Marcowe ulubione

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

Co ciekawego widziałam, robiłam i czytałam w marcu? Podsumowuję moje kulturalne i niekulturalne odkrycia.

W tym miesiącu moim najważniejszym zajęciem była książka Kraków for Adventurers. Wprawdzie teksty napisałam już wcześniej, ale trzeba było wstawić je na strony wraz ze zdjęciami, przeredagować, poukładać, poprawić, poprzesuwać wszystko o jeden piksel, idealnie wyrównać każdą kolumnę – robienie tego samej było bardzo trudnym zajęciem i jestem nieskończenie dumna, że w końcu mi się udało. Wtedy jednak gdy nie siedziałam sfrustrowana nad książką, udało mi zobaczyć kilka świetnych rzeczy:


Film

Song of the Sea – zdecydowanie najlepsze co widziały moje oczy w tym miesiącu, a być może w życiu. Śliczna, prześliczna bajka o zahukanej dziewczynce która zamienia się w foczkę oraz o jej bracie. Pod koniec fabuła była dość zagmatwana, ale wszystko wybaczam bo Song of the Sea jest niesamowicie pięknie narysowane. Polecam!


Seriale

Aldnoah Zero – hej Misie, wiedzieliście że jestem wielką fanką Anime i oglądam te wszystkie chińskie bajki? Aldnoah Zero jest jedną z fajniejszych jakie ostatnio oglądałam.

W skrócie: ludzie żyją na Marsie i posiadają rozwiniętą technologię Aldnoah. Ponieważ jednak kończą im się surowce, prowadzą wojny z Ziemianami o ojczystą planetę. Od Aldnoah Zero mogliby się uczyć scenarzyści The Walking Dead, Prison Break czy Lost, którzy rozciągają na dziesięć sezonów fabuły których starczyłoby na jeden. Tutaj działo się wszystko, i działo się bardzo szybko. W ciągu jednego odcinka, szczególnie w pierwszym sezonie, sytuacja dramatycznie zmieniała się po kilka razy i cały czas byłam na pogotowiu.

The Wire – odkąd skończyło się Breaking Bad brakuje mi dobrych seriali sensacyjnych. The Wire, mimo tego że ma ponad dziesięć lat i dość sztywne postaci, zapełnia tę lukę idealnie. Do boju detektywie McNutty!


Artykuł

A Religion for the Nonreligious – artykuł prowokujący myślenie. Oto garstka rzeczy o których opowiada: świadomość, ateizm, wszechświat, ludzkie mózgi, wiedza i wyobraźnia. Bardzo warto przeczytać.


Blog

Jennypurr – Jenny pisze o blogowaniu i prowadzeniu biznesu kreatywnego, czyli o wszystkich tych rzeczach, których zupełnie nie rozumieją nasi rodzice. Każdy wpis jest długi, przemyślany i profesjonalny, a przede wszystkim motywuje do działania!


Miejsca w Lizbonie

Zobowiązaliśmy się przed samymi sobą co kilka dni wychodzić i odkrywać coś nowego, chociażby w najbliższej okolicy. Miasto jest wspaniałe i szczegółowo będę je opisywać w najbliższych postach, ale oto co wywarło na mnie największe do tej pory wrażenie:

Oceanarium – nigdy nie byłam w żadnym oceanarium, więc to w Lizbonie mnie zachwyciło. Piękny główny zbiornik, wiele egzotycznych ryb, rekiny, ławice… Jedynym, za to dość poważnym minusem była ilość ludzi odwiedzających to miejsce. Za nic w świecie nie idźcie tam w weekend.
Tego problemu nie było za to w akwarium Vasco da Gama w dzielnicy Alges. Nie ma w nim rekinów ani płaszczek, ale bawiłam się tam prawie tak dobrze jak w Oceanarium.

Sintra – tajemnicze górskie miasteczko z trzema zamkami, wiecznie spowite mgłą. Było tam bardzo… dziwnie. Na razie widzieliśmy tylko zamek Maurów, ale zamierzamy wrócić bo Sintra jest niesamowita.

Belem – nie mogę się nacieszyć, że mieszkamy blisko Belem, bo to moja ulubiona dzielnica w Lizbonie. Szerokie aleje, mnóstwo parków, kilka muzeów, klimatyczne uliczki i ciastka które jem kilogramami. Wszystko super!


Posty w marcu:


Życzę Wam też spokojnych Świąt Wielkanocnych i w przerwie między tłuczeniem jajek pochwalcie się swoimi odkryciami, nawet najmniejszymi.

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Ostatnio też spędzam wieczory z niegrzecznym detektywem McNultym <3 Polecam, jeśli nie oglądałaś, "The Killing" – bardzo mnie wciągnęło swego czasu.

    Wypatruję nowych lizbońskich wpisów! :)

    • Nie widziałam „The Killing”, chętnie zobaczę! :) ech, tak mi brakuje dobrych seriali…