobrać aplikację! Po co drukować coś, co wyrzucimy po jednym razie?

To samo tyczy się moim zdaniem przewodników po miastach. Można je mieć w telefonie lub na tablecie i przeglądać w ten sposób. Wiem, że są osoby które wolą mieć przewodnik papierowy, ale czy na pewno potrzebujecie takiej dużej książeczki na np. wyjazd dwudniowy?

Zwracanie uwagi na opakowania

Po prostu zwróćcie, ile jest plastiku ląduje w Waszym w koszyku podczas zakupów – a z łatwością można dokonać innych wyborów. Podstawą jest wybieranie produktów w opakowaniach ze szkła i nie kupowanie warzyw i owoców zapakowanych na plastikową tacę. Rozbraja was, że tyle warzyw jest pakowanych w plastik? Możecie pójść do sklepu który sprzedaje je na wagę lub pakuje do papieru.

Moim zdaniem podejście zero waste jak najbardziej można zacząć od prostego zauważania, w których momentach używamy jednorazowych opakowań – i podejmowania wtedy świadomych decyzji. Szampon jest w plastikowej butelce? Ok, a może jest w większym opakowaniu? A może istnieją szampony w kostce, albo bardziej wydajne szampony? Codziennie głosujecie portfelem i możecie wpływać pozytywnie nawet na największe firmy.

Powolutku, małymi kroczkami – jak najbardziej wierzę, że się da! Wprowadzając dosłownie pięć prostych sposobów do moich podróży w ciągu miesiąca do śmietnika nie trafiło 10 plastikowych sztućców, koło 25 butelek (dużo piję) i co najmniej 40 foliówek. To nie jest nic 💪


+ BONUS – akcja Podnieś5

Nawiązując do początku tego posta chcę Wam też dać znać o akcji Podnieś5. Jeśli wkurzają Was śmieci na plażach i w lasach – po prostu je podnieście! Wróćcie ze spaceru z pięcioma śmieciami i wrzućcie je do śmietnika. A jeśli nie wierzycie w takie proste inicjatywy, to przeczytajcie artykuł o mężczyźnie, który codziennie sadził jedno drzewo. Zmiany na które wszyscy czekamy są w naszych rękach. Serio!


Więcej czytania? Proszę bardzo!

Jeśli wdrożyliście już powyższe kroki i chcecie więcej, to polecam poniższe blogi:

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Pomocny i ciekawy wpis, ja też zainteresowałam się tą tematyką dzięki Szafie Sztywniary :) W podróży warto też na pewno rezygnować z brania słomek (a wiadomo, lato, drinki, mrożone kawy – słomki biorą się „same”).
    Tylko co do jednego punktu nie mogę się przemóc – elektronicznych przewodników. Te papierowy to moja słabość, uwielbiam i zbieram. No nic, chodzi o to, żeby być najpierw less, niekoniecznie od razu zero :)

  • Gosia

    Wszystko świetnie, tylko zawiesiłam się na tym kto to jest Asia z bloga Szafa Sztywniary. Przecież to Ryfka!

  • Patrycja

    Jeśli chodzi o karty pokładowe to się zgodzę, jednak dodam coś od siebie jako osoba pracująca na lotnisku. Papierowe bilety. Jak widzę stos kart pokładowych, jedna na drugiej, najlepiej jeszcze w segregatorze, a jeszcze lepiej posklejane, które właśnie daje mi 10cio osobowa grupa to robi mi się gul na gardle. I se sortuj i odklejaj. A czas mi leci, lecą mi moje tzw „liczby”, które muszę wpisać w raport, muszę wyjść punktualnie. I tak jedna grupa, druga i trzecia. I opóźnienie. Nie róbcie tego, rozdajcie między siebie, zgnijcie je w taki sposób, aby kod skanujący był wyraźnie widoczny, wydrukujcie je w takiej jakości, aby można było ich użyć, jeśli nie macie drukarki to poproście o to obsługę lotniska. I przede wszystkim-nie maczajcie paluchów w buzi, żeby tę kartę pokładową wyciągnąć i nie dajcie mi jej później do rąk. Obrzydlistwo. Teraz karty na telefonie. Ok, lepiej ale może być jeszcze fajniej. Jeśli nie umiesz używać-wydrukuj! Dalej blokujesz mi kolejkę. Nie szukaj jej na mailu, gdy borduję, załaduj ją do walleta na iPhonie lub wyłącz automatyczne obracanie ekranu. Praca grupowa i pójdzie sprawniej.

    • Dzięki za informacje! Też jestem bardzo zaskoczona gdy ktoś stoi w kolejce 40 minut, a potem szuka biletów dopiero przy okienku – przecież można to łatwo ogarnąć wcześniej :) Bardzo też ciekawe jest to, co napisałaś o kulisach Twojej pracy, fajnie to poznać „od środka” :D

      • Mo.

        Mhmmm…kiedyś przy bramce miałam problem, żeby zeskanować kartę pokładową w wersji na smartfonie. Trwało to ok. 10 sekund, czyli pewnie jakieś 5 więcej niż przewidują przepisy :). Usłyszałam, że tak to jest jak się ludziom nie chce drukować i następnym razem lepiej, żebym wydrukowała :). Nic to, drukować w życiu nie będę!

  • Mo.

    Nie słyszałam o akcji Podnieś5 ale po niedzielnym grzybobraniu wyszłam z lasu z dwiema ( dwoma? ) szklanymi butelkami, radiem samochodowym, szczotką od odkurzacza i butem :). Wyszło 5 :). Jestem herbaciarą i mam swój kubek termiczny i termosy w różnych rozmiarach – nie zauważyłam, żeby ktoś dziwnie na mnie reagował, poza tym większość sieciówek ma rabaty za swoje naczynka. Też kiedyś przed podróżą pakowałam wszystko w reklamówki, teraz mam materiałowe woreczki na bieliznę, elektrykę i brudy. I jeszcze sobie uszyłam kilka materiałowych okładek na książki – nie lubię jak się niszczą a wiadomo, że kiedy się walają po torbach lub plecakach to wyglądają różnie. Kiedyś w papier owijałam i myślałam, że jestem cool…I chociaż ograniczenie śmieci do rozmiarów słoika wydaje mi się niemożliwe, to jednak zmiana myślenia naprawdę pomaga. A materiałowe torby uwielbiam i stosuję od lat.

    • Dokładnie tak, mała zmiana myślenia, które robi ogromną różnicę! A im więcej osób przyłączy się do akcji, tym lepiej – wydaje mi się, że np. kawiarnie zauważają w końcu klientów przychodzących z własnymi pojemnikami i same zastanawiają się nad eko rozwiązaniami które mogą u siebie wdrożyć :)