Co zjeść w Lizbonie? Sprawdzone restauracje i knajpki (cz. 1)

Zdjęcia i tekst: Aleksandra Bogusławska

W poszukiwaniu marisqueiry, winiarni, kawiarni idealnych – czyli gdzie bywać i co jadać w Lizbonie!

Z bólem serca muszę przyznać, że kuchnia portugalska nie należy do najbardziej wyszukanych: pomimo dostępu do świeżych owoców morza często są one zepsute przyrządzaniem, bo preferuje się tu dania ciężkie i tłuste a jeśli są warzywa, to najczęściej rozgotowane. Oczywiście można znaleźć bardzo smaczne jedzenie, dziś więc dzielę się z Wami pierwszą częścią moich kulinarnych poszukiwań w Lizbonie!

Wpierw jednak kilka słów o tym, czego się spodziewać po portugalskiej kuchni. Każdy region ma tutaj swoje potrawy i sposoby przygotowywania ryb. Najbardziej typowy i powszechny jest dorsz, czyli bacalhau którego przyrządza się tu na tysiąc sposobów. Solony suszony dorsz jest do kupienia w każdym sklepie, natomiast jeśli chcemy go zrobić w domu to trzeba go długo namaczać i płukać.

Najbardziej podstawową potrawą dostępną w dosłownie każdej restauracji jest ryba (lub mięso) z gotowanymi ziemniakami i warzywami, wszystko polane oliwą z czosnkie. Często spotykany jest też ryż z owocami morza – trochę podobny do hiszpańskiej paelli, ale dużo cięższy. W Portugalii uwielbiają kolendrę, więc jeśli nie lubicie tego zioła to lepiej pytajcie czy w zamawianym przez Was daniu go nie ma.

Przypominam również, że w restauracjach przynoszą płatne przystawki – jeśli nie mamy na nie ochoty, należy powiedzieć kelnerowi aby je zabrał (doliczanie nietkniętego jedzenia do rachunku jest nielegalne i trzeba to zgłaszać np. do informacji turystycznej). Zazwyczaj ceny tutaj to około 20 euro na osobę – porcje są ogromne i zazwyczaj samo główne danie wystarcza do najedzenia się po uszy, więc nie dajcie sobie jeszcze wmówić przystawek i zupy. Oprócz tego musicie wiedzieć, że pastelaria to piekarnia/ciastkarnia, marisqueira serwuje owoce morza a churrasqueira – potrawy z grilla. Jedziemy?


Mercado da Ribeira

Adres: Av. 24 de Julho 50 (naprzeciwko Cais Sodre)

Targ rybno-warzywny którego połowę zajmują restauracje. Mają one wspólne stoły dzięki którym każdy z grupy może zamówić posiłek w innej knajpie. Wnętrze jest bardzo nowoczesne ale panuje tam bardzo przyjemna atmosfera i przychodzą tam zarówno turyści jak i pracownicy okolicznych biur. Ja jadłam kalmary w Monte Mar, ale ponieważ stanowiska mają tam najlepsze restauracje w mieście, każdy wybór będzie dobry (trochę więcej o tym miejscu napisałam tutaj). Ceny zależą od restauracji.


Frei Papinhas

Adres: R. Sao Tome 13, Lizbona (niedaleko Miradouro das Portas do Sol)

Jedna z gorszych restauracji w Lizbonie. Trafiliśmy tam na początku pobytu nie wiedząc, że dobre knajpy zamykają się po 15:00. Lokal Frei Papinhas serwuje kuchnię portugalską w jej najgorszym wydaniu: stary olej, zimne jedzenie, przypalone ziemniaki. Dodatkowo próbują wcisnąć turystom przystawki kosztujące 10 euro – pamiętajcie, że zawsze można poprosić o zabranie tych talerzyków! My jedliśmy ośmiornicę i dorsza, które są podobno najlepszymi daniami w tej restauracji a było niedobre i bardzo drogie. Nie idźcie pod żadnym pozorem!


Pasteis de Belem

Adres: R. Belem 84-92

Piekarnia w której powstały pastel de nata, budyniowe ciasteczka w cieście francuskim. Być w Lizbonie i nie zjeść tych pasteis to grzech, więc zawsze ustawiają się tu długie kolejki turystów.

Za pierwszym razem wydają się być takie sobie, ale każde następne ciasteczko smakuje coraz bardziej. Zamówić można też w środku, przy stolikach chociaż wnętrze jest dość brzydkie i lepiej zjeść w parku naprzeciwko. Więcej o pasteis pisałam tutaj. Cena jednego ciasteczka: 1.05 euro.


Marisqueira de Alges

Adres: R. Maj. Afonso Palla, Alges (niedaleko pętli autobusowej)

Zachęcona dobrymi recenzjami na TripAdvisor zaciągnęłam Miłosza do marisqueiry (restauracja z owocami morza) w Alges, dzielnicy graniczącej z Belem. Nie wiedziałam wtedy jednego: nie należy ufać opinii Portugalczyków w internecie, bo oni po prostu… nie znają się na jedzeniu. Marisqueria de Alges to jedna z wielu restauracji gdzie można spróbować tego co jedzą mieszkańcy – i przekonać się dlaczego średnia długość życia jest tu tak niska. Dobre, choć zawsze przypalone ryby, polane tłuszczem ziemniaki i rozgotowane warzywa to typowe składniki tutejszej diety. Polecam jeśli chcecie jej posmakować. Nie polecam jeśli macie jakieś kubki smakowe. Cena: około 20 euro/osobę.


Arigato Sushihouse

Adres: Alameda dos Oceanos 4

Knajpa all-you-can-eat (szwedzki stół, wszystko możesz zjeść) z sushi, wygodnie rozmieszczona tuż przy Oceanarium – można pooglądać ryby i potem zjeść jedną z nich. Po prostu bierze się talerz i nakłada upatrzone sushi – są całkiem świeże, ale nie wszystkie smaczne więc na początek lepiej spróbować każdego po jednym. Ciekawostką są sushi na słodko z owocami oraz potrawy na ciepło.

W Arigato Sushihouse jest mnóstwo ludzi w weekend (ogólnie nie polecam Oceanarium w weekend…), lepiej jest w tygodniu. Cena „talerza” za jedną osobę: 15 euro, bezpłatne dokładki.


5 oceanos

Adres: Calcada Santo Amaro Armazem 12 (jedna z restauracji przy czerwonym moście 25 kwietnia)

5 oceanos serwuje portugalskie przysmaki w najlepszym wydaniu – przyjemne, świeże i komfortowe jedzenie – nie znaczy to że jest lekkie, ale przynajmniej pyszne! Bardzo dobrze wspominam smażoną ośmiornicę z ryżem (polvo frito e polvo com arroz) i tartę migdałową, koniecznie z mocnym espresso. Restauracja jest całkiem elegancka co nie każdemu może się podobać, ja jednak bardzo polecam. Średnia cena: około 25 euro za osobę.


Tasca Kome

Adres: Address: R. da Madalena 57

Dobra, przyznaję się: moja ulubiona restauracja w Lizbonie jest japońska. Tasca Kome serwuje fantastyczne jedzonko w porcjach dla normalnych osób – czyli najemy się, ale nie pękniemy. Najlepiej jest tam iść na lunch (otwarte od 12 do 15) który kosztuje tam tylko 10 euro za zupę miso i danie dnia z sałatką. Wieczorem można wybrać z karty dań, m.in. sushi oraz hamburgery – wychodzi wtedy trochę drożej. To miejsce przekonało mnie zarówno do curry jak i do tego, że jednak nie umiem robić marynowanego łososia – tam po prostu wszystko jest pyszne. Dodatkowo jest tam najlepsza obsługa w mieście. Nie pożałujecie.


Portas do Sol

Adres: R. São Tomé 84A (lounge tuż przy miradouro)

Knajpa z najlepszym widokiem w Lizbonie, bo jest na miradouro das Portas do Sol. Zgodnie z oczekiwaniami, jest bardzo słaba, obsługa wolna a picie – niesmaczne. Cóż zrobić, chwila odpoczynku ze ślicznym widokiem jest bezcenna. Cena (bardzo niedobrej) sangrii: 5 euro.

Dokończenie przewodnika po Lizbonie wraz z mapką moich ulubionych miejsc znajdziesz w poście „Co zjeść w Lizbonie (cz.2)

Proszę nie promuj swoich linków w komentarzach, dzięki!

  • Wiola Starczewska

    Co warto zjeść w Lizbonie o tej porze roku? Sardynki! Lato to miesiące sardynek. Czy lubisz? Poza tym ja nauczyłam się przyrządzać bacalhau (com natas), kiedy tylko mam więcej pieniędzy kupuję i piekę doradę. Pycha.

    • Sardynek akurat niespecjalnie robię, wydaje mi się że właśnie dorada albo robalo są duużo pyszniejsze – robię je na grillu i są fantastyczne :) A bacalhau kupujesz suszony czy już przygotowany do robienia? Bo jakoś nie miałam jeszcze odwagi zrobić go w domu…

      • Wiola Starczewska

        W Pingo Doce bacalhau desfiado (odsolony), szukaj w mrożonkach

  • Uwielbiam przewodniki po restauracjach, nawet jeśli nie zamierzam odwiedzać tego regionu w bliskiej przyszłości. Wciąż, super!

    • hihi ja też, nie najem się ale przynajmniej sobie pooglądam :D

  • Robert Mróz

    Takie porady zawsze w cenie, ale na samej stronie jedna rzecz jest mocno nie tak :P Mianowicie: drugiej części wpisu nie da się otworzyć w nowej karcie, nawet gdy klika się prawym albo środkowym przyciskiem myszy.

    • no niestety tak czasem działa WordPress :D Jest za to zwykły link tekstowy Robercie, możesz skorzystać z niego ;)

  • Ania

    A propos restauracji w Lizbonie moja współlokatorka, która jest Portugalką i mieszka w Lizbonie już jakiś czas, ostrzegała mnie przez nowym rodzajem okradania turystów w portugalskich restauracjach. Otóż podobno zdarza się, że turyści w restauracjach, które wydają się średnio drogie, są naciągani przez kelnerów na wybieranie polecanych dań, których ceny turysta nie ma czasu sprawdzić w menu, ale myśli, że jak większość dań kosztuje 15 euro, to za polecane danie nie zapłaci więcej niż 20. Natomiast rachunek za takie danie to potem jedyne 200 euro… I jak się okazuje, takie danie i taka cena jest podana gdzieś na końcu menu i wszystko niby jest legalne!
    Tak więc polecam zamawiać tylko te dania, których cenę sprawdziliśmy w menu.

    • Ojacię, naprawdę?! No masakra jakaś! Wiem też, że Portugalczyków strasznie wkurzają przekręty rodaków bo tylko sobie Portugalia robi złą opinię u turystów tymi sztuczkami i jeśli się nie jadło przystawek a doliczyli do rachunku, to nawet można pójść na policję z tym. Ale kurczę, no robią tym turystom co chcą…